Na początku października kupiłam sadzonki liliowca do posadzenia na ogrodowej rabacie. W sklepie zapytałam o odmianę sprawdzoną w miejscowych warunkach, nie tylko o kolor kwiatów ze zdjęcia. Pani z ogrodniczego doradziła mi, co kupić, ale zdradziła też najlepszy sposób posadzenia liliowców.
WIDEO…
Początek października daje okazję do sadzenia, ale pogoda wyznacza granicę
Zwykle zabieg dosadzania liliowców planuję na początku października, zanim ziemia zacznie zamarzać i zanim jesienne prace zamienią się w pośpieszne porządkowanie rabat. Nie traktuję jednak daty jak bezwarunkowego pozwolenia: przy jesiennym przesadzaniu bylin zwykle potrzeba 4-6 tygodni przed zamarznięciem gruntu, żeby korzenie zdążyły się zadomowić. To orientacyjny zapas czasu, a nie obietnica odpowiednia dla każdego ogrodu w Polsce.
Trzeba więc patrzeć na miejscowe warunki i zapowiedzi pogody, szczególnie gdy ogród leży w chłodniejszym regionie. Mnie to nie dotyczy, więc zdecydowałam się na zakup. Ty musisz jednak pamiętać, że w zimnym klimacie zbyt późne sadzenie bywa ryzykowne właśnie dlatego, że liliowiec nie zdąży wytworzyć nowych korzeni i zakotwiczyć się w podłożu.
U siebie zwykle wybieram miejsce słoneczne albo lekko ocienione, bez zastoin wody po deszczu; nie wciskam sadzonki w najciemniejszą lukę tylko dlatego, że akurat została wolna. Jesienne sadzenie daje jej czas na zadomowienie przed kolejnym sezonem, natomiast dobre oświetlenie ma znaczenie dla późniejszego kwitnienia. Sam termin nie naprawi źle wybranego stanowiska.
Skracam liście przed posadzeniem, potem starannie układam korzenie w ziemi
Sadzonki umieściłam tym razem tak, jak doradziła mi sprzedawczyni w sklepie. Te kupione w doniczkach posadziłam normalnie, ale te z odsłoniętą bryłą korzeniową potraktowałam inaczej. Najpierw przygotowałam dołek i odłożyłam ziemię na bok. Czystymi, ostrymi nożyczkami skróciłam liście do około 15 cm, mierząc ich wysokość od nasady, czyli miejsca, z którego wyrastają. Nie wycięłam całego wachlarza przy korzeniach, gdyż sprzedawczyni poleciła pozostawić część liści, a nie gołą nasadę.
Celem tego przygotowania jest skierowanie energii rośliny po przesadzeniu w ukorzenianie zamiast w liście - tak rozumiem radę pani ze sklepu.
Zrobiłam dołek na tyle szeroki, żeby korzenie mieściły się bez zawijania, a miejsce ich połączenia z liśćmi umieściłam orientacyjnie około 2,5 cm pod powierzchnią ziemi. Zasypałam je, lekko docisnęłam podłoże i podlałam po posadzeniu, aby ziemia osiadła wokół korzeni. Po wsiąknięciu wody sprawdziłam, czy sadzonka nie zapadła się głębiej.
Jesienią łatwo przelać świeżo posadzone liliowce. Zanim sięgniesz po konewkę, sprawdź jedną rzecz
Po posadzeniu liliowców zawsze podlewam je obficie, żeby ziemia dobrze osiadła wokół korzeni. Później jednak zachowuję ostrożność. Jesienią temperatury są niższe, słońce nie grzeje już tak mocno, a wilgoć znacznie dłużej utrzymuje się w podłożu. Zbyt częste podlewanie może więc przynieść więcej szkody niż pożytku. Liliowce źle znoszą zastój wody, szczególnie gdy ziemia jest ciężka i gliniasta. W takich warunkach korzenie mają ograniczony dostęp do tlenu i mogą zacząć gnić.
Dlatego nie podlewam sadzonek według ustalonego planu. Najpierw sprawdzam palcem ziemię na głębokości kilku centymetrów. Gdy jest jeszcze wyraźnie wilgotna, nie dolewam wody. Dopiero gdy podłoże zaczyna przesychać, a od dłuższego czasu nie padało, sięgam po konewkę. Świeżo posadzone liliowce potrzebują umiarkowanej wilgotności, ale nie mogą stać w mokrej ziemi.
Nie martwię się też, gdy jesienią liście liliowców zaczynają żółknąć i zasychać. U odmian, które na zimę tracą ulistnienie, jest to naturalny etap przygotowania do spoczynku. Nie oznacza, że roślina się nie przyjęła ani że brakuje jej wody. Najważniejsze, żeby przed nadejściem mrozów korzenie miały odpowiednie warunki do rozwoju.
Na efekty jesiennego sadzenia trzeba poczekać do wiosny, kiedy z ziemi zaczną wyrastać nowe liście. Wtedy najlepiej widać, czy liliowiec dobrze się ukorzenił i rozpoczął zdrowy wzrost. mam nadzieję, że przycięcie liści sadzonek dobrze przysłużą się moim sadzonkom.
Czytaj także:
- Donicy z kamelią nie stawiam na zimę byle gdzie. Dzięki temu wiosną odwdzięcza się kaskadą kwiatów
- Suche i brązowiejące końcówki skrzydłokwiatu to już nie moje zmartwienie. Pomogła szklanka, łyżka i pasek
- Żadne fusy z kawy czy skorupki jajek. Wiotkie pędy zamiokulkasa wzmacniam mieszanką cioci Eli i stają na baczność