Moją kamelię japońską uprawiam w donicy, która przez cieplejszą część roku stoi na tarasie. Jesienią przygotowuję dla niej miejsce, ale nie wciskam jej byle gdzie między domowe rośliny. Zanim przyjdzie pora jej wniesienia, sprawdzam, czy wybrana przestrzeń jest na nią gotowa. Jak to zrobić? Zaraz ci podpowiem.

WIDEO…

player placeholder

Ciepły salon okazał się pułapką. Opadłe pąki zmieniły mój zimowy zwyczaj

Kiedyś wniosłam kamelię prosto do salonu i ustawiłam ją przy oknie, niedaleko grzejnika, zadowolona, że mróz już jej nie dosięgnie. Po pewnym czasie podczas zamiatania znalazłam pod donicą zamknięte pąki, a kolejne odpadały przy lekkim dotknięciu gałązek. Okno zapewniało światło, lecz ciepła, sucha atmosfera ogrzewanego mieszkania była złym wyborem dla tej rośliny.

Najbardziej utkwiło mi w pamięci, że liście nadal wyglądały całkiem dobrze, więc początkowo bagatelizowałam to, co zbierałam z podłogi. Dzisiaj nie przypisuję jednak każdego opadłego pąka wyłącznie temperaturze: podobny skutek może mieć przesuszenie podłoża. Taki objaw traktuję jako powód do sprawdzenia warunków, a nie zachętę do przypadkowego zwiększenia podlewania czy szukania odpowiedniego nawozu.

Zobacz także:

A jeśli chodzi o przestawianie kamelii na zimę do wnętrza, dzisiaj robię to już zupełnie inaczej.

Nocna prognoza wyznacza przeprowadzkę. Zielone liście nie są wystarczającą wskazówką

Gdy nocne temperatury zbliżają się do 0°C, przenoszę kamelię do środka. Traktuję tę wartość jako sygnał do jesiennej przeprowadzki, a nie temperaturę, przy której każda kamelia natychmiast przemarza - odporność zależy od odmiany i warunków. W donicy korzenie są jednak bardziej narażone na zimowe uszkodzenia niż w gruncie.

Nie czekam więc, aż liście zwiotczeją albo pąki zmienią kolor, ponieważ takie zmiany mogą już oznaczać uszkodzenie roślinnych tkanek. Niska temperatura potrafi sprawić, że pąki brązowieją i opadają, zanim zdążą się otworzyć. Sam widok zielonej korony nie daje mi pewności, że przyszłe kwiaty są bezpieczne.

O tej porze roku patrzę na kamelię jak na roślinę z przygotowanym już zapasem przyszłych kwiatów: pąki odmian kwitnących wiosną zaczynają rozwijać się pod koniec poprzedniego lata. Jesienna przeprowadzka chroni więc nie tylko krzew przed przemarznięciem, lecz także wspiera wiosenne kwitnienie. 

Wybieram jasne pomieszczenie, a temperaturę sprawdzam dokładnie przy samej donicy

Docelowo zapewniam kamelii temperaturę 5-10°C i dużo dziennego światła. Chłodna weranda albo pokój gospodarczy nadają się tylko wtedy, gdy rzeczywiście utrzymują takie warunki. Najpierw stawiam termometr tam, gdzie będzie donica, i sprawdzam odczyt rano oraz po południu, zamiast oceniać chłód dłonią po wejściu z ogrzewanego korytarza.

Przygotowuję stanowisko blisko okna, bez zasłaniania rośliny kartonami, ciężką zasłoną czy innymi donicami, których liście tworzą nad nią gęsty dach. Jasne, wolne od mrozu miejsce jest istotną częścią zimowania, dlatego ciemnego schowka nie uznaję za odpowiedniego tylko dlatego, że panuje w nim chłód.

Zostawiam też tyle przestrzeni, żeby podczas podlewania nie potrącać gałązek i móc obejrzeć całą koronę bez przesuwania mebli czy przeróżnych akcesoriów.

Po ustawieniu donicy sprawdzam podłoże palcem i podlewam tak, żeby pozostawało lekko wilgotne, ale nie rozmokło. Nie przesuszam bryły korzeniowej, a nadmiar wody z podstawki wylewam, zamiast zostawiać korzenie w stojącej wodzie. Kamelia w pojemniku potrzebuje kontroli wilgotności także zimą; wniesienie pod dach nie oznacza, że można zapomnieć o konewce aż do wiosny.


Czytaj także: