Na jesienne zakupy sadzonek borówki wysokiej zabieram zdjęcia etykiet krzewów, które już rosną w ogrodzie. Przy stoisku łatwo zachwycić się mocnymi pędami i opisem słodkich owoców, ale mnie interesuje również sąsiedztwo nowej sadzonki. Kładę zawieszki obok siebie, żeby porównać informacje przed zakupem, a nie dopiero nad wykopanym dołkiem.
WIDEO…
Najpierw porównuję nazwy odmian. Sam wygląd krzewów nie rozstrzyga wyboru
Pierwszy szczegół to pełna nazwa odmiany, a nie samo określenie „borówka amerykańska”. Do wzajemnego zapylania wybieram co najmniej dwie różne odmiany, bo właśnie pyłek innej odmiany może zwiększyć liczbę i wielkość owoców. Większy plon zaczyna się więc od właściwego doboru krzewów, zanim pojawią się na nich pierwsze kwiaty.
Dwa egzemplarze tej samej odmiany nie będą dobrym zestawem zapylającym, choć każdy z nich może owocować. Wiele borówek potrafi wydać owoce bez drugiej odmiany, ale pojedyncze jagody na samotnym krzewie nie dowodzą jeszcze, że jego sąsiedztwo jest dobrze dobrane. Przy planowaniu obfitych zbiorów szukam partnera odmianowego, a nie drugiego egzemplarza tej samej rośliny.
Jeśli na zawieszce widzę tylko nazwę gatunku, proszę o dokładne oznaczenie sadzonki.
Potem sprawdzam termin kwitnienia, bo sam opis zbiorów potrafi skierować na manowce
Drugi jakże ważny szczegół to częściowo pokrywający się termin kwitnienia. Sprawdzam na etykietach właśnie tę informację: potrzebuję aby obie odmiany miały w tym samym czasie otwarte kwiaty Terminy te powinny przynajmniej się zazębiać. Sama informacja „wczesna” i „późna” niewiele mi mówi, dopóki nie ustalę, czy opis dotyczy kwiatów, czy dojrzewania jagód.
Kiedyś dobrałam krzewy z myślą o wydłużeniu zbiorów i poprzestałam na opisach dojrzewania. Wiosną zauważyłam, że na jednym kwiaty już przekwitały, gdy drugi dopiero zaczynał je otwierać; wspólny okres był krótszy, niż zakładałam.
Gdy etykieta podaje wyłącznie termin zbiorów, przed zakupem proszę szkółkę o potwierdzenie terminu kwitnienia obu odmian. Nie odgaduję go na podstawie miesiąca dojrzewania.
Odmierzam odstęp między krzewami i miejsce przygotowuję dla całej pary
Po dobraniu odmian ustawiam doniczki na przygotowanej rabacie i odmierzam około 1-1,5 m między miejscami sadzenia. Mierzę od środka jednej bryły korzeniowej do środka drugiej, nie między końcami gałązek. Taki odstęp odpowiada praktyce sadzenia borówek w rzędzie i zostawia miejsce na rozrastające się krzewy.
Przy wyborze miejsca uwzględniam też docelową szerokość odmian podaną w ich opisach. Mała sadzonka w doniczce zajmuje niewiele przestrzeni, ale dorosły krzew będzie znacznie szerszy. Dlatego przed kopaniem dołków sprawdzam również odległość od ścieżki i sąsiednich roślin, żeby później dosięgnąć owoców z różnych stron.
Sadzonki sadzę jesienią w przygotowanym kwaśnym podłożu, kiedy ziemia pozostaje niezamarznięta. Umieszczam krzewy na takiej głębokości, na jakiej rosły w doniczkach, i podlewam po posadzeniu. Obok każdego zostawiam trwałe oznaczenie odmiany, żeby podczas wiosennego kwitnienia od razu wiedzieć, który krzew obserwuję.
Wiosną obserwuję otwarte kwiaty, potem sprawdzam zawiązki w tych samych gronach
Wiosną porównuję oba krzewy podczas tych samych obchodów ogrodu. Zapisuję, kiedy na każdym pojawiają się otwarte kwiaty i kiedy kwitnienie dobiega końca. Tak sprawdzam w swoim ogrodzie wspólny okres, którego szukałam jesienią w opisach odmian.
Przy kwiatach wypatruję trzmieli i innych owadów odwiedzających borówki. To one przenoszą pyłek między krzewami, więc zgodne kwitnienie daje im możliwość wykonania tej pracy.
Później wracam do tych samych gron i oglądam rozwijające się zawiązki. Przy młodych krzewach śledzę również, jak zwiększają się zbiory w kolejnych sezonach, bo borówki potrzebują czasu, by wejść w obfitsze owocowanie. Latem zapisuję obok nazw odmian, kiedy zaczęłam zbierać ich dojrzałe owoce.
Czytaj także:
- Sąsiadka pokazała mi, co robi jesienią z krzaczkami borówek. Spec ze sklepu ogrodniczego powiedział: robię tak samo i pani też radzę
- Sadzonki borówki amerykańskiej robię „metodą na 2-3”. Ukorzeniają się jak złoto
- Jesienią borówce funduję specjalny „prysznic”. Tak doładowuję pąki na kolejny sezon