Trzykrotka ogrodowa to jedna z tych bylin, które naprawdę lubią od czasu do czasu zmienić miejsce i dostać więcej przestrzeni. Gdy kępa robi się szeroka, pędy zaczynają pokładać się na sąsiednich roślinach, a w środku pojawiają się suche lub słabsze części, nie czekam kolejnego sezonu. Jesienny podział trzykrotki daje mi najprostszy sposób na odmłodzenie rośliny i rozmnożenie jej bez wydawania pieniędzy.
WIDEO…
Nie trzeba mieć wielkiego doświadczenia ani specjalistycznych narzędzi. Wystarczy zdrowa kępa, szpadel, ostre sekatory i przygotowane wcześniej miejsca na rabacie. Najważniejsze jest to, żeby nie sadzić malutkich, osłabionych kawałków z jednym przypadkowym pędem. Każda część powinna dostać kilka zdrowych pędów i porządny fragment korzeni. Wtedy szybko się przyjmie, a na wiosnę ruszy bez marudzenia.
Podział trzykrotki jesienią daje mi szybki zapas roślin. Nie tnę kępy na chybił trafił!
Do pracy wybieram dzień bez przymrozku, najlepiej pochmurny i niezbyt suchy. Ziemia powinna być lekko wilgotna, bo wtedy łatwiej wykopać korzenie bez ich szarpania. Nie zabieram się za dzielenie tuż po ulewie, gdy podłoże klei się do butów i łopaty. W ciężkiej, mokrej ziemi można niepotrzebnie uszkodzić korzenie, a potem nowe sadzonki gorzej się przyjmują.
Najlepsza do dzielenia jest trzykrotka, która ma już co najmniej kilka lat i wyraźnie rozrosła się na boki. Zanim wbiję szpadel, oglądam roślinę z każdej strony. Szukam zdrowych, jędrnych pędów, bez plam, zgnilizny i śladów chorób. Suche łodygi oraz pożółkłe liście wycinam od razu. Nie ma sensu przenosić ich razem z dobrymi częściami, bo nie pomogą roślinie, a tylko zabiorą jej siłę.
Wykopuję kępę szeroko, nie tuż przy łodygach. Wbijam szpadel mniej więcej kilkanaście centymetrów od środka rośliny i obkopuję ją dookoła. Potem podważam bryłę korzeniową z kilku stron. Starsza trzykrotka potrafi mocno trzymać się ziemi, więc nie ciągnę jej za pędy. Wolę spokojnie poluzować podłoże szpadlem, a dopiero później wyjąć całość rękami.
Po wykopaniu otrzepuję nadmiar ziemi i sprawdzam, gdzie naturalnie rozchodzą się korzenie. Czasem kępa rozdzieli się w dłoniach na kilka części. Gdy jest zwarta, używam ostrego szpadla albo czystego noża. Każdy fragment powinien mieć kilka zdrowych pędów, najlepiej trzy, cztery lub więcej, oraz dobrze rozwinięte korzenie. Takie sadzonki nie wyglądają może wielkością jak roślina ze sklepu, ale mają znacznie większą szansę, że przetrwają zimę i ruszą wiosną pełną siłą.
Zdrowe pędy i mocne korzenie decydują o powodzeniu. Koronę sadzę dokładnie na poziomie gruntu
Przed sadzeniem przygotowuję nowe miejsca na rabacie. Trzykrotka najlepiej rośnie tam, gdzie ma słońce albo lekki półcień. W pełnym cieniu także sobie poradzi, ale zwykle słabiej kwitnie, wyciąga pędy i mniej ładnie się zagęszcza. Lubi ziemię żyzną, przepuszczalną i niezbyt suchą. Gdy mam w ogrodzie ciężką glinę, rozluźniam ją dojrzałym kompostem i niewielką ilością drobnego żwiru. Nie przesadzam jednak z poprawianiem podłoża, bo trzykrotka nie należy do szczególnie kapryśnych bylin.
Dołek robię trochę szerszy niż korzenie sadzonki. Na jego dnie rozgarniam ziemię ręką, żeby korzenie mogły się naturalnie ułożyć. Nie zawijam ich na siłę i nie wciskam rośliny w za mały otwór. To drobiazg, ale później ma znaczenie. Korzenie, które mają miejsce, szybciej zaczynają pracować i łatwiej pobierają wodę.
Najważniejsza zasada przy sadzeniu trzykrotki jest bardzo prosta. Korona rośliny, czyli miejsce, z którego wyrastają pędy, musi znaleźć się na poziomie gruntu. Nie zakopuję jej zbyt głęboko, bo wtedy łatwo o gnicie, zwłaszcza podczas mokrej jesieni i zimy. Nie sadzę jej też za wysoko, ponieważ odsłonięte korzenie będą szybciej przesychały. Przyklękam przy dołku, dokładam ziemię małymi porcjami i co chwilę sprawdzam wysokość korony. To zajmuje moment, a oszczędza późniejszych problemów.
Po zasypaniu korzeni delikatnie ugniatam ziemię dłońmi. Nie depczę mocno wokół sadzonki, bo podłoże nie powinno zamienić się w twardą skorupę. Zaraz potem porządnie podlewam każdą nową część. Woda pomaga ziemi osiąść przy korzeniach i usuwa puste kieszenie powietrza. Gdy po podlaniu korona znajdzie się za głęboko, dosypuję trochę ziemi. Gdy wystaje, lekko ją odsłaniam i poprawiam sadzenie od razu.
Po przesadzeniu daję trzykrotce spokój i trochę ochrony. Wiosną odwdzięcza się świeżymi pędami
Jesienią nie nawożę świeżo podzielonych roślin mocnym nawozem mineralnym. Nie chcę pobudzać ich do wypuszczania delikatnych, nowych przyrostów tuż przed zimą. Wystarczy kompost, który dodałam do ziemi podczas przygotowywania rabaty. Teraz trzykrotka potrzebuje przede wszystkim czasu, by odbudować drobne korzenie i dobrze osadzić się w podłożu.
Przez pierwsze tygodnie pilnuję wilgotności ziemi. Jesień bywa zdradliwa, bo chłodne dni nie zawsze oznaczają deszcz. Gdy przez dłuższy czas nie pada, podlewam rośliny umiarkowanie. Nie robię z rabaty błota, ale nie dopuszczam też, żeby świeżo posadzone części stały w suchej, sypkiej ziemi. Szczególnie ważne jest to na lekkich, piaszczystych stanowiskach, gdzie woda szybko ucieka w głąb podłoża.
Gdy nadejdą pierwsze chłody, rozkładam wokół sadzonek cienką warstwę liści, kory albo kompostu. Taka osłona ogranicza nagłe skoki temperatury i chroni korzenie przed przesychaniem. Nie zasypuję jednak samej korony grubą warstwą ściółki. Musi mieć dostęp do powietrza, inaczej podczas wilgotnej zimy może zacząć podgniwać. To częsty błąd, zwłaszcza gdy chcemy za dobrze zabezpieczyć roślinę przed mrozem.
Wiosną nie panikuję, gdy trzykrotka długo nie pokazuje życia. Po zimie potrafi ruszyć trochę później niż inne byliny. Czekam cierpliwie, aż ziemia się ogrzeje, a potem usuwam suche resztki pędów. Gdy zobaczę młode przyrosty, wiem już, że podział się udał. Wtedy mogę lekko spulchnić ziemię obok roślin, podsypać je kompostem i cieszyć się tym, że z jednej starej kępy powstało kilka nowych.
Tak rozmnożona trzykrotka pięknie wypełnia wolne miejsca na rabacie. Sadząc kilka części w niewielkich grupach, szybko uzyskasz wrażenie pełniejszego, bardziej kolorowego ogrodu. Ja lubię łączyć ją z liliowcami, rudbekiami, floksami i niższymi trawami ozdobnymi. Największa satysfakcja przychodzi jednak wtedy, gdy wiosną patrzę na nowe, zdrowe kępy i pamiętam, że powstały dosłownie z jednej rośliny, którą miałam już w ogrodzie.
Czytaj także:
- Sadzę je teraz, a wiosną mam dywan pięknych kwiatów. Ten prosty sposób sprawdza się nawet w ciężkiej ziemi
- Jeden liść sansewierii wystarczy, by mieć tyle nowych roślin, aby obdarować nimi wszystkich sąsiadów
- Dzięki temu żwirowa ścieżka wygląda dobrze przez lata. Ten prosty zabieg robię jeszcze przed wysypaniem pierwszych kamyków



























