Co roku jesienią trudno mi oprzeć się wrzosom. W centrach ogrodniczych kuszą dziesiątkami odcieni różu, fioletu i bieli, a ja już oczami wyobraźni widzę je na swojej rabacie. Kiedyś po przyniesieniu sadzonek do domu od razu chwytałam za łopatkę. Dziś wiem, że pośpiech nie jest najlepszym doradcą. Wrzosy bywają bardziej kapryśne, niż człowiek sobie życzy. Dlatego przed sadzeniem zawsze poświęcam im kilka dodatkowych minut.
WIDEO…
Październik sprzyja sadzeniu wrzosów, ale wilgotna rabata może zmylić
Październik to dobry moment na sadzenie wrzosów, pod warunkiem że ziemia nie jest jeszcze zamarznięta. Gleba zachowuje część ciepła nagromadzonego latem, a niższa temperatura powietrza sprawia, że rośliny tracą mniej wody. Dzięki temu mają szansę dobrze się ukorzenić, zanim nadejdzie zima.
Jest jednak pewna pułapka, o której łatwo zapomnieć. Nawet jeśli ziemia w ogrodzie jest wilgotna po jesiennych deszczach, nie oznacza to, że korzenie kupionego wrzosu mają wystarczająco dużo wody. Podłoże w doniczkach często zawiera dużo torfu, który po mocnym przesuszeniu bardzo trudno ponownie nawodnić.
Może się więc zdarzyć, że posadzisz wrzos w wilgotnej ziemi, a jego korzenie nadal będą tkwiły w suchej bryle. Co więcej, podczas zwykłego podlewania woda może spływać po jej bokach, nie docierając do środka. Dlatego przed sadzeniem warto zadbać o odpowiednie nawodnienie samej sadzonki.
Zanurzam bryłę w wodzie, bo przesuszony torf trudno zwilżyć
Przed posadzeniem wrzosów stosuję prosty sposób, który nazywam metodą bąbelkową. Polega on na zanurzeniu bryły korzeniowej w wodzie i pozostawieniu jej tam na kilka minut. Dzięki temu wilgoć ma szansę dotrzeć również do głębszych warstw podłoża, których zwykłe podlewanie nie zawsze wystarczająco nawadnia.
Skąd nazwa tej metody? Kiedy zanurzysz doniczkę, z ziemi zaczną wydobywać się drobne pęcherzyki powietrza. To znak, że woda stopniowo wnika w podłoże i wypiera znajdujące się w nim powietrze.
Dobrze nawodniona bryła korzeniowa ułatwia wrzosom przyjęcie się w nowym miejscu. Korzenie od początku mają dostęp do wilgoci, dzięki czemu roślina jest mniej narażona na przesuszenie tuż po posadzeniu. To szczególnie ważne jesienią, gdy wrzosy powinny zdążyć się ukorzenić przed nadejściem mrozów. Im lepiej poradzą sobie z tym zadaniem, tym większą mają szansę na dobry start wiosną.
Wstawiam doniczkę do wiadra, a wyjmuję ją dopiero po ustaniu wypływania bąbelków
Metodę bąbelkową stosuję bezpośrednio przed sadzeniem wrzosów, najlepiej wtedy, gdy mam już przygotowane dla nich miejsca na rabacie. Dzięki temu po namoczeniu mogę od razu przenieść rośliny do gruntu.
Najpierw szykuję wiadro lub inne naczynie na tyle duże, żeby swobodnie zmieściła się w nim doniczka. Nalewam wodę, a następnie wkładam do środka wrzos, nie wyjmując go jeszcze z plastikowego pojemnika. Woda powinna całkowicie zakrywać bryłę korzeniową, ale nie zanurzam w niej zielonych pędów.
Pozostawiam doniczkę w wodzie na kilka minut i obserwuję pojawiające się pęcherzyki powietrza. Jeśli pojemnik wypływa na powierzchnię, delikatnie przytrzymuję go za brzeg. Kiedy bąbelki przestają się wydobywać, wyjmuję sadzonkę i czekam, aż nadmiar wody odpłynie przez otwory w dnie.
Następnie ostrożnie zdejmuję doniczkę, uważając, żeby nie uszkodzić korzeni. Umieszczam wrzos w przygotowanym dołku, zasypuję odpowiednim, kwaśnym podłożem i lekko dociskam ziemię wokół bryły. Na koniec podlewam roślinę, kierując strumień wody bezpośrednio na ziemię przy jej podstawie.
W ten sposób przygotowuję każdą sadzonkę osobno. Nie wszystkie potrzebują tyle samo czasu na namoczenie, dlatego zamiast pilnować minutnika, obserwuję bąbelki wydobywające się z podłoża.
Po posadzeniu sprawdzam dawną bryłę, później obserwuję młode przyrosty
Po namoczeniu zauważam, że doniczka jest wyraźnie cięższa. To znak, że podłoże wchłonęło wodę. Zapamiętuję tę różnicę, zwłaszcza gdy sadzę większą liczbę wrzosów. Dzięki temu łatwiej mi ocenić, jak suche były poszczególne sadzonki przed rozpoczęciem przygotowań.
Na tym jednak moja pielęgnacja się nie kończy. Przez pierwsze tygodnie po posadzeniu regularnie sprawdzam wilgotność ziemi bezpośrednio przy korzeniach. Nie sugeruję się wyłącznie wyglądem całej rabaty. Otaczająca gleba może być wilgotna, podczas gdy torfowa bryła, w której wrzos rósł wcześniej, zaczyna już przesychać.
Jeśli przez dłuższy czas nie pada, podlewam wrzosy w miarę potrzeb. Dbam o to, żeby ziemia pozostawała umiarkowanie wilgotna, ale nie mokra. Wiem, że nadmiar wody jest równie niekorzystny jak jej niedobór, ponieważ korzenie wrzosów źle znoszą długotrwałe zaleganie wilgoci.
Wiosną ponownie przyglądam się swoim roślinom. Sprawdzam, czy na końcach pędów pojawiają się świeże przyrosty, które świadczą o rozpoczęciu nowego okresu wzrostu. Pamiętam też, że młode wrzosy wymagają regularnej kontroli wilgotności przez cały pierwszy rok po posadzeniu, szczególnie podczas dłuższych okresów bez deszczu. Dlatego nadal pilnuję podlewania, aby zapewnić im dobre warunki do rozbudowania systemu korzeniowego i zadomowienia się na rabacie.
Przy takim traktowaniu sadzonek wrzosów jeszcze mi się nie zdarzyło, żeby któraś się nie przyjęła.
Czytaj także:
- Ciotka Krystyna nauczyła mnie, jak wybierać cebule amarylisa. Do domu przynoszę tylko te, bez charakterystycznych znaków
- Gdy pęd zamiokulkasa nie chce się rozwinąć, wyciągam „zestaw naprawczy”. To najlepszy sposób, żeby ruszył jak z procy
- Sąsiadka zobaczyła mój nowy cyklamen i złapała się za głowę. Dowiedziałam się, że te 2 rzeczy są najważniejsze po zakupie