Całe życie większość prac wymagających maszyn robiłam na trawniku wiosną. Aeracja, wertykulacja, a potem aż do jesieni tylko podlewania i nawożenie. No może jeszcze dosiewki. Aż tu nagle nowy sąsiad wyjechał jesienią na swój trawnik jedną z maszyn i nie była to kosiarka. Myślałam, że coś mu się pomyliło, albo nadgorliwiec z niego. Jakżesz się myliłam. I to przez 20 lat!

WIDEO…

player placeholder

Październikowy termin uzależnić trzeba od pogody, bo darń musi jeszcze rosnąć

Dzisiaj już sama w październiku robię wertykulację i dosiewki, bo o tym zabiegu mowa. Jednak wybieram moment, gdy prognoza zapowiada jeszcze kilka tygodni bez silnego mrozu. Nie kieruję się samym miesiącem: trawa potrzebuje czasu na regenerację, a dosiane nasiona na rozpoczęcie wzrostu przed zimą.

Sprawdzam także ziemię pod źdźbłami: ma być lekko wilgotna, ale nie rozmokła. Gdy pod butem zostaje błotnisty ślad, a darń wyraźnie się ugina, odkładam wertykulator, ponieważ na mokrym podłożu łatwiej wyrwać trawę z korzeniami.

Zobacz także:

Nie zakładam, że warunki z ogrodu sąsiada będą identyczne u mnie, szczególnie w chłodniejszym albo długo zacienionym miejscu. Jesienny siew korzysta z ciepła zachowanego w glebie, dlatego brak silnego mrozu nie jest jedyną wskazówką.  Potrzebne są też warunki pozwalające nasionom kiełkować. Jeśli robi się wyraźnie zimno, nie wykonuję zabiegu tylko dlatego, że mam wolny weekend.

Noże prowadzę płytko przez filc, a odsłonięte ubytki obsiewam trawą

Zgodnie z zaleceniami pana ze sklepu ogrodniczego, z którym skonsultowałam swego czasu pomysł sąsiada, przygotowuję wertykulator, grabie oraz nasiona trawy do dosiewki, żeby po oczyszczeniu darni od razu zająć się prześwitami. Ustawiam noże wertykulatora na płytkie nacięcie filcu, około 2-2 mm, i sprawdzam efekt na krótkim odcinku. Patrzę na rzeczywiste ślady pracy, a nie wyłącznie na oznaczenie przy pokrętle urządzenia.

Przejeżdżam trawnik w dwóch kierunkach: najpierw wzdłuż, następnie w poprzek, poruszając się równomiernie i bez zatrzymywania pracujących noży w jednym miejscu. Potem dokładnie wygrabiam resztki, również te leżące pomiędzy pasami przejazdu. Dopiero po ich usunięciu widzę, gdzie pozostały zielone kępki, a gdzie odsłoniła się ziemia wymagająca dosiewki.

W ubytkach rozsiewam nasiona zgodnie z dawką do dosiewki podaną na opakowaniu, zamiast sypać grubą warstwę. Delikatnie przegrabiam powierzchnię, żeby nasiona miały kontakt z ziemią, i podlewam drobnym strumieniem, który ich nie wypłukuje. Mieszankę dobieram do warunków tej części ogrodu, zwłaszcza jej nasłonecznienia i sposobu użytkowania.

Kiedyś pogłębiłam nacięcia bez potrzeby, potem zbierałam wyrwane kępki trawy

Przy pierwszej samodzielnej próbie wertykulacji uznałam, że skoro z trawnika wychodzi niewiele resztek, powinnam opuścić noże niżej. Po kolejnym przejeździe zamiast suchych resztek zobaczyłam zielone kępki z korzeniami i przyklejoną ziemią. Na murawie zostały podłużne prześwity, których wcześniej tam nie było.

Musiałam zbierać wyrwaną trawę i dosiewać większy fragment, niż planowałam. Zbyt głębokie ustawienie noży oznaczało więcej odsłoniętej ziemi oraz więcej miejsc wymagających późniejszego doglądania. Od tamtej próby ilość materiału w koszu nie jest dla mnie miarą dobrze wykonanej pracy.

Teraz rozróżniam wyczesany filc od wyrwanej żywej darni: suche resztki są celem, zielone kępki z korzeniami sygnałem do zatrzymania i sprawdzenia ustawień. Płytka wertykulacja ma oczyszczać powierzchnię, a nie działać jak głębokie przekopywanie trawnika. Nie pogłębiam więc nacięcia tylko dlatego, że zebrałam mało resztek.

Po dosiewce pilnuję wilgotności, a pierwsze źdźbła oceniam bez pośpiechu

Po pracy sprawdzam przede wszystkim odsłonięte, obsiane miejsca, bo tam powierzchnia nie powinna przesychać podczas kiełkowania. Utrzymuję ją lekko wilgotną, podlewając delikatnie wtedy, gdy deszcz nie wystarcza. Nie kieruję mocnego strumienia na nasiona i nie robię kałuż: potrzebna jest wilgoć, a nie rozmycie przygotowanych ubytków.

W sprzyjających warunkach pierwsze źdźbła mogą pojawić się po mniej więcej tygodniu lub dwóch, ale chłodniejsza pogoda wydłuża oczekiwanie. Nie uznaję więc pustego miejsca po kilku dniach za nieudaną dosiewkę. Jednocześnie ograniczam chodzenie po młodej trawie, żeby nie uszkadzać dopiero rozwijających się siewek.

Efekty jesiennej wertykulacji i tak późnych dosiewek zobaczyłam w tym roku po raz drugi. I powiem ci: warto zadać sobie trochę takiego trudu jesienią, bo trawnik wygląda wiosną o niebo lepiej.


Czytaj także: