Mech na trawniku zwykle nie pojawia się bez powodu. Zamiast więc bez końca wygrabiać go spomiędzy źdźbeł, sprawdzam, co dzieje się z ziemią. Jednym z problemów może być jej zbyt niski odczyn. W takiej sytuacji jesienią przeprowadzam wapnowanie trawnika. Robię to jednak dopiero po sprawdzeniu pH i pilnuję kilku zasad, żeby rzeczywiście pomóc murawie.
WIDEO…
Kreda nawozowa na trawnik podnosi pH gleby. Koszt zabiegu nie musi być wysoki
Kreda nawozowa to nawóz wapniowy, którego podstawowym składnikiem jest węglan wapnia. Stosuję ją przede wszystkim wtedy, gdy badanie podłoża pokazuje, że ziemia pod trawnikiem jest zbyt kwaśna. Nie rozsypuję jej profilaktycznie co roku. Najpierw mierzę pH prostym kwasomierzem ogrodniczym albo zlecam analizę próbki gleby. Trawa najlepiej radzi sobie na podłożu lekko kwaśnym, mniej więcej w zakresie pH 5,5 do 6,5, zależnie od rodzaju gleby i mieszanki traw.
Po kredę sięgam, gdy wynik wskazuje na potrzebę wapnowania. Jej zadaniem jest odkwaszenie podłoża, a nie bezpośrednie zniszczenie mchu. To ważne rozróżnienie. Mech chętnie pojawia się na zaniedbanej, wilgotnej, zacienionej i zbitej murawie, a kwaśna gleba może dodatkowo mu sprzyjać. Samo rozsypanie kredy nie rozwiąże więc każdego problemu. Gdy przyczyną jest stojąca woda albo mocny cień, zajmuję się również tym.
Kreda nawozowa ma postać drobnego proszku lub granulatu. Granulat jest dla mnie wygodniejszy, ponieważ mniej pyli i łatwiej rozsypuję go równomiernie. Cena zależy od producenta, składu oraz wielkości opakowania, ale zwykle jest to jeden z tańszych produktów wykorzystywanych do odkwaszania gleby. Za mniejsze opakowanie zapłacisz kilkanaście złotych, większe worki kosztują zwykle kilkadziesiąt złotych, ale wtedy cena za kilogram może spaść do mniej niz 1 zł. Przed zakupem sprawdź przede wszystkim wydajność podaną na etykiecie, bo to ona pokaże rzeczywisty koszt wapnowania całego trawnika.
Jesienne wapnowanie robię dopiero po zakończeniu nawożenia. Wybieram suchy i bezwietrzny dzień
Jesienią kredę nawozową rozsypuję wtedy, gdy trawnik kończy już intensywny wzrost, a ja zakończyłam jego nawożenie. Najczęściej odpowiedni moment przypada na późną jesień, w październiku lub listopadzie. Nie trzymam się jednak sztywno kalendarza. Znacznie ważniejsze są warunki panujące w ogrodzie.
Do pracy wybieram spokojny, bezwietrzny dzień. To szczególnie istotne, gdy używam kredy pylistej. Przy silniejszym podmuchu lekki proszek zamiast na murawę poleci na rabaty, chodnik, ubranie i wszystko dookoła.
Nie rozsypuję kredy na trawniku zalanym wodą ani podczas deszczu. Nie wykonuję też zabiegu na zamarzniętej ziemi. Najlepiej pracuje mi się wtedy, gdy murawa jest sucha, a gleba lekko wilgotna. Po zabiegu niewielkie opady są wręcz pomocne, ponieważ stopniowo wprowadzą nawóz do podłoża.
Pilnuję jeszcze jednej rzeczy. Wapnowania nie łączę z jesiennym nawożeniem trawnika. Pomiędzy jednym a drugim zabiegiem zachowuję odstęp zgodny z zaleceniami producentów używanych preparatów, zazwyczaj przynajmniej kilka tygodni. Szczególnie unikam jednoczesnego stosowania wapna i nawozów zawierających azot. Zamiast wrzucać wszystko na trawnik jednego dnia, rozdzielam zabiegi i pozwalam każdemu zadziałać.
Kredy nawozowej nie sypię na oko. Najpierw sprawdzam pH, potem odmierzam właściwą dawkę
Zanim otworzę worek, przygotowuję trawnik. Koszę go, gdy tego wymaga, a następnie dokładnie wygrabiam liście, suche źdźbła i inne resztki. Jeżeli na powierzchni znajduje się dużo mchu, również go wygrabiam. Kreda ma dotrzeć do gleby, a nie zatrzymać się na grubej warstwie filcu.
Następnie odmierzam powierzchnię trawnika. To pozwala mi obliczyć potrzebną ilość produktu. Nie podaję jednej uniwersalnej dawki kredy nawozowej, ponieważ zależy ona od jej składu, odczynu oraz rodzaju gleby. Innej ilości może wymagać lekka ziemia piaszczysta, a innej cięższe podłoże. Czytam etykietę konkretnego produktu i stosuję dawkę podaną przez producenta. Nie zwiększam jej z myślą, że więcej wapna szybciej usunie mech.
Na małym trawniku kredę mogę rozsypać ręcznie w rękawicach, choć zdecydowanie łatwiej uzyskać równą warstwę za pomocą rozsiewacza. Przy większej powierzchni korzystam właśnie z niego. Dzielę odmierzoną porcję na dwie części. Pierwszą rozsypuję, idąc wzdłuż trawnika, a drugą, poruszając się w poprzek. Dzięki temu ograniczam ryzyko pozostawienia miejsc z bardzo dużą ilością nawozu i fragmentów, do których prawie nic nie trafiło.
Wiosną ponownie przyglądam się murawie. Po prawidłowo zrobionym jesienią zabiegu mech nie wraca, a uzyskanie gęstej trawy staje się o wiele łatwiejsze.
Czytaj także:
- Na ten zabieg zostało ci 6 tygodni. Rozsyp cienką warstwę na trawniku, a sąsiedzi wiosną będą ci zazdrościć gęstej murawy
- Sąsiad zwalczył krety tanim jak barszcz sposobem. Płyn wzięty z kuchni wykurzył szkodniki
- Chcesz jesienią posadzić jeżówki? Nie przegap tego terminu, a w kolejnym sezonie ucieszysz oczy prawdziwą burzą kwiatów