Ubytek po kretowisku potrafi mnie ostro wkurzyć, szczególnie gdy trawnik był już równy i gęsty. Ziemię z kopca łatwo rozgarnąć, ale pod nią często zostaje zapadnięte miejsce albo goły placek. Wtedy nie bawię się w długie czekanie, aż trawa sama wróci lub na nowo wyrośnie. Zamiast tego robię prostą naprawę. We wrześniu warunki są do tego bardzo dobre, bo ziemia nadal trzyma ciepło, a słońce nie wypala trawy tak mocno jak latem.

WIDEO…

player placeholder

Najpierw wyrównuję dziurę po kretowisku. Dopiero potem wycinam łatę darni z zapasem

Zaczynam od uprzątnięcia kopca. Rozgarniam ziemię grabiami, a nadmiar zabieram na rabatę, do donicy albo rozsypuję tam, gdzie trawnik ma nierówności. Nie wciskam całej ziemi z kretowiska z powrotem w dziurę, bo zwykle jest jej za dużo i po kilku dniach miejsce znów zrobi się wypukłe. Sprawdzam dłonią, czy grunt wokół ubytku jest stabilny. Gdy ziemia jest spulchniona przez tunel kreta, lekko ją ugniatam stopą albo małą łopatką.

Potem mierzę uszkodzone miejsce. Najwygodniej wyciąć szpadlem regularny kształt prostokąta lub kwadratu. Nie musi być idealnie równo jak od linijki, ale proste brzegi ułatwiają późniejsze dopasowanie darni. Usuwam suchą trawę, resztki korzeni i luźną ziemię. Na dnie rozsypuję cienką warstwę dobrej ziemi ogrodowej. 

Zobacz także:

Teraz wybieram miejsce, z którego pobieram darń. Szukam mniej widocznego brzegu trawnika, pasa przy żywopłocie, fragmentu za krzewami albo terenu przeznaczonego pod nową rabatę. Nie wycinam łaty ze środka zadbanego trawnika, bo tylko zamieniłabym jeden problem na drugi. Przykładam miarkę do przygotowanego ubytku i wycinam kawałek darni większy z każdej strony o 2 do 3 centymetrów. Ten mały zapas jest bardzo ważny. Dzięki niemu korzenie mają kontakt z ziemią na obrzeżach, a łata nie rozsunie się przy pierwszym podlewaniu czy nadepnięciu.

Łata darni musi dobrze przylgnąć do ziemi. Deska robi tu więcej niż mocne deptanie

Wycinam darń ostrym szpadlem, razem z warstwą ziemi i korzeni. Staram się wsunąć narzędzie na podobną głębokość z każdej strony, wtedy kawałek nie porwie się podczas podnoszenia. Podważam go ostrożnie i przenoszę od razu na przygotowane miejsce. Nie zostawiam go długo na słońcu, bo cienka warstwa korzeni szybko przesycha. Gdy mam do przeniesienia większy fragment, podkładam pod niego deskę, starą tacę albo kawałek kartonu.

Układam łatę zieloną stroną do góry i dopasowuję ją do dziury. Nie rozciągam jej na siłę. Zapas 2 do 3 centymetrów sprawia, że brzegi lekko wchodzą na otaczającą darń, a ja łatwo poprawiam kształt nożem lub szpadlem. Sprawdzam, czy nowy kawałek nie wystaje ponad poziom trawnika. Gdy jest za wysoko, zdejmuję odrobinę ziemi spod spodu. Gdy zapada się zbyt nisko, dosypuję cienką warstwę ziemi i układam darń jeszcze raz.

Na koniec kładę na łacie deskę i mocno ją dociskam. Mogę stanąć na desce kilka razy, przesuwając stopy po całej powierzchni. Nie depczę samej darni butami, bo zrobiłabym nierówne wgłębienia i ubiła ją punktowo. Deska rozkłada nacisk równomiernie, dociska korzenie do podłoża i usuwa kieszenie powietrza. To właśnie od tego zależy, czy trawa szybko się przyjmie. Po dociśnięciu podlewam miejsce spokojnym strumieniem wody, tak aby ziemia pod łatą była wilgotna, ale nie zamieniła się w błoto.

Wrzesień daje darni najlepszą szansę na zrośnięcie się. Przez 7-10 dni pilnuję wilgoci i nie męczę trawy

Naprawę po kretowisku najlepiej robić we wrześniu. Trawa ma jeszcze czas na ukorzenienie, bo podłoże jest nagrzane po lecie, a noce bywają wilgotniejsze. Jednocześnie nie dokucza już taki upał, przez który świeżo przeniesiona darń mogłaby szybko żółknąć. Nie odkładam tego jednak na późną jesień. Gdy zrobi się zimno, wzrost trawy mocno zwolni i łata może nie zdążyć dobrze połączyć się z resztą trawnika przed zimą.

Przez pierwsze 7 do 10 dni zaglądam do naprawionego miejsca codziennie, zwłaszcza podczas suchej pogody. Wsuwam palec przy brzegu łaty i sprawdzam, czy ziemia pod spodem nie jest sucha. Gdy czuję suchość, podlewam delikatnie rano albo wieczorem. Nie leję wody gwałtownie, bo mogłabym wypłukać ziemię spod korzeni i przesunąć świeżo ułożony kawałek. Przy deszczowej pogodzie ograniczam podlewanie, bo nadmiar wody też nie pomaga. Korzenie potrzebują wilgoci, ale muszą mieć również dostęp do powietrza.

Przez ten czas nie chodzę po łacie i nie stawiam na niej donic czy ciężkich dekoracji. Gdy koszenie wypada w pierwszym tygodniu po naprawie, omijam to miejsce albo ustawiam kosiarkę wyżej niż zwykle. Nie wyrywam też pojedynczych źdźbeł, nawet gdy łata wygląda trochę inaczej niż reszta trawnika. Po kilku tygodniach kolor zwykle się wyrównuje, a różnica przestaje być widoczna. Mogę wtedy lekko przejechać po miejscu grabiami i skosić je normalnie.

Po pobraniu darni zostaje mi mały dołek na brzegu trawnika. Wyrównuję go ziemią, dosiewam mieszankę traw podobną do tej, którą mam na działce, lekko zagrabiam i podlewam. W mniej widocznym miejscu taka naprawa nie będzie rzucać się w oczy, a środek trawnika odzyska równy wygląd od razu. To prosty sposób, ale działa naprawdę dobrze.


Czytaj także: