Kiedy mam w domu kilka jabłek, nie zawsze piekę szarlotkę. Czasami ochota na jej smak pojawia się wtedy, gdy nie mam czasu na zagniatanie ciasta, przygotowywanie nadzienia i czekanie przy piekarniku. Wtedy wyciągam patelnię. To mój prosty, jesienny sposób na naleśniki, które pachną jabłkami i cynamonem, a przy tym robi się je znacznie szybciej niż ciasto.
WIDEO…
Co ciekawe, wcale nie potrzebuję do nich klasycznej mąki. Zastępuję ją składnikami, które sprawiają, że masa po krótkim odpoczynku odpowiednio gęstnieje. Dzięki temu naleśniki dobrze trzymają się na patelni, a po usmażeniu są miękkie i na tyle elastyczne, że bez problemu możesz je składać. U mnie znikają z talerza wyjątkowo szybko, szczególnie gdy podaję je jeszcze ciepłe z cynamonem i duszonymi jabłkami. Rodzina jest wtedy wniebowzięta!
Jest jednak pewien haczyk. Takie ciasto zachowuje się na patelni trochę inaczej niż tradycyjne. Jabłka wnoszą do niego sporo wilgoci, dlatego bardzo ważne są ich odmiana, sposób starcia oraz moment przewracania placków. Jeśli dopilnujesz tych kilku szczegółów, brak mąki nie będzie żadnym problemem.
Jak zrobić naleśniki bez mąki? Ten składnik dobrze ją zastępuje
Przy tradycyjnych naleśnikach sprawa jest prosta. Mąka pszenna po połączeniu z jajkami i mlekiem tworzy ciasto, które łatwo rozprowadzić po patelni. Po usmażeniu placek jest na tyle sprężysty, że możesz bez większego zastanowienia podważyć go łopatką, przewrócić i później zwinąć.
Gdy rezygnujesz z mąki, musisz czymś ją zastąpić. Sama mieszanka jajek, mleka i startych jabłek będzie zbyt mokra. Na patelni bardziej przypominałaby omlet z owocami niż naleśnik.
Dlatego wykorzystaj płatki owsiane oraz budyń waniliowy w proszku. Płatki najpierw zmiel bardzo drobno. Możesz zrobić to w blenderze kielichowym, malakserze albo młynku. Im drobniejsze będą, tym przyjemniejsza będzie później konsystencja naleśników. Duże kawałki płatków sprawią, że placki zrobią się bardziej grube i wyczuwalnie ziarniste.
Drugi ważny składnik to budyń w proszku. Wybierz najlepiej budyń bez dodatku cukru. Nie chodzi tutaj o przygotowany deser, tylko o suchy proszek prosto z opakowania. Zawarta w nim skrobia zagęści ciasto i pomoże utrzymać je w całości podczas smażenia. Waniliowy smak przy okazji bardzo dobrze pasuje do jabłek. Jeśli akurat masz w szafce budyń śmietankowy, również możesz go wykorzystać.
Nie pomijaj też jajek. W tej recepturze pełnią szczególnie ważną rolę, ponieważ pomagają połączyć całą masę i sprawiają, że placek po ścięciu łatwiej przewrócić.
Na około 2 porcje przygotuj 130 ml mleka, 2 jajka, 130 g obranych jabłek, 20 g masła, 40 g drobno zmielonych płatków owsianych oraz 40 g budyniu waniliowego w proszku. Możesz również dorzucić niewielką szczyptę proszku do pieczenia, jeśli wolisz trochę bardziej puszyste placki.
Masło rozpuść i zostaw do przestudzenia. Jajka wymieszaj z mlekiem, wsyp zmielone płatki i proszek budyniowy. Dopiero później dodaj przygotowane jabłka oraz masło.
Nie zaczynaj jednak od razu smażenia. Odstaw gotową masę na około 10-15 minut. Ten krótki odpoczynek robi dużą różnicę. Płatki wchłoną część płynu i masa stanie się wyraźnie bardziej zwarta. Dopiero wtedy oceń jej konsystencję.
Powinna dać się nabierać chochlą i rozprowadzać po patelni, ale nie będzie tak płynna jak klasyczne ciasto naleśnikowe. I właśnie tak ma być.

Jakie jabłka wybrać do naleśników? Nie każde zachowa się tak samo
Jabłko nie jest tutaj tylko dodatkiem smakowym. Stanowi sporą część ciasta, dlatego jego wybór wpływa zarówno na smak, jak i na konsystencję naleśników.
Najchętniej sięgam po owoce słodko-kwaśne i dość zwarte. Dobrze sprawdzi się między innymi Jonagold czy Champion. Jeśli lubisz mocniej kwaskowy smak, możesz wykorzystać antonówkę. Kwaśniejsze jabłka są szczególnie dobre wtedy, gdy planujesz później podać naleśniki z czymś słodkim, na przykład miodem, syropem klonowym albo cukrem pudrem.
Unikaj natomiast bardzo miękkich, mocno dojrzałych owoców, zwłaszcza jeśli są wyjątkowo soczyste. Po starciu mogą zamienić się niemal w przecier i wypuścić dużo soku. Wtedy proporcje ciasta szybko się zmieniają.
Jabłka najpierw obierz i usuń gniazda nasienne. Dopiero potem odmierz potrzebne 130 g. Zetrzyj je na najdrobniejszych oczkach tarki. Nie chodzi o uzyskanie dużych wiórków. Im drobniej zetrzesz owoce, tym łatwiej będzie później rozprowadzić porcję masy na patelni.
Po starciu zobacz, ile soku zebrało się przy owocach. Jeśli jabłka są bardzo mokre, delikatnie je odciśnij. Nie musisz wyciskać ich do ostatniej kropli. Powinny pozostać wilgotne, bo dzięki temu naleśniki będą miękkie. Nadmiar płynu może jednak sprawić, że ciasto zrobi się zbyt rzadkie i będzie się rozpadać.
To jedna z najczęstszych pułapek przy tej recepturze. Dwie osoby mogą wykorzystać dokładnie taką samą ilość jabłek, a mimo to otrzymać ciasto o innej konsystencji. Wszystko zależy od tego, ile wody zawierają owoce.
Do jabłek warto dodać cynamon. Zacznij od około pół łyżeczki. Jeżeli bardzo go lubisz, zwiększ porcję. Nie przesadzaj jednak na początku, bo intensywny cynamon łatwo przykrywa smak samych owoców.
Możesz również dorzucić odrobinę wanilii. Jeżeli używasz budyniu waniliowego, często nie jest to już potrzebne. Przy budyniu śmietankowym niewielka ilość wanilii będzie jednak dobrym dodatkiem.
Jeśli chcesz uzyskać jeszcze bardziej „szarlotkowy” aromat, dodaj szczyptę kardamonu. Ja traktuję go jednak jako dodatek, a nie podstawową przyprawę. Jabłko i cynamon powinny pozostać na pierwszym planie.
Nie dosładzaj też automatycznie ciasta. Najpierw spróbuj jabłek. Słodsze odmiany w połączeniu z dodatkami podawanymi do gotowych naleśników zwykle zapewniają wystarczająco dużo słodyczy.
Jak smażyć jabłkowe naleśniki, żeby się nie rozpadały?
To właśnie na patelni najłatwiej zepsuć całą pracę. Ciasto bez mąki pszennej, dodatkowo obciążone startymi jabłkami, wymaga trochę więcej cierpliwości niż klasyczne naleśniki.
Przede wszystkim nie próbuj robić bardzo dużych i cienkich placków. To pierwszy odruch, jeśli często smażysz tradycyjne naleśniki. Wylewasz porcję ciasta i obracasz patelnią, żeby masa pokryła całe dno. Tutaj ta metoda nie sprawdza się najlepiej.
Masa z jabłkami jest gęstsza i cięższa. Znacznie łatwiej usmażyć z niej mniejsze placki. Nabierz porcję ciasta i delikatnie rozprowadź ją po powierzchni patelni spodem chochli albo łyżką. Nie rób naleśników przesadnie grubych, ponieważ środek może pozostać zbyt wilgotny.
Patelnię najpierw dobrze rozgrzej, a później zmniejsz ogień. Najlepiej smażyć naleśniki na średniej lub nieco mniejszej mocy palnika. Zbyt mocno rozgrzana patelnia szybko przypiecze spód, podczas gdy góra pozostanie płynna. Gdy spróbujesz wtedy odwrócić placek, najprawdopodobniej się rozerwie.
Jeżeli masz dobrą patelnię z nieprzywierającą powłoką, masło znajdujące się w cieście może wystarczyć. Przy pierwszym naleśniku możesz jednak posmarować powierzchnię minimalną ilością tłuszczu.
Po nałożeniu ciasta daj mu czas. Nie podważaj placka co kilka sekund. Obserwuj jego powierzchnię. Brzegi powinny zrobić się wyraźnie ścięte, a spód złocisty. Wierzch nie może być już zupełnie płynny.
Dopiero wtedy wsuń pod naleśnik szeroką łopatkę. W tym przypadku jest znacznie wygodniejsza niż mała łopatka czy widelec. Podeprzyj możliwie dużą część placka i zdecydowanym ruchem przełóż go na drugą stronę.
Jeżeli pierwszy naleśnik się rozpada, nie zakładaj od razu, że cały przepis się nie udał. Pierwszy placek potraktuj jako próbę konsystencji. Jeżeli masa wyraźnie się rozlewa i nie chce związać, odstaw ją jeszcze na kilka minut. Możesz też dodać odrobinę drobno zmielonych płatków.
Jeżeli natomiast masa jest tak gęsta, że prawie nie możesz jej rozprowadzić, dodaj niewielką ilość mleka, najlepiej po jednej łyżce. Wymieszaj i ponownie sprawdź konsystencję. Nie dolewaj od razu dużej porcji, ponieważ łatwo przesadzić w drugą stronę.
Gotowe naleśniki odkładaj jeden na drugim na talerz. Dzięki temu dłużej pozostaną ciepłe i miękkie.
Czytaj także:
- Przepis na dżem z jabłek mojej babci nie ma konkurencji. Zawartość słoiczków to czyste złoto
- "Niewidzialne" ciasto aż pęka w szwach od jabłek. Przy tym francuskim hicie, szarlotka może się schować
- Te jabłka w cieście to jesienny hit mojej kuchni. Wychodzą lepsze niż racuchy



























