Wciornastki potrafią długo ukrywać się na monsterze. Siedzą pod liśćmi, przy ogonkach i w ciasnych miejscach, z których wyrastają nowe blaszki. Na początku łatwo je przeoczyć, bo roślina nadal wygląda całkiem dobrze. Przy pierwszych śladach ich obecności nie warto czekać. Tak usuniesz szkodniki i sprawisz, że roślina odżyje.
WIDEO…
Spód liścia to ulubiona kryjówka wciornastków. Właśnie tam kieruję letnią wodę
Gdy podejrzewam wciornastki na monsterze, najpierw dokładnie ją oglądam. Patrzę przede wszystkim na spodnią stronę liści. Szukam drobnych, jasnych przebarwień, srebrzystych smug, maleńkich ciemnych kropek i miejsc, które wyglądają tak, jakby ktoś delikatnie porysował liść. Czasem widzę też bardzo małe, ruchliwe owady, ale nie zawsze. Wciornastki dobrze się chowają, szczególnie gdy monstera ma dużo dużych liści i wypuszcza nowy.
Nie czekam, aż uszkodzeń będzie więcej. Przenoszę doniczkę do wanny albo pod prysznic. Zanim odkręcę wodę, owijam doniczkę i podłoże dużym workiem. Dobrze dociskam go przy łodygach, ale nie ściskam rośliny. Dzięki temu ziemia nie wypływa do odpływu, a korzenie nie stoją później w rozmokniętym podłożu.
Ustawiam wodę na letnią. Nie może być lodowata, bo monstera nie lubi takiego szoku, ani gorąca, bo delikatne tkanki łatwo wtedy uszkodzić. Strumień ustawiam łagodny. Zbyt mocny może połamać ogonki, naderwać młode liście albo rozsypać ziemię mimo worka. Ja zaczynam od spodu największych liści. Płuczę je dokładnie, przesuwając strumień od środka na zewnątrz. Potem spłukuję ogonki liściowe oraz wszystkie zakamarki przy łodydze.
Najwięcej uwagi daję miejscom, z których wychodzą młode liście. Właśnie tam często chowają się larwy, bo miękkie tkanki to łatwy dostęp do soków rośliny. Rozchyl delikatnie zwinięty liść, ale nie ciągnij go na siłę. Młoda monstera łatwo się uszkadza, a naderwana blaszka zostaje potem taka na długo.
Jedno mycie nie kończy problemu z larwami. Powtarzam płukanie co 4 albo 5 dni
Największy błąd popełniłam kiedyś wtedy, gdy umyłam monsterę raz i uznałam, że sprawa jest załatwiona. Przez kilka dni faktycznie wyglądała lepiej. Potem znów zauważyłam nowe ślady na liściach. Wtedy dotarło do mnie, że pierwsze płukanie nie usuwa wszystkiego. Jaja wciornastków mogą pozostać ukryte w tkankach rośliny, gdzie zwykły strumień wody do nich nie dociera.
Dlatego zabieg powtarzam co 4 albo 5 dni. Robię go łącznie 3 albo 4 razy. Kolejne płukania mają sens, bo usuwają larwy, które zdążą się wykluć po pierwszym myciu. Nie daję im wtedy czasu, żeby spokojnie dorosły, rozmnożyły się i znów osłabiły monsterę. To prosta metoda, ale wymaga trzymania się terminu. Ja zapisuję datę pierwszego mycia w telefonie albo na kartce przy doniczce. Dzięki temu nie odkładam zabiegu na później.
Po płukaniu zostawiam monsterę w wannie na kilka minut, żeby nadmiar wody spłynął z liści. Potem przecieram podłogę wokół doniczki i odstawiam roślinę w jasne miejsce, ale nie od razu na ostre słońce. Mokre liście stojące przy mocno nagrzanej szybie mogą dostać plam. Nie wycieram ich energicznie ręcznikiem. Daję im wyschnąć naturalnie, a tylko większe krople delikatnie zbieram miękką ściereczką.
W tym czasie nie nawożę monstery. Osłabiona roślina nie potrzebuje dodatkowego pobudzania do wzrostu, tylko spokoju i dobrych warunków. Podlewaj ją normalnie, dopiero gdy wierzch podłoża przeschnie. Nie przelewaj jej z troski, bo mokra ziemia nie rozwiąże problemu ze szkodnikami. Zadbaj też o to, by wokół liści był lekki ruch powietrza. Nie stawiaj doniczki w dusznym kącie, gdzie wilgoć długo się utrzymuje.
Monstera przestaje być łatwym celem dla szkodników. Po zabiegu sprawdzam jeszcze trzy ważne miejsca
Samo spłukiwanie to dobry początek, ale po każdym zabiegu oglądam roślinę jeszcze raz. Najpierw sprawdzam najmłodsze liście. To one najszybciej pokazują, czy wciornastki nadal żerują. Gdy nowa blaszka rozwija się z drobnymi jasnymi plamkami, zniekształceniami albo suchymi ryskami, nie przerywam obserwacji. Kontynuuję mycie zgodnie z planem i dokładniej oglądam zakamarki.
Druga rzecz to pozostałe rośliny stojące blisko monstery. Wciornastki potrafią przejść na skrzydłokwiat, filodendron, palmę, bluszcz czy zioła na parapecie. Nie musisz od razu urządzać wielkiej rewolucji w domu, ale odsuń monsterę od innych doniczek na czas walki ze szkodnikami. Ja ustawiam ją trochę dalej, żeby łatwiej było mi kontrolować liście i ograniczyć ryzyko, że problem rozejdzie się po całym pokoju.
Trzecie miejsce to parapet, osłonka i okolica doniczki. Przecieram je wilgotną ściereczką. Warto też umyć podstawkę, szczególnie gdy monstera wcześniej stała bardzo blisko innych roślin. Nie zostawiaj obok niej opadłych liści, starych osłonek ani przypadkowych papierów. Lubię mieć wokół chorej rośliny porządek, bo wtedy łatwiej zauważam każdy nowy ślad i nie zastanawiam się, czy ciemna kropka była tam od dawna.
Czytaj także:
- To, jak przygotować wrzos do posadzenia, pokazała mi pani z ogrodniczego. Niby drobiazg, ale roślina lepiej się przyjmuje
- Ta odmiana piwonii wymaga zupełnie innego sadzenia. Odmierzam 10-15 cm i mam pewność, że roślina silnie się ukorzeni
- Nornice już nie zjadają mi cebulek tulipanów. Wuj-ogrodnik pokazał mi, jak je zabezpieczyć w ziemi



























