Pelargonie potrafią kosztować niemało, zwłaszcza gdy chcesz obsadzić kilka skrzynek na balkonie albo przy oknach. Ja wolę wykorzystać to, co już mam. Zamiast zimować duże, rozrośnięte egzemplarze, pobieram z nich sadzonki pelargonii. Zajmują mało miejsca, łatwiej ich dopilnować i szybciej odwdzięczają się świeżym wzrostem, gdy dni robią się dłuższe.
WIDEO…
Nie czekaj z tym do chwili, gdy roślina przemarza nocą albo stoi już osłabiona w ciemnym mieszkaniu. Najlepsze sadzonki pobierzesz wtedy, gdy pelargonia nadal wygląda zdrowo, ma jędrne liście i mocne pędy. Najpierw wybierz odpowiednie wierzchołki, potem przygotuj lekkie podłoże, a na końcu zapewnij sadzonkom spokojne warunki. To naprawdę prosty sposób, tylko nie warto robić wszystkiego w pośpiechu.
Jesienne sadzonki pelargonii zaczynam od dobrego cięcia. Jeden szczegół decyduje, czy ukorzenią się bez problemu!
Najważniejsza jest roślina mateczna, czyli pelargonia, z której pobierzesz pędy. Obejrzyj ją dokładnie ze wszystkich stron. Nie bierz sadzonek z egzemplarza, który ma żółte liście, brązowe plamy, oznaki pleśni albo drobne szkodniki. Takie problemy łatwo przeniesiesz do doniczek, a potem będziesz się zastanawiać, dlaczego młode rośliny marnieją.
Wybierz zdrowe, niekwitnące wierzchołki pelargonii. Pęd powinien być zielony, sprężysty i mieć kilka ładnych liści. Nie odrywaj go palcami, bo możesz uszkodzić tkanki rośliny. Weź ostry sekator, małe nożyczki albo czysty nóż. Narzędzie przetrzyj spirytusem lub umyj gorącą wodą z płynem, a potem dokładnie osusz. To drobiazg, ale przy rozmnażaniu roślin czystość naprawdę ma znaczenie.
Odcinaj fragmenty długości mniej więcej 8 do 10 centymetrów. Zrób cięcie tuż pod miejscem, z którego wyrastają liście. Taki punkt na pędzie nazywa się węzłem i właśnie tam najczęściej pojawiają się później korzenie. Na sadzonce zostaw dwa lub trzy małe, zdrowe liście u góry. Dolne liście usuń, bo po wsadzeniu do ziemi mogłyby gnić.
Koniecznie usuń też pąki kwiatowe i przekwitłe kwiatostany. Wiem, że szkoda odcinać coś, co jeszcze wygląda ładnie, ale kwitnący pęd skupia się na utrzymaniu kwiatów, a nie na tworzeniu korzeni. Młoda sadzonka ma teraz wykonać jedną pracę, wypuścić korzenie. Im mniej sił straci na kwitnienie, tym lepiej sobie poradzi.
Nie pobieraj bardzo miękkich, wodnistych końcówek. Nie wybieraj też pędów starych, zdrewniałych i grubych jak ołówek. Najlepszy jest środek, czyli pęd już dość mocny, ale nadal zielony. Gdy mam kilka odmian, od razu oznaczam doniczki. Po kilku tygodniach pelargonie potrafią wyglądać podobnie, a przecież szkoda pomylić ulubioną białą z intensywnie czerwoną.
Lekkie podłoże ratuje sadzonki przed gniciem. Nie podlewaj ich tak, jak dorosłych pelargonii!
Do ukorzeniania przygotuj małe doniczki z otworami na dnie albo wielodoniczkę. Nie sadź pędów od razu do dużych pojemników. W zbyt obszernej doniczce ziemia długo pozostaje mokra, a świeżo ucięta sadzonka nie ma jeszcze korzeni, które pobiorą nadmiar wilgoci. Właśnie wtedy najłatwiej o gnicie.
Podłoże powinno być lekkie, przepuszczalne i niezbyt zasobne. Ja mieszam ziemię do wysiewu z perlitem. Możesz też połączyć uniwersalną ziemię do roślin z piaskiem albo drobnym żwirkiem, ale nie przesadzaj z ilością ciężkiej, gliniastej ziemi. Dobrze sprawdza się proporcja dwóch części lekkiej ziemi i jednej części perlitu lub piasku. Taka mieszanka trzyma odrobinę wilgoci, ale nie zamienia doniczki w mokre błoto.
Napełnij pojemniki podłożem i lekko je dociśnij, ale nie ugniataj na kamień. Zrób palcem otwór, włóż sadzonkę na głębokość około 2 do 3 centymetrów i delikatnie obsyp ją ziemią. Nie wciskaj pędu na siłę, bo możesz zetrzeć delikatną skórkę przy końcówce. Po posadzeniu lekko podlej podłoże. Ma być wilgotne, nie mokre.
Nie wkładaj sadzonek pelargonii do szklanki z wodą, choć wiele osób tak robi. Czasem pojawią się korzonki, ale po przesadzeniu do ziemi rośliny częściej przeżywają niepotrzebny szok. W lekkim podłożu od razu tworzą korzenie przystosowane do życia w doniczce. Nie musisz też sięgać po ukorzeniacz. Możesz go użyć, ale zdrowe wierzchołki pelargonii zwykle dobrze radzą sobie bez dodatkowych preparatów.
Nie nakrywaj doniczek szczelnie folią ani plastikową butelką. Pelargonie nie lubią dusznego, mokrego powietrza. Pod osłoną szybko zbiera się para, a pędy mogą zapleśnieć. Zostaw im dostęp do powietrza i po prostu pilnuj umiarkowanej wilgotności ziemi. To bezpieczniejsze niż tworzenie mini szklarni na parapecie.
Jasny parapet i chłodniejszy pokój wystarczą na zimę. Wiosną jedna zmiana sprawi, że pelargonie pięknie się rozkrzewią!
Ustaw doniczki w jasnym miejscu, ale nie przy samej szybie, gdy nocą robi się tam bardzo zimno. Dobrze sprawdzi się parapet w chłodnym pokoju, zabudowana weranda albo jasna klatka schodowa, pod warunkiem że temperatura nie spada zbyt nisko. Sadzonki nie potrzebują upału. Wolą spokojne warunki i dużo rozproszonego światła.
Przez pierwsze dni zaglądaj do nich codziennie. Nie podlewaj według kalendarza. Dotknij ziemi palcem, a wodę dodaj dopiero wtedy, gdy wierzchnia warstwa wyraźnie przeschnie. Podlewaj małą ilością wody, najlepiej przy brzegu doniczki. Nie zalewaj liści ani środka rośliny. Gdy podłoże długo jest mokre, sadzonka zamiast się ukorzeniać zaczyna słabnąć.
Po około dwóch lub trzech tygodniach delikatnie porusz pędem. Nie ciągnij go mocno. Gdy poczujesz lekki opór, najpewniej wypuścił już korzenie. Dobrym znakiem są też nowe listki na czubku. Nie oznacza to jeszcze, że możesz traktować roślinę jak dorosłą pelargonię, ale możesz odetchnąć z ulgą. Najtrudniejszy etap masz za sobą.
Zimą nie nawożę młodych pelargonii intensywnie. Gdy stoją w chłodniejszym miejscu i mają mniej światła, nie potrzebują wielkiej dawki składników. Zbyt częste nawożenie może dać im miękkie, wyciągnięte pędy. Poczekaj do końca zimy, gdy zauważysz wyraźne ruszenie wzrostu. Wtedy podaj nawóz w słabszej dawce niż dla roślin rosnących latem na balkonie.
Gdy sadzonka wypuści kilka nowych pędów i wyraźnie się wzmocni, uszczknij jej wierzchołek palcami albo czystymi nożyczkami. Dzięki temu zacznie się rozkrzewiać, zamiast rosnąć w jedną długą łodygę. Wiosną przesadź ją do większej doniczki, stopniowo przyzwyczaj do warunków na zewnątrz i dopiero po ustąpieniu chłodnych nocy wystaw na balkon.
Ten sposób daje mi nie tylko oszczędność. Mam też pewność, że zachowuję pelargonie, które sprawdziły się u mnie najlepiej, długo kwitły i dobrze znosiły balkonowe słońce. Pobierz kilka sadzonek więcej, niż potrzebujesz. Jedna może się nie przyjąć, druga straci liść, ale reszta często odwdzięcza się tak dobrze, że wiosną zostaje jeszcze coś dla sąsiadki albo siostry.
Czytaj także:
- Po zbiorach robię z jabłkami jedną rzecz. Dzięki temu nawet w zimę cieszę się jędrnymi i zdrowymi jabłkami
- Przesadzam róże jesienią, ale uważam na jedną rzecz. Wiosną szybko ruszają, a latem odwdzięczają się mnóstwem kwiatów
- Odkąd robię to przed zbiorem, wyciągam marchewki z ziemi całe i zdrowe. Ten sposób podpowiedziała mi koleżanka



























