Zabieg, o którym chcę opowiedzieć, dotyczy pleśniowego nalotu na powierzchni ziemi przy starszych, ukorzenionych roślinach, a nie białych plam na liściach. Grzyby rozwijające się w podłożu często korzystają z rozkładających się szczątków i nie oznaczają same w sobie choroby rośliny. Gdy jednak na podłożu jest biały meszek i czujesz piwniczny zapach, czas działać.
WIDEO…
Na początku października oceniam nalot, a termin zabiegu uzależniam od wilgotności ziemi
Na początku października przeglądam doniczki stojące na domowym parapecie, szczególnie te z podłożem zawierającym drobne resztki organiczne. Najpierw oglądam powierzchnię podłoża z bliska. Pleśń ma zwykle postać puszystego, nitkowatego nalotu; twardawa, jasna skorupka może być osadem soli, szczególnie gdy podobny ślad widać na brzegu doniczki. Sam kolor nie wystarcza więc do rozpoznania problemu i rozpoczęcia zabiegu.
Wybieram moment, gdy podłoże jest lekko przeschnięte, nie świeżo podlane. Jeżeli ziemia nadal jest wyraźnie mokra, odkładam oprószanie, gdyż ograniczenie utrzymującej się wilgoci ma znaczenie dla opanowania nalotu.
Nie rozsypuję dodatku profilaktycznie we wszystkich doniczkach tylko dlatego, że stoją obok siebie. Każdą oglądam osobno, także pod przewieszającymi się liśćmi. Przygotowuję miejsce pracy dopiero przy tej, w której rzeczywiście widzę powierzchniowy biały meszek.
Usuwam zapleśniały wierzch, odmierzoną porcję cynamonu rozsypuję niemal jak pył
Zaczynam od zebrania opadłych liści, również tych przyklejonych do ziemi przy brzegu doniczki. Następnie usuwam pleśń i 1-2 cm wierzchniej ziemi, ostrożnie, bez rozgrzebywania bryły korzeniowej. Zebrany materiał odkładam bezpośrednio do woreczka, żeby nie rozsypywać go między pozostałymi doniczkami.
Potrzebny jest mielony cynamon spożywczy. Odmierzam 1/4 łyżeczki na doniczkę o średnicy 12 cm; przy większej doniczce stosuję najwyżej 1/2 łyżeczki. Rozsypuję wyłącznie bardzo cienką, niemal pylistą warstwą: powierzchnia ziemi pozostaje widoczna, a proszek nie tworzy kopczyków. Tytułową „szczyptę” wolę odmierzyć, bo nabierana palcami za każdym razem wychodzi inaczej.
Nigdy nie zwiększam ilości cynamonu i zawsze bacznie obserwuję rośliny. W końcu to domowy sposób i choć działa u mnie, może się okazać, że nie wszystkie rośliny będą go dobrze tolerować.
Suchy brzeg kiedyś mnie zmylił, a pod liściem znalazłam mokrą ziemię
Kiedyś oceniłam doniczkę po jasnym, sypkim podłożu przy jej brzegu. Po odsunięciu szerokiego dolnego liścia zobaczyłam jednak ciemniejszy, wilgotny fragment, do którego przywarł stary ogonek. Biały meszek wracał właśnie w tym osłoniętym miejscu, mimo że odsłonięta część powierzchni wyglądała już zupełnie inaczej.
Od tamtej pory przed zabiegiem zaglądam także pod liście i obracam doniczkę, żeby obejrzeć stronę skierowaną do szyby. Ten krótki przegląd daje mi więcej niż ocena jednego suchego fragmentu. Sprawdzam też ustawienie roślin: poprawa przewiewu i odstępów pomaga ograniczać problemy grzybowe, zwłaszcza gdy liście sąsiadujących okazów ciasno się stykają.
Przez kolejne dni obserwuję powierzchnię, powtórkę zabiegu uzależniam od powrotu nalotu
Po oprószeniu od góry nie podlewam przez 2-3 dni. Zabieg planuję więc wtedy, gdy roślina nie wymaga pilnego nawodnienia, a ziemia jest tylko lekko przeschnięta. Nie zraszam również powierzchni, żeby zwilżyć proszek; zostawiam doniczkę w spokoju i zapisuję dzień wykonania zabiegu.
Stosuję go jednorazowo, ewentualnie powtarzam po 7 dniach, jeśli nalot wrócił. Najpierw sprawdzam jednak, czy pojawił się nowy biały meszek, czy widzę jedynie pozostałości jasnych składników podłoża. Powracający nalot jest dla mnie powodem do ponownej oceny wilgotności i obecności resztek organicznych, nie do zwiększania porcji cynamonu.
Jeżeli oprócz nalotu pojawiają się więdnięcie, plamy albo miękkie fragmenty pędów, nie traktuję sprawy jako samego problemu powierzchni ziemi. Sprawdzam stan całej rośliny. Jeśli problem nie dotyczy tylko ziemi, zastosowanie cynamonu może nie usunąć wszystkich objawów.
Czytaj także:
- Donicy z kamelią nie stawiam na zimę byle gdzie. Dzięki temu wiosną odwdzięcza się kaskadą kwiatów
- Sadzę je teraz, a latem podziwiam fontannę kwiatów. Pani z ogrodniczego zdradziła mi „metodę 15 cm”
- Ten krzew jesienią ma pąki jak czerwone koraliki i zimą wciąż zdobi rabatę. Metodę sadzenia podpatrzyłam na działce obok