Reklama

Jeszcze nie tak dawno pomiędzy pielęgnacją a makijażem była widoczna granica. Makijaż dawał jedynie wizualne efekty, poprawiał naszą cerę na kilka do kilkunastu godzin. Pielęgnacja natomiast miała zupełnie inne znaczenie, jej główną funkcją było dbanie o kondycję naszej cery. Dzisiaj ta granica zaczęła się zacierać. Mocny trend na produkty 2 w 1 wpływa nie tylko na to, czego oczekujemy od “kolorówki”, ale również od samej pielęgnacji. Te dwa światy zaczynają się przenikać i całkowicie zmieniają zasady gry.

Functional beauty redefiniuje makijaż i pielęgnację

Jeśli dłużej się nad tym zastanowić, to functional beauty nie polega tylko na tym, że mamy na rynku produkty, które oferują nam więcej efektów. Po cichu zmienia całą naszą perspektywę. Powoli przestajemy myśleć o nich w kategorii “pielęgnacja” i “makijaż”, a język, którego używamy w odniesieniu do obu, unifikuje się.

To sprawia, że te (do tej pory) dwa odrębne światy zaczynają działać jako jeden system. Podkład nawilża czy ujednolica koloryt nie tylko na chwilę dzięki pigmentom, ale na stałe, bo zawiera chociażby niacynamid, natomiast krem wygładza skórę, poprawia teksturę, jest jak blur czy filtr.

Zmienia się nie tylko podejście do budowania formuł, ale cała logika kosmetyków. Bo jeśli pielęgnacja może poprawiać wygląd, a makijaż może pielęgnować, podział przestaje mieć znaczenie. Ale czy na pewno? O to, czy faktycznie makijaż może zastąpić pielęgnację, zapytałam kosmetolożkę i ekspertkę marki Sesderma, Monikę Skrzyp-Zator.

Obecność pigmentów, wypełniaczy optycznych czy substancji filmotwórczych wpływa na to, jak składniki aktywne penetrują skórę. Pigmenty mogą tworzyć fizyczną barierę, która ogranicza przenikanie niektórych substancji, a jednocześnie wymagają określonego środowiska formulacyjnego, które nie zawsze jest optymalne dla stabilności bardziej wrażliwych składników aktywnych. Tu naprzeciw wychodzą innowacyjne technologie jak np. zamykanie składników w liposomach, które też nie eliminują całkowicie tych ograniczeń.Biorąc to pod uwagę, problemy zaczynają się już na poziomie formulacji kosmetyków do makijażu, które nie zawsze umożliwiają takie przenikanie w głąb skóry, jakie mają produkty typowo pielęgnacyjne

Makijaż w dobie functional beauty

Wydaje się, że cała zmiana zaczęła się od przedstawienia nowej jakości podkładów. Wielki przełom rynku beauty, produkty-hybrydy, które dają nam jeszcze lepszy, bardziej naturalny wygląd, a dodatkowo pielęgnują skórę.

Ta zmiana nadchodziła powoli, najpierw wdrażając w naszą codzienną rutynę azjatyckie produkty i do tej pory obcą dla nas filozofię tworzenia kosmetyków do makijażu. Później inne marki zaczęły również wdrażać to samo podejście. I tak oto powstały wyroby z pogranicza, a ich idealnym przykładem jest podkład-serum. Lekki, w kropelkach, do rozprowadzania palcami, dający świetlisty glow, nawilżenie, wygładzenie i jeszcze lepsze stapianie się ze skórą.

Obecnie te zmiany zachodzą tak daleko, że nie tylko podkłady mają składniki aktywne. Na rynku znajdziesz również pielęgnujące bronzery, tusze do rzęs a nawet róże czy rozświetlacze.

Skincare jako “niewidzialny makijaż”

Zauważ, że zmiany zachodzą nie tylko w tym, jak myślimy o makijażu i jego funkcjach, ale również o pielęgnacji samej w sobie. Zaczyna ona powoli przejmować funkcje makijażu.
Zadaniem produktów nie jest tylko przygotowanie skóry do make-upu czy przywrócenie jej równowagi. Te kosmetyki mają także wpłynąć na wygląd skóry. I nawet jeśli pierwotnym założeniem pielęgnacji zawsze w efekcie była wizualna poprawa, to spójrz na język, jakim przedstawiane są nam kosmetyki obecnie.

Serum rozświetlające zmienia sposób odbijania światła, pozostawiając na skórze film i sprawiając, że pełni funkcję “naturalnego rozświetlacza”.

Krem wygładzający daje blurujący efekt soft focus.

Filtr przeciwsłoneczny wyrównuje koloryt.

Produkt, który jest jednocześnie boosterem i bazą pod makijaż, który już na tym etapie wizualnie wyrównuje strukturę skóry.

Patrząc na ten język korzyści, makijaż powoli przestaje być jedynym narzędziem do szybkiej poprawy wyglądu. Już w momencie pielęgnacji nasza skóra ma wyglądać lepiej.

Trend „no make-up make-up” jest tu szczególnie wymowny. Jego celem nie jest brak makijażu, ale brak jego widoczności. A to oznacza, że część pracy musi wykonać coś innego. Coraz częściej jest to właśnie pielęgnacja. Jednak przekonanie, że pielęgnacja jest w stanie zastąpić makijaż, nie do końca jest słuszne.

W kontekście trendu make-up no make-up pielęgnacja rzeczywiście może zmniejszyć potrzebę stosowania makijażu, poprawiając nawilżenie, koloryt czy strukturę skóry. Nie oznacza to jednak, że jest w stanie go całkowicie zastąpić. Jej rolą jest wspieranie funkcji skóry, a nie maskowanie niedoskonałości. Z kolei efekt wygładzenia w przypadku kosmetyków kolorowych np. podkładów, wynika z obecności składników optycznych, a niekoniecznie z realnej „przebudowy” skóry z dodanych składników aktywnych
– mówi Monika Skrzyp-Zator.

Dobra pielęgnacja może odciążyć nasz makijaż i sprawić, że będziemy mieć mniejszą potrzebę dokładnego krycia skóry, ale efekt wygładzenia jest typowy dla kolorówki.

Efekt przede wszystkim

Konsekwencją zacierania się granic funkcji produktów jest zmiana nie tylko w formulacji produktów, ale również naszego podejścia i oczekiwań.

Chciałabym, żebyś sama pomyślała o tym, jak patrzysz na produkty. Czy rozważając zakup myślisz o wielofunkcyjności? Czy bardziej kuszące wydają ci się kosmetyki, które działają na kilku płaszczyznach, poprawiając kondycję skóry i jednocześnie dając szybki, wizualny efekt?

Te pytania rozesłałam do kilku moich znajomych, o których wiedziałam, że malują się na co dzień i regularnie stosują pielęgnację. Ich odpowiedzi nie były dla mnie zaskoczeniem. Pokrywały się z tym, na czym sama siebie często przyłapuję.

Często staram się wybierać produkty zawierające jakąś pielęgnację, ponieważ nie zawsze mam wystarczająco czasu na całkowitą rutynę. Jako, że używam słabego krycia w podkładzie, baza rozświetlająca daje mi efekt, jakiego poszukuję. Mam tendencję do wysychających ust, dlatego głównie używam nawilżających tintów z lekkim odcieniem koloru
– powiedziała Lilianna.

Dla wielu kobiet hybrydowy makijaż stał się nie tylko uzupełnieniem pielęgnacji, ale jej zastępstwem w dni, w które nie mamy czasu na pełną rutynę. To jedna z największych zalet functional beauty, o której wspomniała w rozmowie również Monika Skrzyp-Zator.

Ten trend ma bardzo konkretne i realne zalety. Przede wszystkim ogromną wygodę – mniej kroków, mniej produktów, krótsza rutyna. Dla wielu osób to właśnie kosmetyki hybrydowe zwiększają regularność stosowania, a to w praktyce często daje lepsze efekty niż rozbudowana, ale nieregularna pielęgnacja

Obietnice i pułapki functional beauty

Jak więc widzisz, functional beauty to nie jest jednoznacznie negatywny trend. Wymaga od nas jedynie odpowiedniego podejścia i świadomości. Fakt, że takie zjawisko w ogóle ma rację bytu, zawdzięczamy rozwojowi branży beauty. Dzięki nowoczesnym badaniom i odkrywaniu właściwości nowych składników czy metod umieszczania ich w produktach jesteśmy w stanie faktycznie uzyskać lepsze rezultaty. To nie jest tylko pusty marketing.

Współczesne kosmetyki coraz częściej zawierają składniki, które działają natychmiastowo na poziomie optycznym. Mogą rozpraszać światło, wypełniać drobne nierówności czy tworzyć na powierzchni skóry warstwę wygładzającą.

To nie są efekty długofalowe – to efekty optyczne. Bardzo często łączą się one z działaniem długofalowym, które nie jest spektakularne i jest mniej atrakcyjne pod względem języka korzyści.

Functional beauty opiera się właśnie na dualiźmie: realnym działaniu i wrażeniu działania. Odpowiada na największe potrzeby: chęć szybkiego efektu, wygody, ograniczenia kosmetyczki, wielofunkcyjności. Dla wielu osób to po prostu bardziej praktyczne podejście.

Jednakże wizualny aspekt staje się punktem wyjścia już nie tylko w przypadku makijażu, ale również pielęgnacji. To subtelna, ale fundamentalna zmiana: od pielęgnacji jako troski o skórę do pielęgnacji jako narzędzia poprawiania wyglądu.

Największą pułapką functional beauty jest więc przekonanie, że jeden produkt może kompleksowo zastąpić całą pielęgnację bez żadnych kompromisów. Oprócz tego dochodzi ryzyko przeceniania działania składników aktywnych w formulacjach, które z definicji muszą spełniać również funkcje estetyczne i sensoryczne
– zauważa Monika Skrzyp-Zator.

Wygląd staje się kluczową wartością w przypadku każdego z kosmetyków. Pielęgnacja przestaje być wyłącznie wyborem związanym ze zdrowiem skóry. Staje się decyzją estetyczną. A każda decyzja estetyczna wiąże się z oceną.

Skupia to naszą uwagę na wyglądzie: czy jest wystarczająco dobry, może da się wyglądać lepiej a może trzeba coś poprawić? To wywiera na nas poczucie presji, a zamiast przyjemności i troski o siebie, zaczynamy patrzeć na to, czy nasza twarz jest wygładzona, rozświetlona i wygląda jak w makijażu bez aplikowania na nią kolorówki.

Żeby móc świadomie i z odpowiedzialnością czerpać z dobrodziejstw nowoczesnego podejścia do pielęgnacji i makijażu, najważniejsze jest zdanie sobie sprawy z tego, jak może to wpływać na naszą percepcję. Ochroni cię to przed wpadnięciem w pułapkę.

Język korzyści w functional beauty

Jednym z najbardziej wyrazistych dowodów zacierania się granic między pielęgnacją a makijażem nie są nawet same formuły kosmetyków, ale sposób, w jaki się o nich mówi. To właśnie język najprecyzyjniej pokazuje zmiany.

Jeszcze niedawno opisy kosmetyków pielęgnacyjnych opierały się na słowniku funkcji biologicznych. Produkty „nawilżały”, „regenerowały”, „łagodziły”, „wzmacniały barierę hydrolipidową”. Był to język techniczny, osadzony w fizjologii skóry, skupiony na tym, co dzieje się na poziomie procesów – często niewidocznych i rozłożonych w czasie.

Dziś ten język nie zniknął, ale wyraźnie zmienił swoje znaczenie i kontekst.

Te same określenia coraz częściej pojawiają się w opisie produktów, które jeszcze niedawno były jednoznacznie przypisane do makijażu. Podkład już nie tylko kryje – „nawilża i wygładza”. Korektor nie tylko maskuje – „pielęgnuje i regeneruje”. Baza nie tylko przedłuża trwałość – „poprawia kondycję skóry”.

Równolegle pielęgnacja zaczęła przejmować słownictwo zarezerwowane wcześniej dla efektu wizualnego. „Glow”, „blur”, „soft focus”, „glass skin”, „lifting effect” – to określenia, które nie opisują działania w sensie biologicznym, ale rezultat w sensie wizualnym. Nie mówią o tym, co dzieje się ze skórą, tylko o tym, jak jest ona odbierana: gładsza, bardziej świetlista, optycznie „doskonalsza”.

W efekcie dochodzi do interesującego odwrócenia. Makijaż zaczyna "mówić" językiem pielęgnacji, a pielęgnacja – językiem makijażu. Granica między tymi dwoma obszarami zaciera się nie tylko na poziomie produktu, ale przede wszystkim na poziomie komunikacji. Powstaje wspólny język korzyści, w którym kluczowe staje się nie to, co kosmetyk robi, ale jaką różnicę widać.

To właśnie ta różnica jest dziś centralnym elementem obietnicy. Kosmetyk nie ma już tylko wspierać skóry – ma ją „ulepszać” w sposób widoczny i natychmiastowy. Ma sprawić, że będzie wyglądała na bardziej wypoczętą, gładszą, bardziej promienną. Nawet jeśli zmiana na poziomie biologicznym jest minimalna lub działa w dłuższym procesie wymagającym regularnej aplikacji, komunikacja skupia się na efekcie, który można zauważyć od razu. I to działa na naszą wyobraźnię.

Uważam, że kosmetyki hybrydowe są bardziej zachęcające. Wiem, że jedno nie zastąpi drugiego i makijaż z pielęgnacją skóry muszą iść w parze. Jednak mając dodatkowy atut w tych kategoriach chętniej sięgnę po dany produkt, aby uzyskać albo podbić efekt naturalnie wyglądającej skóry
– powiedziała Lilianna.

Pielęgnacja powoli przestaje być czymś, co robimy dla siebie i zdrowia naszej skóry, a zaczyna być kolejnym sposobem, aby wyglądać lepiej. Ale czy słusznie?


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama
Loading...