Kluski leniwe to coś, co zawsze uwielbiałam jeść je w barach mlecznych, ale gdy sama brałam się za szykowanie, wychodziła mi totalna klapa. Zamiast mięciutkich kluseczek otrzymywałam albo gumowate podeszwy, albo rozciapcianą mazię. Dopiero niedawno znalazłam przyczynę i teraz w końcu wychodzą w punkt. Okazało się, że niepotrzebnie zmieniałam proporcje składników i kombinowałam z różnymi rodzajami twarogu, co cały sekret tkwił w gotowaniu. Jeden niepozorny błąd psuł cały efekt i sprawiał, że kluseczki nie trzymały kształtu.
WIDEO…
Jak zrobić kluski leniwe? Podstawowe zasady
Zanim jednak przejdę do gotowania, najpierw szybko omówię, jak zrobić dobre ciasto. Oczywiście podstawą jest tutaj twaróg, a ten nie powinien być zbyt chudy. Drugi bazowy składnik to mąka, a tutaj ważne są przede wszystkim odpowiednie proporcje. Niestety, z tym sypkim produktem łatwo można przesadzić, a to właśnie przez to kluski leniwe najczęściej wychodzą twarde i zbite. Na 0,5 kg twarogu dodaj więc 100 g mąki i najlepiej wsypuj ją stopniowo, obserwując konsystencję masy.
Ostatni obowiązkowy element to jajka, ale lepiej nie wbijać ich w całości, tylko oddzielić białka od żółtek i ubić najpierw te pierwsze na sztywną pianę. Dzięki temu gotowa masa będzie znacznie delikatniejsza i bardziej mięciutka. Do tego niektórzy dodają jeszcze cukier, ale ja wolę dać maleńką szczyptę soli, a słodkie dodatki dorzucać już na talerzu.
Gotowanie klusek - tu często kryje się błąd
Nawet najlepiej przygotowane kluski leniwe można jednak zepsuć już po wrzuceniu do garnka i właśnie to był mój problem przez dłuższy czas. Wrzucałam kluseczki mocno bulgoczący wrzątek i od momentu wypłynięcia ich na powierzchnię, czekałam dokładnie 2 minuty. Niby pilnowałam czasu z zegarkiem w ręku, ale za każdym razem kluseczki wydawały mi się zbyt mocno rozgotowane, bo niby były smaczne i mięciutkie, ale gdzieś gubiły swoją jędrność. Potem usłyszałam od koleżanki prostą poradę, która zmieniła wszystko - leniwe kluski potrzebują też leniwego gotowania, czyli małej mocy palnika. Kiedy woda za mocno bulgocze, delikatne ciasto po prostu traci kształt i zamiast elastycznej masy, mamy nieprzyjemną papkę.
Od tej pory zaczęłam pilnować etapu gotowania nawet bardziej niż samego zagniatania ciasta i to był klucz do sukcesu. Wrzucałam kluseczki na wrzątek, ale zaraz potem lekko zmniejszałam moc palnika i czekałam cierpliwie, dając kluseczkom możliwość powolnej i leniwej kąpieli w mrugającej spokojnie wodzie. Efekt w końcu był taki, jaki pamiętałam z barów mlecznych, więc ta mała zmiana zrobiła dużą różnicę.
Czytaj także:
- Lane kluski mojej mamy to mistrzostwo świata. Są mięciutkie i delikatne dzięki prostej zasadzie 2:1
- Najlepsze racuchy serowe robię metodą 1+1. Wychodzą cudownie kremowe, ale nie rozpadają się na patelni
- Placki ziemniaczane chłoną tłuszcz jak gąbka? Metoda 2:2 rozwiąże problem i w gratisie doda im chrupkości