Na jesienną rabatę wybieram kalinę bodnantską kupioną w pojemniku, na przykład odmianę ‘Dawn’. Miejsce dla niej planuję blisko ścieżki, którą chodzę również zimą: jej pachnące kwiaty pojawiają się na bezlistnych pędach, więc warto mieć krzew po drodze, a nie na końcu rzadko odwiedzanego zakątka. Zapewniam mu słońce lub półcień oraz ziemię wilgotną, ale przepuszczalną. No i sadzę ją tak, aby miała jak największe szanse dobrze się poczuć.

WIDEO…

player placeholder

Kalina bodnantska - dlaczego warto mieć ją w ogrodzie?

Kalina bodnantska (Viburnum × bodnantense) to ozdobny krzew, który zachwyca kwitnieniem w nietypowym terminie. Jej największą zaletą są drobne, różowe lub białoróżowe kwiaty zebrane w niewielkie kwiatostany. Pojawiają się na bezlistnych pędach, często już zimą, a podczas łagodnej pogody roztaczają intensywny, słodki zapach.

W zależności od warunków krzew kwitnie od listopada aż do marca lub kwietnia. Dorasta zwykle do 2-3 m wysokości i ma wzniesiony, z czasem szerzej rozrastający się pokrój. Wiosną wypuszcza zielone, lekko pomarszczone liście, które jesienią przebarwiają się na czerwono i purpurowo. Najlepiej rośnie w słońcu lub półcieniu, na żyznej, umiarkowanie wilgotnej i przepuszczalnej glebie. Do najpopularniejszych odmian należy 'Dawn', ceniona za obfite kwitnienie i wyrazisty zapach.

Zobacz także:

Sadzę w październiku, a termin dopasowuję do stanu ziemi na rabacie

W październiku gleba zachowuje jeszcze część letniego ciepła, choć poranki potrafią być już chłodne. To właśnie ten zapas ciepła pozwala korzeniom rozpocząć wzrost przed zimą, dlatego nie odkładam sadzenia do wiosny. Jesienny termin oznacza też zwykle mniejsze zapotrzebowanie na podlewanie niż sadzenie podczas ciepłych, wiosennych dni.

Przed rozpoczęciem pracy sprawdzam jednak ziemię w miejscu przyszłego dołka, zamiast kierować się samą datą. Jeżeli po deszczu stoi tam woda albo gleba jest zamarznięta, czekam na poprawę warunków; kaliny tracące liście można sadzić jesienią, ale mokre lub zmarznięte podłoże wyklucza ten zabieg. Październik jest dobrym wyborem wtedy, gdy rzeczywiście daje korzeniom warunki do ruszenia.

Stanowisko oceniam również pod kątem światła, które krzew będzie miał po rozrośnięciu się sąsiednich roślin. Puste miejsce między młodymi krzewami może być słoneczne, a po kilku sezonach znaleźć się w głębokim cieniu, w którym kaliny kwitną słabiej. Wolę uwzględnić tę zmianę teraz, niż później przesadzać roślinę właśnie wtedy, gdy zacznie dobrze wyglądać.

Rozluźniam bryłę palcami, okrążające ją korzenie kieruję na zewnątrz

Przed wyjęciem kaliny podlewam podłoże w pojemniku, żeby pracować z wilgotną bryłą. Po zsunięciu doniczki oglądam boki i spód: szukam korzeni biegnących łukiem wzdłuż dawnej ścianki, szczególnie tych tworzących wyraźne pierścienie. Taki układ łatwo przeoczyć, gdy uwagę przyciągają dorodne pędy, a korzenie szczelnie zasłaniają powierzchnię ziemi.

Następnie palcami rozluźniam zewnętrzną warstwę bryły i rozprostowuję korzenie okrążające doniczkę, delikatnie odciągając je od boków oraz spodu. Pracuję stopniowo, podtrzymując środek bryły; nie otrząsam całego podłoża ani nie szarpię opornych korzeni. Przy luźnej, słabo przerośniętej powierzchni wystarcza niewielkie poruszenie ziemi.

Przygotowaną kalinę ustawiam w dołku szerszym od jej bryły, z jej wierzchem na poziomie otaczającej ziemi. Rozprostowane końcówki układam w wolnej przestrzeni, zasypuję dołek ziemią z wykopu, lekko dociskam i podlewam. Pilnuję, żeby podczas zasypywania nie zagiąć korzeni z powrotem pod krzew: samo rozluźnienie niewiele daje, jeśli ponownie zostaną ciasno upchnięte.

Sprawdzam wilgotność przy bryle, zimowe kwiaty oceniam dopiero podczas odwilży

Kiedyś przy świeżo posadzonej kalinie sprawdzałam wilgotność obok krzewu i uznawałam, że jesienny deszcz wystarczył. Dopiero gdy liście zaczęły wiotczeć, dotknęłam podłoża z dawnej doniczki: było suche, chociaż ziemia rabatowa pozostawała wilgotna. Od tamtej pory kontroluję samą bryłę korzeniową, bo podłoże pojemnikowe i ziemia ogrodowa mogą wysychać w różnym tempie.

Po posadzeniu zaglądam więc pod powierzchnię właśnie tam, gdzie znajduje się bryła, szczególnie po kilku bezdeszczowych, wietrznych dniach. Gdy podłoże przesycha, podlewam powoli również tę część, a nie wyłącznie szeroki krąg wokół rośliny. Nie ustalam jesiennego harmonogramu podlewania z góry, ponieważ mokra rabata nie przesądza jeszcze o wilgotności podłoża przy korzeniach.

W lutym wypatruję pachnących kwiatów podczas łagodniejszej pogody, ale nie traktuję tego miesiąca jako gwarantowanego terminu dla świeżo posadzonego krzewu. Kalina bodnantska może kwitnąć zimą, natomiast mróz i długotrwała zimowa wilgoć czasami uszkadzają delikatne kwiaty. 


Czytaj także: