Chodzi o aloes uprawiany w doniczce w domu, który przez lato stoi przy jasnym oknie. U sąsiadki zauważyłam, że jesienią znika z parapetu w salonie i trafia do chłodniejszego pokoju. „Daj mu jasne miejsce, ale bez ciepła od kaloryfera. I sprawdzaj ziemię pod spodem” - powiedziała, kiedy zapytałam o jego równe, mięsiste liście.
WIDEO…
Przenoszę aloes w połowie października, zanim ogrzewanie zmieni warunki przy oknie
Przeprowadzkę planuję w połowie października, przed okresem regularnego ogrzewania mieszkania. Wtedy przygotowuję miejsce i sprawdzam, czy doniczka rzeczywiście się na nim mieści. Zależy mi, żeby aloes trafił na zimowe stanowisko, zanim parapet nad grzejnikiem zacznie wyraźnie się nagrzewać.
Kiedyś zostawiłam go na najjaśniejszym parapecie, bo pod względem światła trudno było znaleźć lepszy. Dopiero zimą zauważyłam, że nowe liście są węższe i bardziej pochylone w stronę okna niż letnie. Stanowisko początkowo wyglądało dobrze, ale po uruchomieniu kaloryfera kompletnie się zmieniło i to na niekorzyść aloesu.
Od tamtej pory przy jesiennych porządkach sprawdzam, gdzie biegnie strumień ciepłego powietrza i czy zasłona nie zamyka doniczki między szybą a pokojem. Zimowe warunki przy oknie potrafią różnić się od tych, które odczuwam, siedząc w głębi pomieszczenia.
Wybieram jasne i chłodne miejsce, liście odsuwam od zimnej szyby
Ustawiam roślinę w temperaturze około 10-15°C, w jasnym miejscu z dala od kaloryfera i zimnej szyby. U mnie sprawdza się chłodna sypialnia z dobrze oświetlonym oknem. Takie zimowanie wpisuje się w pielęgnację sukulentów, którym zimą służy jasne stanowisko i chłodniejszy okres odpoczynku.
Przed ustawieniem doniczki przykładam termometr tam, gdzie będzie stała roślina. Odczyt sprawdzam również rano, bo temperatura przy szybie może nocą spaść jeszcze bardziej. Zostawiam tyle miejsca, żeby żaden liść nie dotykał szkła, a podczas wietrzenia aloes nie stał w zimnym przeciągu.
Patrzę też na okno z wysokości rośliny. Jeśli światło zasłania ciężka firana albo większe doniczki, zmieniam ustawienie. Mój aloes stoi blisko światła, ale nie dotyka szyby. Pamiętaj, że chłodniejszy pokój nadal musi być jasny, a nie tylko rzadziej ogrzewany.
Sprawdzam ziemię głębiej, podlewam dopiero po wyschnięciu całej bryły
Po przeprowadzce zmieniam przede wszystkim sposób podejmowania decyzji o wodzie. Podlewam dopiero wtedy, gdy bryła jest sucha także głębiej, nie tylko na powierzchni. Suchy, jasny wierzch ziemi nie wystarcza mi do sięgnięcia po konewkę. W chłodnym miejscu wilgoć może pozostawać niżej znacznie dłużej. Aloes zimą wymaga bardzo oszczędnego podlewania.
Wsuwam cienki drewniany patyczek przy brzegu doniczki, ostrożnie, bez wciskania go przez opór korzeni. Po wyjęciu oglądam jego dolną część. Jeśli jest wilgotna i oblepiona ziemią, odkładam podlewanie. Przy suchej bryle patyczek wychodzi suchy, bez mokrych grudek.
Dodatkowo unoszę doniczkę i porównuję jej ciężar z tym, który zapamiętałam po wyschnięciu podłoża. To przydatne zwłaszcza wtedy, gdy powierzchnia ziemi wygląda już sucho, ale dół nadal zatrzymuje wodę. Kolejny termin podlewania wyznacza stan bryły, więc po przeniesieniu rośliny w miejsce zimowania, nie trzymam się odstępów w podlewaniu sprawdzających się latem.
Obserwuję środek rozety, a zgrabny kształt oceniam po nowych liściach
Zimą przyglądam się przede wszystkim najmłodszym liściom w środku rośliny. Zwracam uwagę, czy pozostają zwarte, czy zaczynają wyciągać się w stronę okna. Wydłużający się, pochylony przyrost jest sygnałem, żeby ponownie sprawdzić dostęp do światła.
Połączenie chłodu i jasnego stanowiska ogranicza zimowy wzrost i zapobiega nadmiernemu wyciąganiu się nowych liści. Dzięki temu aloes zachowuje zgrabne proporcje zamiast wypuszczać wiotki przyrost w ogrzewanym pokoju. Tak działa zimowy odpoczynek sukulentów przy dobrym oświetleniu.
Czytaj także:
- Bulwy dalii przechowuję „metodą kołderkową”. Dzięki niej wsadzone do ziemi wiosną aż rwą się do wzrostu
- Pan z ogrodniczego dał mi sprytną radę: „Sadząc róże, proszę to wsypać do dołka. Krzaczki szybciej się ukorzenią”
- Białe kłaczki przy pąkach grudnika to sygnał do szybkiego działania. Zanurz wacik w tym roztworze, szkodniki znikną jak zły sen