Co roku martwię się, czy wykopane jesienią dalie przetrwają zimę i wiosną znów wypuszczą zdrowe pędy. Kiedyś część bulw wysychała mi na wiór, a inne zaczynały gnić, choć trzymałam je w chłodnej piwnicy. W końcu odkryłam prosty sposób, który pomaga utrzymać je w dobrej kondycji przez kilka miesięcy. Teraz przed schowaniem karp do pudełek przygotowuję im specjalną „kołderkę”, ale najpierw pilnuję jednego ważnego szczegółu.

WIDEO…

player placeholder

W połowie października sprawdzam skórkę, bo do pudełka musza trafić dosuszone karpy

Pakowanie bulw na zimę planuję w połowie października, po wykopaniu i dosuszeniu ich przez 7–14 dni w przewiewnym miejscu. Ten termin dotyczy karp, które zdążyłam już wykopać. Świeżo wyjętych z mokrej ziemi bulw nie pakuję tylko dlatego, że nadeszła połowa miesiąca. 

Oglądam także zagłębienia między bulwami, bo tam łatwo przeoczyć resztkę mokrej ziemi. Przygotowana do przechowania skórka jest nieco ciemniejsza i odporniejsza na przypadkowe otarcie niż tuż po wykopaniu. Sama zmiana koloru bywa subtelna, więc oglądam karpę z kilku stron, zamiast oceniać wyłącznie największą bulwę.

Zobacz także:

Pilnuję przy tym różnicy między suchą powierzchnią a wysuszoną, pomarszczoną bulwą. Dosuszam w cieniu, z dala od ogrzewania i silnego przeciągu. Jeśli skórka zaczyna się marszczyć, sprawdzam warunki od razu. Długie suszenie w ciepłym, suchym miejscu może odebrać bulwom zbyt dużo wilgoci jeszcze przed rozpoczęciem zimowania.

Przekładam bulwy suchym torfowcem. Luźne warstwy mchu oddzielają je od siebie

Moja „kołderka” to całkowicie suchy mech torfowiec, czyli sphagnum. Przechowuję w nim całe karpy, bez rozdzielania ich na pojedyncze bulwy. Taki sposób zimowania pozwala odwlec ich podział do wiosny, kiedy łatwiej przyjrzeć się pąkom.

Na papierowe pudełko o pojemności około 10 l odmierzam około 2 luźne garście, czyli 20-30 g całkowicie suchego mchu torfowca. Pierwszą porcję ważę, żeby zobaczyć, jak wyglądają moje dwie garście. Później dzielę tę ilość między dno, przekładki i wierzch, zamiast zużywać wszystko na grubą warstwę pod karpami.

Układam mech luźno, następnie ostrożnie układam karpy i wsuwam włókna w wolne przestrzenie. Pilnuję, żeby bulwy się nie stykały. Jeśli pudełko robi się ciasne, odkładam część materiału do kolejnego. Nie dociskam zawartości pokrywą i nie wciskam ostatniej karpy w szczelinę tylko po to, by wykorzystać całe miejsce.

Karpy podtrzymuję od dołu, bo szyjki bulw są delikatne i łatwo je uszkodzić podczas przekładania. Przy każdej odmianie zostawiam czytelną etykietę, dostępną bez rozbierania całej zawartości. Dzięki temu podczas zimowego czy wiosennego przeglądu mogę wyjąć właściwą karpę, nie ciągnąc jej za pozostałość łodygi ani za pojedynczą bulwę.

Do przechowywania wybieram chłodną półkę. Temperaturę sprawdzam tuż przy pudełku z bulwami

Pudełko ustawiam w miejscu chłodnym, suchym i bez ryzyka mrozu. Orientacyjnie celuję w około 5-10°C, czyli warunki zalecane do przechowywania dalii. Termometr kładę obok pudełka: temperatura przy okienku piwnicznym albo drzwiach garażu może być inna niż w głębi pomieszczenia.

Kiedyś wybrałam półkę w piwnicy, która jesienią wydawała się idealna. Po uruchomieniu ogrzewania przebiegająca obok rura zrobiła się ciepła, a podczas kolejnego przeglądu zauważyłam pierwsze zmarszczki na mniejszych bulwach. Dopiero pomiar przy pudełku pokazał, że moje zimowe miejsce przestało być dla dalii odpowiednie.

Od tamtej pory sprawdzam tę półkę także po włączeniu ogrzewania i podczas silnych mrozów.

Co miesiąc oglądam karpy, by jędrne bulwy zachowały siły na wiosnę

Pudełka otwieram co miesiąc i oglądam również karpy schowane pod wierzchnią warstwą. Szukam miękkich, mokrych miejsc, pleśni oraz wyraźnego marszczenia. Materiał gnijący usuwam z przechowalni, a pozostałe karpy sprawdzam dokładniej, zanim ponownie ułożę między nimi suche przekładki.

Przyglądam się też nasadzie dawnych pędów. To przy niej znajdują się pąki przyszłego wzrostu, dlatego liczy się zarówno stan bulw, jak i zachowanie zdrowej części karpy z pąkami. Sama duża bulwa, oderwana od tej części, nie wystarczy do uzyskania nowej rośliny.

Tak przechowane dalie mają zachować jędrne bulwy i zdrowe miejsca, z których ruszą pędy. Wiosną, gdy minie ryzyko przymrozków i ziemia się ogrzeje, wyjmuję je z pudełka do sadzenia. Potem już z niecierpliwością czekam na zielone pędy, no i na kwiaty.


Czytaj także: