Ta wskazówka sąsiada-ogrodnika dotyczy borówki amerykańskiej uprawianej w pojemniku, która po sezonie spędzonym na tarasie lub balkonie może zimować na działce. Punktem wyjścia jest dostęp do kawałka ogrodu: nawet dorodny krzew w donicy ma zimą inne warunki przy korzeniach niż borówka rosnąca bezpośrednio w gruncie. Ale można to z łatwością zmienić.
WIDEO…
Borówka kończy sezon, a donica pozostaje wystawiona na zimową pogodę
Jesienią patrzę na naturalne wyciszanie się krzewu: liście zmieniają kolor i opadają, a na gałązkach pozostają pąki na kolejny sezon. To moment, w którym przygotowuję jej zimowe stanowisko, zanim nadejdą długotrwałe mrozy.
Teoretyczna mrozoodporność borówki nie mówi wszystkiego o bezpieczeństwie rośliny uprawianej w pojemniku, bo korzenie krzewów są mniej odporne na zimno niż ich części nadziemne. Donica stojąca ponad ziemią zawiera stosunkowo mało podłoża, które podczas silnego ochłodzenia może osiągnąć temperaturę groźną dla korzeni, nawet gdy gałązki wyglądają zupełnie zdrowo.
Zadołowanie rośliny osłania korzenie, a ziemia łagodzi zimowe skoki temperatury
Sąsiad podpowiedział mi genialny sposób zwany dołowaniem. Polega on na umieszczeniu całego pojemnika w gruncie. Ziemia wokół niego ograniczy zimowe skoki temperatury przy korzeniach. Będą wychładzać się wolniej niż powietrze, dzięki czemu bryła korzeniowa nie jest tak bezpośrednio wystawiona na gwałtowne ochłodzenie.
Skuteczna ochrona korzeni zimą to dobra kondycja borówki wiosną. Dołowanie ogranicza ryzyko uszkodzenia części rośliny, które wiosną będą zaopatrywać rozwijające się pędy. Metoda wykorzystuje izolacyjne właściwości gruntu, więc materiałem do zabezpieczenia jest tu ziemia ogrodowa z działki lub ogrodu. Nic nie trzeba kupować.
Przygotowuję dół przed mrozem, a donicę ustawiam równo z otaczającym gruntem
Pracę planuję przed zamarznięciem gruntu, gdy borówka kończy już sezon, a ziemię nadal można swobodnie kopać. Wybieram miejsce osłonięte od zimowych wiatrów, w którym po deszczu nie stoi woda, i zostawiam sobie wygodne dojście do krzewu, żeby później sprawdzić jego podłoże.
Wykopuję dół nieco szerszy od donicy, odkładając wydobytą ziemię obok, i dopasowuję jego głębokość do wysokości pojemnika. Wstawiam donicę po jej górną krawędź, tak aby brzeg znalazł się na poziomie otaczającego gruntu, po czym zasypuję boki ziemią ogrodową, starannie wypełniając przestrzeń wokół ścianek.
Ziemię dosuwam równomiernie z każdej strony i lekko dociskam dłonią, pozostawiając widoczny brzeg donicy oraz odsłoniętą powierzchnię jej podłoża. Na zakończenie podlewam, jeśli podłoże jest suche. Gdy pozostaje wilgotne, kończę pracę bez dodatkowej porcji wody i sprawdzam, czy pojemnik stoi stabilnie.
Po odwilży sprawdzam wilgotność, a wiosną wyjmuję donicę z rozmarzniętej ziemi
Po jesiennych opadach zaglądam przede wszystkim do wnętrza donicy. Podłoże powinno pozostawać lekko wilgotne, bez długo utrzymującego się zalania. Pojemnik zagłębiony w gruncie odprowadza wodę inaczej niż stojący swobodnie na tarasie i zwykle potrzebuje jej mniej, dlatego dalsze podlewanie trzeba uzależnić od rzeczywistej wilgotności, a nie od dawnego rytmu pielęgnacji.
Podczas mrozu nie podlewam zamarzniętego podłoża, a do sprawdzania wilgotności wracam, kiedy ziemia rozmarznie. Wiosną, po ustąpieniu silnych zimowych mrozów, odsuwam ziemię od boków pojemnika i wyjmuję go dopiero wtedy, gdy grunt pozwala na swobodne kopanie. Donicę wyjmuję z ziemi bez szarpania za pędy i bez odrywania jej od zamarzniętej bryły. Oczyszczam i stawiam tam, gdzie za pewien czas będzie kwitła i owocowała.
Czytaj także:
- Ze sklepu ogrodniczego wróciłam z kapustą ozdobną i dobrą radą. Dzięki niej roślina pięknie się wybarwia
- W tym roku zagonię męża, aby inaczej zadbał o kostkę na podjeździe. Będę miała spokój z wrastającymi w nią chwastami
- Szykuję „pierzynki” dla chryzantem, bo w prognozach zimne noce. Dzięki temu będą zdobić taras o wiele dłużej