Róże potrafią odwdzięczyć się drugim, a czasem nawet trzecim kwitnieniem w sezonie. Trzeba tylko nie zostawiać ich samych po pierwszej fali kwiatów. Moja babcia zawsze powtarzała, że róża po przekwitnięciu jest jak gospodyni po dużym przyjęciu, najpierw musi spokojnie napić się wody, potem dostać coś lekkiego do jedzenia. I miała rację. Pod koniec lata nie wolno już pędzić krzewów do wzrostu, ale warto pomóc im odzyskać siły i przygotować kolejne pąki.

WIDEO

player placeholder

Róże po przekwitnięciu nie kończą sezonu. Wiesz, co robię, żeby znów pokazały pąki?

Najpierw dokładnie oglądam krzew. Usuwam przekwitłe kwiaty, bo róża nie powinna tracić energii na zawiązywanie owoców. Odcinam kwiatostan razem z kawałkiem pędu, zwykle nad pierwszym mocnym liściem z pięcioma listkami. To ważne miejsce, bo właśnie stamtąd roślina najczęściej wypuszcza nowy pęd zakończony pąkiem. Nie tnę jednak zbyt nisko. Pod koniec lata róża ma mniej czasu na odbudowę niż w czerwcu, dlatego nie potrzebuje mocnego cięcia.

Przy okazji wycinam cienkie, połamane i chore gałązki. Zbieram też z ziemi opadłe płatki oraz liście z plamami. Nie zostawiaj ich pod krzewem, szczególnie gdy lato jest wilgotne. Na takich resztkach łatwo rozwijają się grzyby, a osłabiona róża nie będzie miała ochoty na kolejne kwitnienie. Gdy widzę liście z czarnymi plamami albo białym nalotem, usuwam je od razu i wyrzucam do odpadów zmieszanych. Nie wkładaj ich do kompostownika.

Zobacz także:

Po takim porządkowaniu nie chwytam od razu za nawóz. Najpierw sprawdzam ziemię pod różą. Wkładam palec kilka centymetrów w głąb. Gdy podłoże jest suche i rozsypuje się w dłoni, wiem, że krzew potrzebuje przede wszystkim porządnego podlewania. Róża, która cierpi z pragnienia, nie zbuduje nowych pąków, nawet gdy dosypiesz jej najlepszy nawóz. Babcia mówiła, że głodnej roślinie nie pomoże pełna spiżarnia, kiedy nie ma czym popić.

Podlewanie róż pod koniec lata wymaga spokoju. Mała ilość wody codziennie może im bardziej zaszkodzić niż pomóc

Róże podlewam rzadziej, ale obficie. W czasie suchej pogody jeden dorosły krzew dostaje zwykle około 10 litrów wody, a większy nawet więcej. Nie wylewam jej naraz w jedno miejsce. Robię wokół rośliny niewielkie zagłębienie i podlewam powoli, aby wilgoć wsiąkała w ziemię, zamiast spływać po powierzchni. Woda musi dotrzeć do korzeni, a te znajdują się głębiej, niż się często wydaje.

Najlepsza pora to poranek. Gdy podlejesz róże wcześnie, liście zdążą wyschnąć przed wieczorem. Nie lej wody po kwiatach i liściach, kieruj strumień prosto na ziemię przy podstawie krzewu. Podlane wieczorem i długo mokre liście łatwiej łapią czarną plamistość. W upalny dzień nie podlewaj w pełnym słońcu. Część wody szybko wyparuje, a rozgrzane rośliny nie lubią takiego nagłego ochłodzenia.

Nie trzymaj się sztywno kalendarza. Po deszczu sprawdź wilgotność gleby, bo ulewa nie zawsze nawodni ziemię wystarczająco głęboko. Gdy padało krótko i mocno, woda mogła tylko zwilżyć wierzchnią warstwę. Z kolei podczas chłodniejszych dni nie przesadzaj z konewką. Stale mokre podłoże odcina korzeniom dostęp do powietrza i sprzyja gniciu. Róża lubi wilgoć, ale nie chce stać w błocie.

Bardzo pomaga ściółka. Rozkładam pod krzewami warstwę przekompostowanej kory, dojrzałego kompostu albo drobno skoszonej, lekko podsuszonej trawy. Nie przysuwam jej bezpośrednio do pędów, zostawiam kilka centymetrów wolnej ziemi przy nasadzie. Ściółka ogranicza parowanie, chroni korzenie przed przegrzaniem i sprawia, że nie muszę tak często podlewać. To drobiazg, ale przy letnich upałach różnica jest naprawdę duża.

Lekkie dokarmianie róż daje im siłę do kwitnienia. Nadmiar azotu pod koniec lata może odebrać ci wszystkie pąki

Po solidnym podlaniu daję różom lekkie wsparcie. Nie stosuję już nawozów z dużą ilością azotu, bo azot pobudza przede wszystkim liście i miękkie pędy. Krzew zaczyna wtedy rosnąć jak szalony, wypuszcza dużo zieleni, ale słabiej tworzy kwiaty. Co gorsza, późne, delikatne przyrosty nie zdążą zdrewnieć przed chłodami i łatwo przemarzają zimą.

Pod koniec lata wybieram nawóz jesienny do róż albo nawóz do roślin kwitnących z małą zawartością azotu i większym udziałem potasu oraz fosforu. Potas wzmacnia pędy i pomaga roślinie lepiej gospodarować wodą. Fosfor wspiera rozwój korzeni oraz zawiązywanie pąków. Zawsze czytam etykietę i stosuję mniejszą dawkę, zwłaszcza gdy róże rosną w dobrej, żyznej ziemi. Z nawozem łatwo przesadzić, a potem krzew zamiast pięknie zakwitnąć zaczyna słabnąć albo wypuszcza same liście.

Gdy nie chcę używać nawozu mineralnego, rozsypuję wokół krzewu cienką warstwę dojrzałego kompostu. Delikatnie mieszam go z wierzchnią warstwą ziemi i podlewam. Kompost działa łagodniej, poprawia strukturę podłoża i nie daje roślinie nagłego zastrzyku azotu. Nie używaj świeżego obornika ani mocnych gnojówek z pokrzywy pod koniec lata. Takie odżywki są dobre wiosną, kiedy róża buduje liście i pędy, ale teraz mogą tylko rozregulować jej rytm.

Po podlaniu, lekkim dokarmieniu i usunięciu przekwitłych kwiatów zostawiam róże w spokoju. Zaglądam do nich co kilka dni, sprawdzam liście i pilnuję, żeby ziemia nie wyschła na kamień. Pąki nie pojawiają się z dnia na dzień, ale zdrowy krzew szybko pokaże, że dostał dokładnie to, czego potrzebował. U mnie często już po dwóch lub trzech tygodniach widać świeże przyrosty, a potem kolejne kwiaty. I wtedy zawsze przypominam sobie babcię, która mówiła, że róży nie trzeba rozpieszczać. Trzeba tylko wiedzieć, kiedy dać jej wodę, a kiedy przestać ją karmić.


Czytaj także: