Ta szóstka kosmetyków naciąga dojrzałą cerę jak strunę w drogich skrzypcach (zamiast obiecywać niemożliwy „efekt botoksu”). Każdy z nich to #denko
Ta szóstka kosmetyków naciąga dojrzałą cerę jak strunę w drogich skrzypcach (zamiast obiecywać niemożliwy „efekt botoksu”). Każdy z nich to #denko
Mam 43 lata i nie wierzę już w bajki. Zamiast tego inwestuję w pielęgnację, ktra realnie ujędrnia, bezlitośnie rozprawia się z szarością i głęboko nawilża. Poniższa szóstka to moja absolutna baza, eliksiry, które kupuje bez przerwy i z czystym sumieniem mogę przy każdym z nich postawić dumnie hasztag #denko.
Z wiekiem moja cera zmieniła swoje priorytety: owal zaczął nieubłaganie opadać, gęstość i jędrność drastycznie spadły, a zmarszczki mimiczne zadomowiły się na dobre. Zrozumiałam, że kluczem do sukcesu nie jest agresywne odmładzanie na siłę, ale mądra stymulacja, złuszczanie i potężna dawka nawilżenia. Oto moi osobiści mistrzowie w tej dziedzinie.
WIDEO…
Pixi - Peel&Polish
mat. własne / Peeling Pixi
Co to jest: rozświetlający peeling enzymatyczno-mechaniczny, który działa jak dwuminutowy zabieg w profesjonalnym gabinecie.
W czym tkwi jego siła: to genialna hybryda. Kwas mlekowy delikatnie rozpuszcza spoiwo między martwymi komórkami, ekstrakty z papai działają jak naturalne enzymy trawiące szarość, a drobinki trzciny cukrowej mechanicznie polerują naskórek.
Moje wrażenia: z wiekiem naturalny proces odnowy komórkowej zwalnia, przez co cera po 40. roku życia często wygląda na zmęczoną i zmatowioną. Ten peeling to mój „kopciuszek” przed wielkim wyjściem (i nie tylko). Używam go pod prysznicem, zostawiam na chwilę jak maskę, a potem delikatnie masuję. Chwilę później skóra jest niewiarygodnie miękka, dotleniona i odbija światło niczym tafla szkła. Bez tego kroku żadne drogie serum nie miałoby szans wniknąć tam, gdzie powinno.
Paula's Choice - płyn złuszczający z 2% kwasem salicylowym (BHA)
mat. własne / Płyn złuszczający Paula's Choice
Co to jest: płynny eksfoliant, który stał się globalnym fenomenem. Bestseller nad bestsellerami.
W czym tkwi jego siła: jego sercem jest 2% kwas salicylowy (BHA), który w przeciwieństwie do kwasów AHA, ma zdolność przenikania przez warstwę sebum w głąb porów. Wzbogacono go o łagodzący ekstrakt z zielonej herbaty, dzięki czemu złuszcza, ale nie wysusza.
Moje wrażenia: pory wraz z ubytkiem kolagenu i opadaniem grawitacyjnym stają się u dojrzałych kobiet bardziej widoczne i rozciągnięte. Ten płyn to moja tajna broń. Jego światowa sława gwiazdy złuszczania jest jak najbardziej zasłużona. Kosmetyk perfekcyjnie wygładza teksturę, dogłębnie złuszcza, wręcz magicznie minimalizuje widoczność porów i maksymalnie rozświetla. Używam go rygorystycznie dwa razy w tygodniu, na zmianę z retinolem i innymi kwasami, by utrzymać cerę w ryzach bez przestymulowania.
Common Clouds - Cloud Glaze Essence
mat. własne / Esencja Cloud Glaze
Co to jest: głęboko nawilżająca, barierowa esencja do twarzy, która przygotowuje skórę na przyjęcie składników aktywnych.
W czym tkwi jego siła: bogactwo ceramidów, wąkroty azjatyckiej (CICA) i kwasu hialuronowego. To formuła, która nie tylko gasi pragnienie skóry, ale naprawia jej płaszcz hydrolipidowy, który z wiekiem staje się coraz bardziej dziurawy.
Moje wrażenia: dojrzała skóra pije wodę jak gąbka, a spadek estrogenów sprawia, że szybciej ją traci. Cloud Glaze to mój ratunek na obniżoną gęstość. Wklepuję ją warstwowo (tzw. metoda 7 skins) w lekko wilgotną po toniku twarz. Esencja natychmiastowo „pompuje” komórki od środka, dając efekt mokrej, wypoczętej skóry. To dzięki niej owal wydaje się pełniejszy, a drobne linie z przesuszenia znikają w kilka sekund.
Dr Ambroziak - Smooth Face Drops (Strong Ferulic Acid)
mat. własne / Krople Dr Ambroziak
Co to jest: zaawansowane, antyoksydacyjne serum z wysokim stężeniem kwasu ferulowego.
W czym tkwi jego siła: w nazwie ma STRONG i rzeczywiście w ten sposób działa. Kwas ferulowy to jeden z najpotężniejszych antyoksydantów w kosmetologii. Neutralizuje wolne rodniki niszczące kolagen, wzmacnia działanie witaminy C i E, a do tego fenomenalnie walczy z fotostarzeniem i naprawia DNA komórek.
Moje wrażenia: od pierwszego użycia czuć, że to naprawdę mocarny kosmetyk. Nie miałam wcześniej w swojej łazience niczego, co by tak napinało skórę – dosłownie jak obraz naciągnięty na blejtramie. Serum nie tylko ekstremalnie napina i wygładza, ale z czasem skutecznie niweluje drobne przebarwienia i rozświetla zgaszoną cerę. To absolutny mistrz nad mistrzami w walce o jędrną architekturę twarzy.
Sesderma - Reti Age 5 Liposomal Serum
mat. własne / Serum Sesderma
Co to jest: przeciwstarzeniowe serum bazujące na zaawansowanej technologii liposomalnej z systemem 5 różnych form retinolu.
W czym tkwi jego siła: retinol uwalnia się tu stopniowo, docierając do najgłębszych warstw skóry dzięki liposomom. Różne formy witaminy A działają na wielu poziomach, odnawiając komórki, stymulując fibroblasty do produkcji kolagenu i elastyny, przy jednoczesnym wsparciu kwasu hialuronowego i cynku.
Moje wrażenia: moja skóra bywa kapryśna, a retinol w tym wieku to must-have. Ten od Sesdermy to absolutny ewenement – w ogóle nie wywołuje podrażnień ani niechcianego łuszczenia, ale robi robotę, aż miło! To mój osobisty mistrz odmładzania. Przy regularnym stosowaniu skóra naciąga się jak struna w drogich skrzypcach – staje się zbita, gęsta i sprężysta. Spłyca zmarszczki mimiczne bez agresywnego wysuszania, dając efekt "nowej" cery każdego poranka.
Skin Hour - The One Full Spectrum Face Cream
mat. własne / Krem Skin Hour
Co to jest: holistyczny, bogaty krem do twarzy, który domyka całą rutynę pielęgnacyjną i karmi skórę.
W czym tkwi jego siła: to kompozycja „full spectrum”, łącząca w sobie siłę adaptogenów, peptydów sygnałowych, odżywczych olejów i ceramidów. Został stworzony tak, by odpowiadać na wszystkie potrzeby starzejącej się skóry jednocześnie.
Moje wrażenia: w pielęgnacji 40+ potrzebujemy tzw. „kołderki”, która zatrzyma to całe nałożone wcześniej dobro w skórze. Krem od Skin Hour to idealny topcoat. Ma luksusową, bogatą konsystencję, ale nie obciąża skóry i świetnie sprawdza się pod makijażem. Nakładam go rano i wieczorem, wykonując przy okazji szybki masaż liftingujący. Pięknie scala się z kwasem ferulowym i retinolem, otulając twarz komfortem, łagodząc ewentualne napięcia i dbając o to, by skóra z wiekiem nie traciła swojej naturalnej, młodzieńczej „puszystości”. Z tym słoiczkiem po prostu nie potrafię się rozstać.
Niektóre z odnośników znajdujących się powyżej to linki afiliacyjne. Kliknięcie na nie pozwoli Ci bezpłatnie zapoznać się ofertą konkretnego produktu lub usługi i jednocześnie może wspomóc rozwój naszej redakcji.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.