Nie szukam kremu, który "wyprasuje" mi twarz
Mam 45 lat i skórę, która potrafi być kapryśna. Bywa alergiczna, źle reaguje na zbyt agresywne składniki, a jednocześnie coraz bardziej domaga się nawilżenia. Mam zmarszczki i nie oczekuję, że znikną po użyciu kolejnego słoiczka. Nie wierzę zresztą w kremy, które mają działać jak żelazko.
Nie oznacza to, że moja pielęgnacja jest minimalistyczna - wręcz przeciwnie. Używam serum, sięgam po różne kosmetyki w zależności od tego, czego akurat potrzebuje moja skóra, regularnie korzystam też z maski LED. Dlatego byłoby nieuczciwe przypisywanie jednemu kremowi tego, jak wygląda moja twarz. Nie jestem w stanie powiedzieć: to właśnie ten słoiczek odpowiada za jędrność skóry albo tę jedną zmarszczkę.
Potrafię za to ocenić coś innego: czy po nałożeniu kremu skóra przestaje być ściągnięta, czy jest dobrze nawilżona, czy kosmetyk jej nie drażni, jak zachowuje się kilka godzin później i wreszcie - czy po kilku tygodniach nadal po niego sięgam, czy ląduje z tyłu łazienkowej szafki.
Te pięć zdało właśnie taki, bardzo praktyczny test.
WIDEO…
Dr Serrano Hidramax - dla tej konsystencji chce mi się go nakładać
Gdybym z całej piątki miała wybrać najbardziej niezwykły krem, wskazałabym właśnie ten. Nie ze względu na spektakularną obietnicę na opakowaniu, tylko na coś znacznie trudniejszego do opisania: to, jak Hidramax zachowuje się na skórze.
Przez lata przetestowałam mnóstwo kremów i nie przypominam sobie drugiego o podobnej konsystencji. Jest aksamitny, ale jednocześnie ma w sobie coś lekko maślanego. Otula skórę, pozostawia ją miękką i bardzo mocno nawilżoną, ale nie kojarzy mi się z ciężką, tłustą warstwą. Sam moment nakładania jest tak przyjemny, że czasem mam ochotę dołożyć go więcej, niż prawdopodobnie potrzebuję.
Hidramax poleciła mi specjalistka dermatologii z ponad 20-letnim doświadczeniem dr n. med. Ewę Chlebus. To od niej dowiedziałam się również, że mogę nakładać go pod oczy. Ze względu na jego bogatą formułę niektórzy sięgają po niego 2-3 razy w tygodniu. U mnie najczęściej wygrywa codziennie.
Szczególnie lubię go po masce LED Shark CryGlow. Po jej zastosowaniu mam poczucie napięcia skóry i wtedy właśnie ta aksamitno-maślana warstwa jest tym, czego potrzebuję najbardziej. Nie będę twierdzić, że krem cofa czas. Mogę powiedzieć coś, czego jestem pewna: po jego nałożeniu moja skóra jest tak nawilżona i komfortowa, jak lubię najbardziej. I to jest krem, za którym tęskniłabym, gdyby nagle zniknął z mojej łazienki.
Dr Irena Eris Rich Peptide Advanced - nakładam gładki krem, a czuję mikroigiełki
Ten produkt daje mi doświadczenie, którego nie mam przy żadnym innym kosmetyku.
Kiedy nabieram go palcem, jest zupełnie gładki. Żadnych drobinek, niczego, co zapowiadałoby to, co za chwilę poczuję. Po nałożeniu zaczyna się jednak bardzo charakterystyczne delikatne kłucie. Mam wrażenie, jakby w skórę wbijały się setki maleńkich mikroigiełek.
Brzmi mało zachęcająco, ale w rzeczywistości jest dla mnie zaskakująco przyjemne. Czuję, że kosmetyk działa na skórę intensywniej niż zwykły krem, a jednocześnie - co przy mojej reaktywnej cerze jest kluczowe - nie kończę z podrażnieniem.
I właśnie tutaj staram się oddzielać wrażenie od faktów. To, że czuję kłucie, nie oznacza automatycznie, że mogę na tej podstawie ocenić procesy zachodzące w skórze. Mogę natomiast ocenić jej reakcję, a moja toleruje tę krem/maskę bardzo dobrze.
To dla mnie szczególnie cenne, bo kosmetyki określane jako mocno aktywne często okazują się dla mojej skóry po prostu zbyt agresywne. Tutaj dostaję intensywne doświadczenie podczas aplikacji bez ceny w postaci późniejszego zaczerwienienia i dyskomfortu.
Bottica - ratunkowe SOS
Bottica jest zupełnie inną historią. Tłusty, konkretny, o bardzo wyraźnym zapachu. I od razu uprzedzę: ten zapach nie każdemu będzie odpowiadał.
Mnie nie przeszkadza, bo po ten krem sięgam w bardzo konkretnych sytuacjach. Na zdjęciu jest w małym słoiczku, ponieważ właśnie tak zabieram go ze sobą na wyjazdy. Stał się moim kosmetykiem po basenie, spa, słońcu - wszędzie tam, gdzie po kilku godzinach moja skóra zaczyna wołać o coś bogatszego.
Po chlorowanej wodzie nie interesuje mnie już szczególnie elegancka konsystencja ani to, czy krem wchłonie się w trzydzieści sekund. Chcę przestać czuć suchość i ściągnięcie. Wtedy tłustość Bottica, która na co dzień dla kogoś mogłaby być wadą, dla mnie staje się jego największą zaletą.
To również jeden z powodów, dla których lubię pokazywać kosmetyki, których naprawdę używam. Ten niewielki, niezbyt efektowny słoiczek pewnie przegrałby na zdjęciu z niejednym luksusowym opakowaniem, ale kiedy pakuję walizkę na wyjazd ze spa albo basenem, zabieram właśnie jego. I to jest chyba bardziej miarodajna recenzja niż najpiękniejszy opis producenta.
Yves Rocher Hydra Water-Plump - bez efektu wow i nie uważam tego za wadę
Ten krem jest chyba najbardziej "codzienny" z całej piątki. Nie mam po nim efektu, który kazałby mi natychmiast biec do lustra. Nie ma też konsystencji, o której opowiadałabym znajomym tak jak w przypadku Dr Serrano. Za to robi dokładnie to, czego często potrzebuję: nawilża, daje komfort i nie pozostawia mojej skóry ściągniętej. Nie podrażnia mnie, więc mogę sięgnąć po niego bez zastanawiania się, czy akurat mam dobry dzień na bardziej aktywną pielęgnację.
I tutaj moje odczucia bardzo logicznie spotykają się z formułą produktu. To wersja przeznaczona do skóry suchej i wrażliwej. W składzie wysoko znajdują się gliceryna i emolienty, jest też skwalan, a dalej m.in. bisabolol, aloes i ekstrakt z Edulis. Sam producent opisuje krem jako bogaty, nawilżający, odżywiający i łagodzący uczucie dyskomfortu skóry.
Ma jeszcze jedną, bardzo prozaiczną przewagę: tubkę. Łatwo wrzucić ją do kosmetyczki czy torby, niczego nie trzeba przekładać do mniejszego opakowania. Dlatego często podróżuje ze mną. Nie każdy kosmetyk musi być bohaterem pielęgnacji. Czasami najbardziej przydaje się ten, o którym nie trzeba myśleć.
Dr Ambroziak Bright Eye Cream - krem pod oczy i trochę mniej korektora
Kosmetyków Dr Ambroziak używam różnych i mam do nich zaufanie. Nie dlatego, że nazwisko lekarza na opakowaniu automatycznie czyni produkt skutecznym - takie uproszczenie byłoby nieuczciwe. Znaczenie ma dla mnie jednak to, kto stoi za marką i że jej produkty dotąd dobrze współpracowały z moją skórą.
Bright Eye Cream jest ciekawy również dlatego, że nie kończy się wyłącznie na pielęgnacji. Ma beżowy pigment i rozświetlające drobinki, więc po nałożeniu daje także efekt optyczny: okolica oka wygląda na jaśniejszą, a cienie są mniej widoczne. Producent rzeczywiście pozycjonuje go jako połączenie pielęgnacji z lekką korekcją kolorytu.
Formuła jest też konkretna. Zawiera m.in. 3 proc. peptydów ryżowych i 1 proc. niacynamidu, a ponadto kwas hialuronowy, pantenol, skwalan, olej migdałowy, masło shea i witaminę E. Według producenta składniki mają wspierać m.in. nawilżenie i barierę naskórkową, a pigmenty odpowiadają za natychmiastowy efekt optyczny. I właśnie to połączenie najbardziej mi odpowiada. Nie muszę zastanawiać się, czy po miesiącu używania mam o pół zmarszczki mniej - przy całej mojej pielęgnacji nie byłabym zresztą w stanie uczciwie przypisać takiego efektu jednemu kremowi. Widzę natomiast, co dzieje się bezpośrednio po aplikacji, i wiem, jak czuje się skóra wokół oczu. Dla mnie to wystarczający powód, żeby po niego sięgać.
Po 40. "dobry krem" znaczy dla mnie coś innego niż kiedyś
Kiedyś łatwiej było mnie uwieść obietnicą spektakularnego efektu. Dziś bardziej interesuje mnie to, czy po kilku tygodniach nadal mam ochotę odkręcać ten sam słoiczek.
Nie oczekuję od kremu, że usunie moje zmarszczki. Chcę, żeby moja skóra - 45-letnia, czasem alergiczna, potrzebująca coraz więcej nawilżenia - dobrze się po nim czuła. Żeby nie była ściągnięta, piekąca ani przesuszona. Żebym mogła korzystać z aktywnej, wieloetapowej pielęgnacji, a jednocześnie mieć kilka produktów, do których wracam bez obaw.
I chyba właśnie dlatego na mojej półce zostało tych 5 kremów. Dr Serrano wygrywa absolutnie wyjątkową konsystencją i mocnym poczuciem nawilżenia. Eris daje to niezwykłe wrażenie mikroigiełek bez podrażnienia. Bottica pakuję na wyjazdy, gdy wiem, że moja skóra dostanie w kość. Yves Rocher jest bezproblemowym kremem, który mogę wrzucić do torby. Dr Ambroziak łączy pielęgnację okolicy oczu z natychmiastowym efektem optycznym.
Nie są to kosmetyki, po których moja twarz wygląda jak wyprasowana i dobrze. Są to kosmetyki, po które naprawdę sięgam. Po przetestowaniu dziesiątek kremów właśnie to jest dla mnie najlepszą rekomendacją.