Kiedy na ekranie smartfona wyświetla się uśmiechnięta dziewczyna i ze swobodą ogłasza relację z „ostatniego dnia ze starą twarzą”, przez chwilę można odnieść wrażenie, że mowa o zmyciu mocnego makijażu lub zmianie fryzury. Agata Lewandowska, znana influencerka, której codzienne życie na TikToku śledzi ponad pół miliona osób (a na Instagramie kolejne 159 tysięcy), postanowiła jednak poddać się o wiele bardziej radykalnej metamorfozie. W wieku zaledwie 27 lat zdecydowała się na lifting skroniowy. I Zmartwieni fani przypominali historie nieudanych operacji innych celebrytek (jak choćby głośny przypadek Julii von Stein), ale mimi to dziewczyna zrealizowała swój plan, publikując nagrania prosto z sali operacyjnej. Przyglądając się temu zjawisku, trudno nie odnieść wrażenia, że jesteśmy uwięzieni w algorytmach i nie umiemy bez nich żyć. To właśnie cyfrowa rzeczywistość sprawia, że poważne zabiegi medycyny estetycznej i te chirurgiczne stają się dla dwudziestokilkuletnich kobiet chlebem powszednim.
WIDEO…
Skalpel w paczce PR
Zanim jednak zrozumiemy, co popycha młode kobiety do tak drastycznych kroków, warto przypomnieć, że dla Agaty nie był to pierwszy kontakt z salą operacyjną. Zaledwie w maju tego roku przeszła drugą operację nosa. Swoim widzom bez cenzury opowiadała o dotkliwym bólu, „zaparzonej” pod gipsem cerze i bolesnych wypryskach. Jednak to, co uderza najbardziej, to płynność, z jaką relacja z trudnej rekonwalescencji przeszła w lokowanie produktu kosmetycznego, otrzymanego w przesyłce PR-owej. Operacja plastyczna stała się po prostu kolejnym, wysokozasięgowym contentem .Z medycznego i fizjologicznego punktu widzenia, lifting skroniowy – znany w świecie beauty jako brow lift (podniesienie brwi) czy operacja foxy eyes (lisie oczy), to nic innego jak chirurgiczne nacięcie skóry w okolicach skroni, naciągnięcie jej i uniesienie zewnętrznych kącików oczu oraz łuków brwiowych. Trend ten, wylansowany przez amerykańskie top modelki, ma nadawać spojrzeniu drapieżności. Problem polega na tym, że twarz po liftingu starzeje się szybciej i jest słabiej ukrwiona. Skóra zostaje odseparowana od swoich naturalnych powięzi, co przyśpiesza procesy starzeniowe tkanek. Lekarze na całym świecie przypominają: kandydatkami do liftingu chirurgicznego powinny być pacjentki po pięćdziesiątym roku życia, u których faktycznie doszło do wiotczenia skóry, a nie dwudziestolatki.
Iluzja idealnej wersji siebie
O zjawisko normalizowania inwazyjnych zabiegów u młodych kobiet zapytaliśmy dr n. med. Julitę Zaczyńską-Janeczko, specjalistkę dermatologii i lekarkę medycyny estetycznej, właścicielkę krakowskiej Kliniki Janeczko.– Każda ingerencja chirurgiczna pozostawia ślad. Nie chodzi wyłącznie o blizny widoczne na skórze, ale także o blizny i zmiany w tkankach głębszych, których pacjent często nie bierze pod uwagę, podejmując decyzję pod wpływem impulsu, trendu czy wyobrażenia o „idealnej” wersji siebie - otwarcie przyznaje lekarka.Media społecznościowe kreują iluzję, w której efekt „po” jest zawsze perfekcyjny, a sam zabieg to jedynie krótki przystanek na drodze do doskonałości. Dr Janeczko stawia sprawę jasno i przypomina, że medycyna to nie magia. – Nawet najlepszy chirurg plastyczny nie jest w stanie zagwarantować w stu procentach ani satysfakcjonującego efektu, ani braku powikłań – zauważa i dodaje: – Zawsze istnieje ryzyko blizn, keloidów, asymetrii, niezadowolenia z efektu końcowego czy rozczarowania wyglądem po zabiegu. Dla młodej dziewczyny, która przez lata cieszyła się nieskazitelną, sprężystą cerą, zderzenie z fizycznymi konsekwencjami ingerencji chirurgicznej bywa szokiem. – Po latach takie ingerencje mogą też wpływać na tkanki i sprzyjać np. zastojom limfatycznym – punktuje ekspertka, uświadamiając nam, że dzisiejsze „foxy eyes” mogą za dekadę zamienić się w opuchniętą, chronicznie zmęczoną twarz, wymagającą kolejnych, coraz trudniejszych poprawek.
Kiedy zaczyna obsesja?
Nikt nie neguje faktu, że medycyna estetyczna i chirurgia plastyczna są ogromnym osiągnięciem współczesnej nauki. – Chirurgia plastyczna ma oczywiście swoje miejsce, zwłaszcza przy wyraźnych wskazaniach, takich jak asymetrie, wady wrodzone, zmiany pourazowe czy problemy realnie wpływające na funkcjonowanie lub wygląd pacjenta – wylicza lekarka. W przypadku 27-letniej, atrakcyjnej influencerki, trudno mówić o medycznej konieczności. W komentarzach pod jej profilem wylało się morze empatii: „Serce mnie boli, że takie piękne i młode kobiety idą pod nóż, bo wydają się sobie niewystarczające”. Trudno o celniejsze podsumowanie naszych czasów. – U bardzo młodych osób, bez jednoznacznych wskazań, decyzja o radykalnej zmianie twarzy powinna być szczególnie dobrze przemyślana – podkreśla dr Zaczyńska-Janeczko. Jej zdaniem największym zagrożeniem wcale nie musi być widoczna blizna, ale blizna, która zostaje w psychice. – Istnieje ryzyko, że po zabiegu pacjentka nie poczuje się szczęśliwsza, tylko rozczarowana albo rozgoryczona, bo efekt nie będzie zgodny z wyobrażeniem.
Internetowy spektakl to lekcja dla tysięcy młodych kobiet, które śledzą jej profil i wpadają w pułapkę porównywania się z nierealnym, chirurgicznie modyfikowanym ideałem.– Jako lekarz uważam, że przy tak radykalnych decyzjach najważniejsze są rozsądna kwalifikacja, świadomość ryzyka i bardzo szczera rozmowa o tym, co chirurgia może, a czego nie może zagwarantować – podsumowuje lekarka.
Zobacz też:
29-letnia Julia von Stein żałuje liftingu i mierzy się z hejtem. Ale takich młodych osób jest więcej



























