Podczas upałów staram się nie działać odruchowo. Wysoka temperatura i silne słońce sprawiają, że rośliny szybciej tracą wodę, ale nie oznacza to, że należy je podlewać niewielkimi porcjami i przy każdej okazji. Dbałości o ogród w upały nauczyła mnie babcia. Oto zasady, które mi wpoiła, i które stosuję do dziś. Sprawdzają się zawsze.

WIDEO

player placeholder

Podlewam wcześnie rano. Woda trafia tam, gdzie jest najbardziej potrzebna

Jeżeli tylko mogę, podlewam ogród wcześnie rano (tak, wstaję bardzo wcześnie, żeby zdążyć). Gleba jest wtedy chłodniejsza, parowanie znacznie mniejsze niż w środku dnia, a rośliny mają czas pobrać wodę, zanim nadejdzie największy upał.

Wieczorne podlewanie może być równie dobrym rozwiązaniem podczas długotrwałych fal gorąca. Wtedy staram się kierować wodę wyłącznie na glebę. 

Zobacz także:

Najmniej korzystnym terminem jest środek dnia. Problem polega przede wszystkim na tym, że podczas największego upału znaczna część wody odparowuje, zanim zdąży wniknąć do gleby.

Nie leję wody codziennie po trochu. Wolę podlewać rzadziej, ale bardzo obficie

Podlewam rzadziej, ale dostarczam tyle wody, aby dokładnie zwilżyć całą strefę korzeniową. Dzięki temu korzenie mają większą skłonność do wzrostu w głąb gleby, gdzie wilgoć utrzymuje się dłużej. 

Oczywiście częstotliwość podlewania zależy od rodzaju gleby. Na lekkich, piaszczystych stanowiskach wodę trzeba dostarczać częściej niż na cięższych glebach gliniastych, które dłużej utrzymują wilgoć.

Podlewam glebę, a nie liście. To szczególnie ważne przy warzywach

Podczas podlewania kieruję strumień bezpośrednio na ziemię. Staram się nie moczyć liści, zwłaszcza pomidorów, ogórków, cukinii czy róż.

Problemem jest utrzymująca się wilgoć, która ułatwia rozwój wielu chorób grzybowych. Dodatkowo podlewanie gleby jest po prostu bardziej efektywne, ponieważ cała woda trafia do korzeni zamiast pozostawać na liściach. 

Nie zapominam o ściółce. Dzięki niej podlewam znacznie rzadziej

Warstwa kory, słomy, kompostu albo skoszonej i lekko przesuszonej trawy ogranicza parowanie wody z gleby i pomaga utrzymać bardziej stabilną temperaturę podłoża. Babcia kładła słomę, ja używam kory.
Dzięki temu zabiegowi ziemia wolniej wysycha, a ja mogę podlewać rzadziej. Dodatkową korzyścią jest ograniczenie wzrostu chwastów, które również zużywają wodę.

Ściółki nie dosuwam jednak bezpośrednio do łodyg ani pni roślin. Pozostawiam kilka centymetrów wolnej przestrzeni, aby ograniczyć ryzyko gnicia podstawy pędów.

Zanim sięgnę po wąż, sprawdzam wilgotność ziemi

Nie podlewam ogrodu według zegarka. Najpierw sprawdzam, czy gleba rzeczywiście tego potrzebuje.
Najprostszy sposób to wsunięcie palca na kilka centymetrów w ziemię. Jeżeli pod powierzchnią podłoże nadal jest wilgotne, z podlewaniem jeszcze czekam. W czasie upałów wierzchnia warstwa często wygląda na bardzo suchą, choć głębiej korzenie nadal mają dostęp do wody.

Szczególną uwagę zwracam na rośliny rosnące w donicach. Ich podłoże wysycha znacznie szybciej niż w gruncie i podczas fal upałów może wymagać podlewania nawet codziennie. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja w przypadku dobrze ukorzenionych drzew, krzewów czy bylin rosnących w ogrodzie. Tam nadmiar wody bywa równie niekorzystny jak jej niedobór, dlatego zawsze staram się najpierw ocenić wilgotność gleby, a dopiero potem sięgam po konewkę lub wąż.


Czytaj także: