Maliny na balkonie to dla mnie prawdziwy skarb. Latem zajadam się owocami prosto z krzaczka, ale jesienią zaczynam się martwić, czy rośliny przetrwają zimę. W donicach są przecież znacznie bardziej narażone na przemarzanie niż w ogrodzie. Dlatego co roku przygotowuję im specjalne zabezpieczenie. Wykorzystuję do tego niepozorny, naturalny materiał, który pomaga chronić korzenie przed chłodem i ogranicza wysychanie ziemi. Najważniejsze, żeby zastosować go w odpowiedni sposób.

WIDEO…

player placeholder

Jesienią oceniam donicę i stanowisko, bo same pędy nie pokazują wszystkiego

Nie czekam z przygotowaniami na widoczne uszkodzenia krzewu. Malina może dobrze znosić zimę w ogrodzie, ale jej korzenie w pojemniku są bardziej wystawione na chłód niż korzenie tej samej rośliny rosnącej w gruncie. Mrozoodporność odmiany nie opisuje więc w pełni sytuacji na balkonie.

Sprawdzam również wielkość donicy i to, ile ziemi otacza korzenie. Mały pojemnik ma niewielki zapas wilgoci i jest silniej narażony na temperatury otoczenia. Szczególnej uwagi wymaga też donica odsłonięta ze wszystkich stron.

Zobacz także:

Po jesiennych opadach oglądam podstawkę i odpływ. Jeżeli woda długo pozostaje pod donicą, najpierw usuwam przyczynę zastoju, a dopiero potem przechodzę do dalszych prac. Dobry odpływ jest potrzebny również zimą, kiedy ziemia otrzymuje wodę z deszczu i topniejącego śniegu.

Wybieram suszone włókno torfowca. Taka ściółka ogranicza wysychanie powierzchni podłoża

Do tej metody wykorzystuję suszone włókno mchu torfowca, czyli sphagnum. Przy zakupie sprawdzam postać materiału - chodzi o zachowane włókna mchu, a nie rozdrobniony torf, który jest innym produktem ogrodniczym.

Torfowiec zatrzymuje wilgoć, więc taka ściółka ogranicza utratę wody z przykrytej ziemi. Osłona organiczna łagodzi też zmiany temperatury przy powierzchni podłoża. W ten sposób wspiera ochronę górnej części bryły korzeniowej przed jesiennymi i zimowymi ochłodzeniami. 

Ściółka powierzchniowa nie osłania ścian ani dna pojemnika. Dlatego traktuję zabezpieczenie donicy jako osobną część przygotowań: korzenie mogą przemarzać również od boków, mimo przykrytej ziemi!

Moczę mech i rozkładam warstwę. Nasady pędów zawsze zostawiam odsłonięte

Pracę wykonuję zwykle w drugiej połowie października, po ostatnim obfitym podlaniu, przed nadejściem regularnych przymrozków. Czekam, aż nadmiar wody odpłynie: podłoże ma być wilgotne, ale nie mokre. Nie wyznaczam podlewania wyłącznie według daty — jeśli ziemia jest już odpowiednio wilgotna po deszczu, nie dolewam kolejnej porcji.

Zakładam rękawice, a suszone włókno mchu torfowca moczę w wodzie przez 10 minut i dokładnie odciskam. Rozdzielam je następnie na luźne porcje, gotowe do równomiernego rozłożenia. Rękawice zachowuję przez całą pracę z materiałem.

Rozkładam warstwę 3 cm na powierzchni podłoża i zostawiam 3-4 cm wolnej przestrzeni wokół nasady każdego pędu. Nie ubijam włókien ani nie wypełniam nimi pozostawionych odstępów. Zawsze zachowuję widoczny pas ziemi przy pędach. Osobno zabezpieczam ścianki donicy i oddzielam jej dno od zimnej posadzki, pozostawiając drożny odpływ.

Sprawdzam ziemię pod ściółką, a po opadach kontroluję również odpływ

Po zabiegu oceniam wilgotność podłoża, nie sam wygląd mchu. Odsuwam niewielki fragment przy brzegu donicy i dotykam ziemi; jeżeli pozostaje wyraźnie wilgotna, czekam z podlewaniem. Torfowiec długo zatrzymuje wodę, więc jego obecność zmienia tempo przesychania powierzchni.

Po silnym wietrze sprawdzam, czy włókna nie przesunęły się pod pędy albo nie odsłoniły ziemi przy krawędzi. Poprawiam tylko przemieszczone fragmenty, bez dokładania kolejnych warstw na całą donicę. Kończę kontrolę, gdy ściółka leży równomiernie, nasady pędów są odkryte, a w podstawce nie stoi woda.


Czytaj także: