Rozmawialiśmy o jabłoni w przydomowym ogrodzie, z której zebrałam już owoce, ale pod koroną dopiero zaczynał powstawać dywan liści. „Nie czekaj, aż zostaną same gałęzie; potraktuj też to, co już spadło” - powiedział zaprzyjaźniony sprzedawca ze sklepu ogrodniczego, który jest moim sąsiadem. I zdradził, co miał na myśli, mówiąc „potraktuj”.
WIDEO…
Oprysk planuję dopiero po zbiorach. Wybieram chwilę, gdy liście zaczynają żółknąć i opadać, lecz większość jest jeszcze na drzewie.
Samo opróżnienie skrzynek z jabłkami nie wyznacza terminu działania: przy wcześnie dojrzewającej odmianie między zbiorem a jesiennym opadaniem może zostać sporo czasu. Dlatego oglądam koronę, zamiast wpisywać zabieg na stałe pod konkretną datą w kalendarzu.
To rozróżnienie ma praktyczny sens: oprysk wykonany zbyt wcześnie może zostać zmyty, zanim liście trafią na ziemię, gdzie ma przyspieszać ich rozkład. Czekam więc na początek naturalnego opadania, ale nie na nagą koronę, bo chcę dotrzeć do liści, zanim utworzą pod drzewem grubszą warstwę.
Wybieram suchy, bezwietrzny dzień i przed przygotowaniem roztworu sprawdzam prognozę, zwłaszcza zapowiedź najbliższego deszczu. Jeśli gałęzie wyraźnie się kołyszą albo nad ogrodem zbierają się deszczowe chmury, odkładam pracę. Wolę wykorzystać spokojne okno pogodowe, kiedy mogę równomiernie zwilżyć liście, niż spieszyć się tylko dlatego, że akurat mam wolne popołudnie.
Rozpuszczam odważony mocznik w wodzie, a potem zwilżam koronę i opadłe liście
Przygotowuję roztwór z 500 g mocznika ogrodniczego na 10 l wody. Odważam preparat, wsypuję go do wody i mieszam do rozpuszczenia, a dopiero potem napełniam opryskiwacz.
Strumień kieruję na liście pozostające na jabłoni, również te wewnątrz korony, które łatwo ominąć, stojąc w jednym miejscu. Obchodzę drzewo i sprawdzam, gdzie blaszki zostały suche. Zależy mi na dobrym pokryciu liści, bo to one mają zetknąć się z roztworem.
Następnie opryskuję liście leżące pod koroną, także w pasie przy jej obrzeżu, gdzie często zatrzymuje je trawa. Nie kończę pracy po zwilżeniu korony: opadłe liście również mogą zawierać źródło przyszłych infekcji.
Uwaga! Ilość zużytej cieczy zależy od wielkości jabłoni i ilości liści, więc przygotowanych dziesięciu litrów nie traktuj jako obowiązkowej porcji do wylania pod jedno drzewo.
Tak przyspieszam rozkład jesiennych liści i ograniczam źródło wiosennych infekcji parcha
Grzyb wywołujący parch zimuje właśnie w porażonych liściach, a wiosną powstają tam zarodniki rozpoczynające nowe infekcje. Nawet ładne jabłka z ostatniego zbioru nie dowodzą, że wszystkie liście były zdrowe. Jesienne zajęcie się nimi ma więc sens również wtedy, gdy owoce nie wyglądały na porażone.
Mocznik dostarcza azotu i sprzyja aktywności mikroorganizmów uczestniczących w rozkładzie liści; nie chodzi wyłącznie o ich szybsze zbrązowienie. Rozpadająca się tkanka przestaje być tak dogodnym miejscem zimowania i rozwoju grzyba, dlatego zabieg pomaga zmniejszyć ilość materiału zakaźnego na kolejny sezon. To połączenie jesiennego porządkowania z ograniczaniem choroby, choć pod drzewem nie robi się natychmiast pusto.
Nie oczekuję, że po kilku dniach liście znikną: chłód, zamarznięcie podłoża i śnieg mogą spowolnić rozkład. Oprysk ogranicza źródło infekcji, lecz nie daje pewności, że parch nie pojawi się wiosną. Ale szansa na to jest znacznie mniejsza.
Czytaj także:
- Podpatrzyłam, jak sąsiad jesienią dba o różaneczniki metodą 2x20. Najpierw się zdziwiłam, teraz robię tak samo
- Sadzę je teraz, a latem podziwiam fontannę kwiatów. Pani z ogrodniczego zdradziła mi „metodę 15 cm”
- Ten krzew jesienią ma pąki jak czerwone koraliki i zimą wciąż zdobi rabatę. Metodę sadzenia podpatrzyłam na działce obok