Sama przez lata traktowałam kompostownik jak wygodny kosz na wszystko, co zostało z kuchni i ogrodu. Obierki, skoszona trawa, liście, chwasty, fusy, czasem trochę ziemi. Niby wszystko było ekologiczne, więc wydawało mi się, że sprawa załatwiona. A potem dziwiłam się, że zawartość jest mokra, zbita, zimna i po wielu miesiącach nadal pełna nierozłożonych resztek.

WIDEO

player placeholder

Dziś wiem, że dobry kompost nie robi się sam tylko dlatego, że wrzucasz do niego odpady organiczne. Musisz zadbać o równowagę między świeżą zieloną masą a suchym materiałem. To właśnie ona uruchamia kompost na gorąco, czyli taki, który potrafi porządnie się nagrzać i szybciej zamienić resztki w ciemną, pachnącą ziemię. Nie trzeba przy tym liczyć każdego źdźbła trawy. Wystarczy nabrać prostego nawyku.

Gorący kompost potrzebuje równowagi. Zielona masa sama sobie nie poradzi

Świeża zielona masa to przede wszystkim skoszona trawa, młode chwasty bez nasion, liście warzyw, resztki z kuchni, obierki, fusy po kawie i herbacie, a także zwiędłe kwiaty. Takie materiały są wilgotne i bogate w azot. Mikroorganizmy bardzo je lubią, dlatego szybko zaczynają pracować. Problem pojawia się wtedy, gdy zielonych odpadów jest za dużo. Pryzma robi się ciężka, mokra i mało przewiewna. Zamiast przyjemnie się nagrzewać, zaczyna kwaśnieć i niekiedy brzydko pachnieć.

Zobacz także:

Suchy materiał działa jak ratunek dla kompostownika. Zaliczam do niego suche liście, słomę, drobne gałązki, pocięte łodygi, suchą trawę, tekturę bez kolorowych nadruków, papierowe wytłoczki po jajkach i nieimpregnowane trociny z czystego drewna. To właśnie te dodatki dostarczają węgla, rozluźniają całość i wpuszczają do środka powietrze. A bez powietrza nie będzie porządnego kompostowania na gorąco.

Nie musisz trzymać się aptekarskich proporcji, choć często mówi się o dwóch lub trzech częściach materiału suchego na jedną część zielonego. W praktyce robię to prościej. Gdy przynoszę wiadro skoszonej trawy albo dużo kuchennych resztek, od razu dorzucam sporą garść suchych liści, podartą tekturę lub trochę słomy. Potem lekko mieszam wierzchnią warstwę widłami. Taki prosty ruch naprawdę zmienia bardzo dużo.

Warto też pamiętać, że świeża trawa jest zdradliwa. Po koszeniu wygląda niewinnie, ale wrzucona grubą warstwą szybko tworzy zbity, śliski placek. Ja nigdy nie sypię jej do kompostownika naraz. Rozrzucam cienką warstwę, przekładam ją suchymi liśćmi albo rozdrobnionymi gałązkami i dopiero wtedy dodaję kolejną porcję. Dzięki temu środek pryzmy nie zamienia się w mokrą breję.

Suche liście i tektura ratują pryzmę. Zbierz zapas, zanim nadejdzie czas koszenia

Najłatwiej prowadzić kompost wtedy, gdy zawczasu przygotujesz sobie zapas suchego materiału. Jesienią nie wyrzucaj wszystkich liści do worków. Zostaw część w przewiewnym miejscu, najlepiej w ażurowym koszu, pod wiatą albo w dużych papierowych workach. Liście przydadzą ci się przez cały kolejny sezon, szczególnie wiosną i latem, kiedy w ogrodzie pojawia się dużo soczystej zieleni.

Ja trzymam obok kompostownika zwykły pojemnik z suchymi liśćmi i drugi z porwaną tekturą. Kiedy obieram warzywa albo wynoszę trawę po koszeniu, nie muszę niczego szukać po całym ogrodzie. Od razu dodaję warstwę suchego materiału. To wygodne, a przy okazji nie zapominam o najważniejszej zasadzie. Kompostowanie na gorąco lubi regularność bardziej niż wielkie porządki robione raz na miesiąc.

Tekturę porwij na mniejsze kawałki, bo całe arkusze potrafią stworzyć szczelną przekładkę i utrudnić dostęp powietrza. Usuń taśmę, folie, naklejki oraz zszywki. Nie wrzucaj też błyszczących katalogów, papieru laminowanego ani kartonów po produktach, które miały kontakt z tłuszczem. Najbezpieczniejsza będzie zwykła brązowa tektura, papier pakowy i wytłoczki po jajkach. Zwilż je lekko, gdy są bardzo suche, ale nie mocz ich do granic możliwości.

Dobrym dodatkiem są też cienkie gałązki po cięciu krzewów. Przepuść je przez rozdrabniacz albo potnij sekatorem na krótsze kawałki. Takie drobne zrębki tworzą w pryzmie małe kanały powietrzne. Nie rozkładają się tak szybko jak trawa, ale dzięki nim cała masa oddycha. A to właśnie dostęp tlenu pozwala mikroorganizmom pracować intensywnie i podnosić temperaturę w środku kompostu.

Sprawdź zapach i wilgotność kompostu. Pryzma sama powie ci, czego jej brakuje

Nie potrzebujesz termometru, choć z ciekawości możesz go użyć. Zwykle wystarczy wsunąć dłoń głębiej w materiał, oczywiście ostrożnie. Gdy środek jest wyraźnie ciepły, dzieje się dobrze. Kompost na gorąco potrafi mieć w centrum naprawdę wysoką temperaturę, dlatego nie wkładaj ręki zbyt głęboko, gdy czujesz mocne ciepło. To znak, że mikroorganizmy mają dobre warunki do pracy.

Najważniejszy jest zapach. Zdrowa pryzma pachnie wilgotną ziemią, liśćmi i lasem. Gdy czujesz kwaśną woń, zapach zgnilizny albo amoniak, reaguj od razu. Najczęściej oznacza to nadmiar zielonej masy, zbyt dużo wilgoci albo brak powietrza. Dodaj wtedy suche liście, rozdrobnioną tekturę lub słomę, a następnie przerzuć zawartość widłami. Nie musisz robić tego idealnie. Chodzi o to, żeby rozluźnić mokre miejsca i wprowadzić tlen do środka.

Przy okazji sprawdź wilgotność. Weź garść materiału i mocno ją ściśnij. Kompost powinien być wilgotny jak dobrze wyżęta gąbka. Gdy kapie z niego woda, dorzuć suche składniki i przemieszaj. Gdy rozsypuje się w palcach jak pył, polej go odrobiną wody, najlepiej deszczówki. Nie zalewaj całej pryzmy naraz, bo łatwo przesadzić. Lepiej zwilżać małymi porcjami i obserwować, jak zachowuje się zawartość.

Przerzucanie kompostu raz na kilka tygodni mocno przyspiesza cały proces. Wiem, że to nie jest ulubione zajęcie, zwłaszcza gdy bolą plecy albo brakuje czasu. Ale nawet częściowe przemieszanie pryzmy robi różnicę. Materiał z chłodnych brzegów trafia do cieplejszego środka, dostaje powietrze i szybciej się rozkłada. Przy większym kompostowniku użyj wideł, przy mniejszym wygodna będzie łopatka albo mały szpadel.

Od kiedy pilnuję, by po zielonym zawsze pojawiło się trochę suchego, kompostownik przestał być dla mnie kłopotem. Nie walczę z zapachem, nie patrzę bezradnie na mokrą masę i nie czekam latami na gotowy kompost. Z czasem sama zobaczysz, że ta zasada wchodzi w ręce. Wynieś obierki, dodaj suche liście. Skosisz trawę, przełóż ją tekturą. Tak właśnie zaczyna się dobry, gorący kompost, który odwdzięczy ci się zdrową ziemią do grządek, donic i rabat.


Czytaj także: