Gyaru miał być wolnością. Skończył jako kolejny sposób, w jaki trzeba wyglądać
Każdy bunt prędzej czy później zamienia się w instrukcję. To, co miało być wyborem, zawsze kończy jako kolejny sposób, w jaki trzeba wyglądać. Właśnie to stało się z gyaru po tym, jak styl stał się hashtagiem w mediach społecznościowych.

Azją interesuję się od lat. Nie tylko w kontekście popkultury, ale również kultury, tradycji, sposobu pielęgnacji skóry czy mody. W mediach społecznościowych obserwuję sporo dziewczyn, u których śledzę ciekawostki i nowinki dotyczące przeróżnych tematów. Wśród nich są również gyaru.
Już jakiś czas temu zauważyłam, że ten styl stał się trendem, który każdy chciał przetestować na sobie. Pod nagraniami dziewczyn, które do tej pory nie miały aż tak ogromnych zasięgów, zaczęłam zauważać coraz więcej zaangażowania. Pytań, jak uzyskać taki efekt makijażu, jakich produktów użyć, próśb o nagranie tutorialu lub zwykłego zaznaczenia, że “chciałabym wyglądać, jak ty”. Owszem, nie były one nowością, ale ich skala była znacznie większa niż wcześniej.
To, co do tej pory było raczej niszą zarezerwowaną dla fanów Azji (w tym przypadku konkretnie Japonii), stało się globalnym trendem. Wówczas zastanowiło mnie, jak styl, który miał być świeżością, wyrazem buntu, sam staje się normą i szablonem do odtworzenia.
Moje dawne rozmyślania przywołał w ostatnim czasie kolejny tiktokowy trend: bebot. Mechanizm jest identyczny, a ja postanowiłam przyjrzeć mu się bliżej.
Krótka historia gyaru
W tekście nie chcę się skupiać na tym, czym jest gyaru i na czym dokładnie polega ten styl, ale dla lepszego zrozumienia całości, powinnaś znać kilka faktów. Początki tego stylu to lata 70. XX wieku w Japonii. Z początku była to luźna forma odchodzenia od obowiązujących powszechnie standardów piękna. Nie był jeszcze nazwany ani jasno zdefiniowany. Był raczej sygnałem potrzeby zmian w sposobie myślenia o wyglądzie i presji społecznej.
W latach 90. XX wieku zyskał bardziej wyrazistą formę i dużą popularność w Japonii. Stał się widocznym zjawiskiem kulturowym, które nie tylko proponowało inny wygląd, ale też kwestionowało obowiązujące normy społeczne. Charakterystyczne elementy, jak opalona skóra, rozjaśnione włosy i mocny makijaż były totalnym odwróceniem dominującego ideału.
Gyaru to był język sprzeciwu. Wyrazisty, czytelny.
Na przestrzeni lat gyaru rozwinęło się tak mocno, że powstawały przeróżne jego odłamy, ale kwintesencja każdego z nich opierała się na tym samym: wyraźnemu sprzeciwowi wobec obowiązujących norm.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby TikTok i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
Jak gyaru stało się globalnym trendem?
Z początku było to zjawisko lokalne, później szerzej znane przede wszystkim osobom, które wykazywały zainteresowanie kulturą lub popkulturą Japonii. Moja pierwsza styczność z gyaru i chwila, w której dowiedziałam się, czym w ogóle one są, to lektura mangi “Brzoskwinia” autorstwa Miwy Uedy i myślę, że większość dziewczyn spoza Japonii, które wiedziały, czym jest gyaru, zanim było modne, dowiadywała się o nim w podobny sposób: poprzez zainteresowanie japońską popkulturą.
Globalną rozpoznawalność gyaru zyskało znacznie później, głównie dzięki TikTokowi. To właśnie w mediach społecznościowych ten styl został “odkryty” na nowo, wyjęty z kontekstu i przetworzony w trend, który da się skopiować i odwzorować. Został odarty ze swojego znaczenia i stał się… wyglądem.
I ta zmiana jest kluczowa. Styl gyaru trafił do środowiska, w którym liczy się szybka forma, powtarzalność, bez wchodzenia w szczegóły. Tak przestał być doświadczeniem, a stał się formatem i trendem do podpięcia dla wyświetleń.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby TikTok i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
Gyaru oznaczało wolność, a skończyło jako kolejny sposób, w jaki trzeba wyglądać
U podstaw powstania gyaru była mocna potrzeba wyjścia poza schemat i uwolnienia się z mocnego, tradycjonalistycznego pojęcia piękna, którym charakteryzowała się ówczesna Japonia. Nie miał być subtelny. Miał być wyrazistą demonstracją. To nie był kompromis pomiędzy normami a potrzebą dodania sobie odrobiny świeżości do codzienności. Miał być przerysowany. Miał być świadomy. Miał wprost mówić: nie interesuje mnie to, co uznaje się za właściwe, jestem sobą.
Dawało to poczucie kontroli nad własnym wizerunkiem w rzeczywistości, w której bardzo jasno zdefiniowane jest to, co uważane jest za piękne, ale też i słuszne.
Oczywiście gyaru już w samej Japonii z biegiem lat stawało się trendem i modą. Zupełnie, jak na naszym polskim podwórku, gdzie dziewczyny chcą wyglądać w określony sposób, który podpatrzyły u kogoś. Gyaru na jakimś etapie nie było już stylem ulicznym, ale sposobem ubierania gwiazd (dla przykładu, jedną z głównych ikon była piosenkarka Ayumi Hamasaki, która reprezentowała bardziej łagodną odsłonę gyaru). A to, co w popkulturze, szybko się popularyzuje.
Jednak całkowite odarcie z pierwotnego znaczenia gyaru i całej ideologii związanej z tym stylem nastąpiło w momencie, w którym stało się hashtagiem w mediach społecznościowych. Zaczął funkcjonować poza kontekstem, w którym powstał, stając się wyłącznie estetyczną decyzją.
Powielany jest wygląd, nabiera on ram i określone zostaje to, co powinien on zawierać, bez wgłębiania się w różne odłamy, bez poznania jego historii. Zaczynają powstawać wzory do otworzenia. A każdy wzór można ocenić. Powiedzieć, co zrobić “lepiej”.
A to znaczy, że można też zrobić coś gorzej. A jeśli istnieje taka różnica, pojawia się napięcie i potrzeba dopasowania się do tego, co uznaje się za właściwe wykonanie. Styl, który miał być wolnością, zaczyna funkcjonować jak kolejna szufladka, do której trzeba się dopasować. To tutaj pojawia się presja. Bo jeśli istnieje właściwy sposób, to znaczy, że można się w niego nie wpisać. A jeśli można się nie wpisać, pojawia się potrzeba kontroli.
Styl przestaje być spontaniczny. Zaczyna być czymś, co trzeba wykonać dobrze.
Indywidualność, którą można odtworzyć
W tym momencie dochodzimy do najbardziej paradoksalnego efektu całego procesu: indywidualność staje się czymś, co można powielić.
Jeśli styl można rozłożyć na elementy i opisać w formie instrukcji, przestaje być jednorazowym wyborem. Zaczyna funkcjonować jak schemat działania. A schemat można powtarzać. Makijaż, fryzura, sposób stylizacji: wszystko zaczyna mieć swoją strukturę. Konkretne decyzje przestają być intuicyjne, a stają się częścią większego wzoru.
Im więcej osób korzysta z tego samego wzoru, tym bardziej efekt przestaje być wyjątkowy. Zaczyna być rozpoznawalny. A rozpoznawalność prowadzi do normalizacji. To, co kiedyś było wyraźnym odstępstwem, zaczyna być jedną z dostępnych opcji. Nie jest już czymś „innym”, jest jednym z wariantów, które można wybrać.
Ale każdy wariant, który funkcjonuje wystarczająco długo, zaczyna generować własne oczekiwania.
Bunt, który zamienia się w schemat
Rozwijam tutaj wątek gyaru, bo uważam, że to bardzo dobry przykład do zobrazowania całego mechanizmu, który chcę ci przedstawić. Ale weź pod uwagę, że to nie jest odosobniony przypadek. Każda forma buntu estetycznego działa w podobny sposób, bo opiera się na tym samym napięciu: między indywidualnością a widocznością.
Żeby styl mógł istnieć jako sprzeciw, musi być zauważalny. A żeby był zauważalny, musi mieć wyraźne cechy. Te cechy z kolei można nazwać, opisać i rozpoznać. To uruchamia proces, który jest niemal automatyczny. Zaczynamy analizować: co sprawia, że ten wygląd działa? Jakie elementy są kluczowe? Co można powtórzyć, żeby osiągnąć podobny efekt?
W tym momencie różnica przestaje być czymś nieuchwytnym. Staje się zestawem decyzji, które można odtworzyć. A odtworzenie jest zawsze pierwszym krokiem do powstania schematu.
Chcesz bliższego naszej rzeczywistości przykładu? Weźmy w takim razie na tapet naturalność, która również stała się trendem. Z początku miała być sprzeciwem wobec mocnemu makijażowi, który był popularny jeszcze nie tak dawno. Trend make-up no make-up był niszą. Teraz jest trendem i to tak mocnym, że nie bez powodu powstał kolejny hashtag mówiący o tym, że 2026 rok jest nowym 2016. Teraz powoli zmierzamy ku temu, że mamy dość naturalności i chcemy znów mocniej wyrażać naszą indywidualność.
Ten mechanizm to pętla. Zawsze znajdzie się ktoś zmęczony normą, kto będzie się chciał zbuntować. Wyróżnić.
Zauważ, że nie uciekniesz od formy. Możesz jedynie mieć poczucie, że to robisz, ale finalnie pracujesz nad tym, aby zmienić jej kształt i znów wpisać się w inny schemat. To, co zaczyna się jako wybór, bardzo rzadko pozostaje wyłącznie wyborem.
Z czasem zostaje nazwane, opisane, rozłożone na części i powtórzone. W tym procesie traci swoją pierwotną funkcję. Przestaje być czystą formą wolności, a zaczyna działać jak kolejna struktura, w której pojawiają się zasady, oczekiwania i oceny. I może właśnie to jest najbardziej znaczące. Nie to, jakie style wybieramy. Nie to, czy są bardziej wyraziste, czy bardziej stonowane. Ale to, że każdy z nich, prędzej czy później, zaczyna funkcjonować jak odpowiedź na to samo, niezmienne pytanie: jak powinniśmy wyglądać.
Nawet jeśli na początku chodziło o to, żeby w ogóle przestać na nie odpowiadać.
Czytaj także:
- Pielęgnacja już nie wystarcza. Dziś ma też sprawić, że wyglądasz lepiej
- Naturalność to dziś trend. I nowy sposób, w jaki się oceniamy
- Nie stawiamy granic, żeby nie stracić ludzi, a tracimy siebie. Halina Piasecka mówi, od czego zacząć

