Lato to czas beztroskiego eksponowania perfekcyjnego, trwałego pedicure'u, do którego przyzwyczaja nas lakier hybrydowy. Trudno odmówić mu wygody. Kiedy jednak pora roku się zmienia, a nasze stopy grzęzną w grubych skarpetach i zabudowanym, twardym obuwiu, zasady gry ulegają całkowitej zmianie. Środowisko, w którym przez kolejne miesiące będą przebywać nasze paznokcie, jest ekstremalnie wymagające. Wiele z nas, nie chcąc rezygnować z estetycznego komfortu, zadaje sobie pytanie: czy naprawdę nie mogę nosić hybrydy przez całą zimę? 

Natura ludzkiego paznokcia zakłada jego naturalną elastyczność – płytka podczas chodzenia pracuje i subtelnie amortyzuje nacisk. Pokrycie jej utwardzaną w lampie, sztywną masą hybrydową drastycznie tę elastyczność ogranicza. W letnim sandałku nie stanowi to problemu, jednak w zamkniętym, zimowym bucie powstaje fizyczny konflikt. Ciągły ucisk twardwj cholewki sprawia, że sztywna hybryda zaczyna wbijać się w łożysko lub działać jak dźwignia. Skutki bywają bolesne. Dochodzi do mikrourazów, wrastania, a w skrajnych przypadkach paznokieć zaczyna rosnąć wstecz lub całkowicie oddziela się od łożyska, tworząc tzw. onycholizę.

WIDEO…

player placeholder

Wiele z nas wierzy, że ten problem nas nie dotyczy, bo inwestujemy w najwyższej jakości, komfortowe obuwie na zimę. Okazuje się jednak, że dla specjalistów to żaden argument. Jak zauważa moja rozmówczyni, podolożka i kosmetyczka: – Nie ufam zapewnieniom: „mam wygodne buty, będę skracała i pojawiała się na wizytach regularnie”. Fizyki uwięzionej stopy nie da się po prostu oszukać.

Problemy pod lakierem często rozwijają się w ukryciu. Płytka zasłonięta kryjącym kolorem nie pozwala nam na szybką reakcję. Pierwszymi sygnałami, które powinny nas natychmiast zaniepokoić, są dyskomfort przy ucisku, uczucie "ciasnego" paznokcia, zmiana kształtu płytki lub podejrzane, puste przestrzenie pod jej brzegiem. Bywa, że gdy zdejmujemy hybrydę po kilku zimowych miesiącach, proces chorobowy jest już bardzo zaawansowany.

Czy od tej żelaznej zasady całkowitego demakijażu stóp istnieją jakiekolwiek odstępstwa? Tylko jedno. – Wyjątek: wyjazd na tydzień, dwa w ciepłe miejsce – przyznaje Gabriela, dając zielone światło miłośniczkom zimowych urlopów w tropikach. – Ale po powrocie nie ma zmiłuj się: ściągamy – ostrzega ekspertka.

Zimowy detoks od hybrydy nie jest jednak wyrokiem skazującym nasze stopy na zaniedbanie. To wręcz idealny moment na głęboką odnowę i skupienie się na tym, co najważniejsze – zdrowiu. – Jesienią i zimą stawiam na regenerację płytki paznokcia – zaznacza ekspertka, wskazując na absolutny fundament domowej i gabinetowej pielęgnacji. Wcieranie odżywczych olejków, stosowanie profesjonalnych serów podologicznych i regularne skracanie paznokci (zawsze „na prosto”) pozwolą nam powitać wiosnę z silnymi, pięknymi paznokciami.

Zobacz także:

A co z kobietami, które nie wyobrażają sobie całkowicie nagich paznokci i nawet zimą? Brak hybrydy wcale nie oznacza rezygnacji z koloru. Alternatywa jest niezwykle prosta, bezpieczna i, jak się okazuje, równie szykowna. Tradycyjne formuły lakierów, które nie tworzą na paznokciu twardej powłoki i pozwalają mu pracować, wracają do łask. Jak trafnie podsumowuje moja rozmówczyni: – Klasyczny lakier też potrafi wyglądać bardzo dobrze i elegancko. Warto dać mu szansę, fundując swoim stopom bezpieczne, komfortowe i stylowe zimowanie.
 


Zobacz także:
7 trendów w pielęgnacji na 2027 r.: kosmetyczny post i zimno to tylko dwa, na które każdą z nas stać