Po latach, gdy królowała wieloetapowa pielęgnacja i z naszych łazienkowych szafek wysypywała się tona produktów nawilżających, ujędrniających, peelingujących i jeszcze innych –ących, które miały mieć zbawienny wpływ na stan naszej cery, wracamy do minimalizmu. Dziś przestaje liczyć się ilość. Stawiamy na jakość produktów, za którą nie musi iść wysoka cena. Kluczowe jest bowiem odpowiednie dobranie kosmetyku do rodzaju naszej skóry. Stąd popularność tzw. pielęgnacji biomimetycznej, która sprawia, że podchodzimy do swojej cery z większą troską.
WIDEO…
- Pielęgnacja biomimetyczna to podejście, które naśladuje naturalne procesy zachodzące w skórze (stąd nazwa bio-życie, mimesis- naśladowanie) – tłumaczy Aleksandra Zielińska, specjalistka ds. rozwoju produktu BasicLab. - Polega na dogłębnej analizie stanu skóry, a następnie doborze substancji aktywnych, tak aby działały jak substancje naturalnie produkowane przez nasz organizm.
Kluczowe jest zatem przebadanie swojej skóry, aby dowiedzieć się, jakie są proporcje poszczególnych substancji. Pielęgnacja biomimetyczna to bowiem nie samo uzupełnianie ceramidów czy peptydów, tylko dobranie tych składników w odpowiedniej formulacji, w której łączymy je z innymi np. cholesterolem. To zatem chemia naszej skóry, na podstawie której jesteśmy w stanie dopasować odpowiednie kosmetyki do pielęgnacji. Najpierw jednak warto dać szansę naturze.
- Najlepiej zacząć nie od zakupu serum, tylko od sprawdzenia, czego skóra naprawdę potrzebuje. Podstawą jest ocena bariery hydrolipidowej, poziomu nawilżenia, reaktywności, wydzielania sebum, tendencji do przebarwień i tolerancji na składniki aktywne. Bez tego łatwo pomylić skórę suchą z odwodnioną, trądzikową z podrażnioną albo wrażliwą z uszkodzoną przez zbyt intensywną pielęgnację – informuje Małgorzata Pindur, Dyrektor Działu Marketingu i Rozwoju w Popławska Group.
Czy ludzka skóra potrafi naprawić się sama?
Każda z nas doskonale zna ten schemat. Widoczne przesuszenia błyskawicznie próbujemy zniwelować peelingiem i kremem nawilżającym. Na pierwsze zmarszczki? Retinol. Widoczne wągry? Włączamy kwasy. Akcja-reakcja, czego jesteśmy uczone od lat z wielu reklam i magazynów. W rzeczywistości jednak czasami mniej znaczy więcej. A najlepiej w ogóle.
Wiesz, że twoja skóra potrafi zregenerować się sama? Wystarczy, że jej zaufasz. Nie musisz od razu dobierać masy składników aktywnych, gdy zauważysz pierwsze niedoskonałości. Jeszcze mniej wskazane jest „zapobiegawcze” stosowanie np. kwasów czy retinolu, czyli dość silnych składników aktywnych, które będą miały zdecydowały wpływ na stan cery. A po co ingerować w coś, co działa poprawnie lub wystarczy temu po prostu nie przeszkadzać?
- Skóra ma wbudowane mechanizmy naprawcze i regeneracyjne, które działają nieustannie. Produkuje własne ceramidy, peptydy, kwas hialuronowy czy składniki NMF (naturalnego czynnika nawilżającego), które utrzymują jej równowagę i integralność bariery ochronnej – podkreśla Aleksandra Zielińska.
Właśnie dlatego warto zaufać naturze, która najlepiej wie, co jest dobre dla naszej skóry. Zamiast inwestować w kolejne kremy i sera nawilżające, lepiej postawić na kosmetyki chroniące naszą cerę przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi. Absolutnie kluczowy pod tym względem jest SPF, który warto stosować przez cały rok, aby chronić cerę przed promieniowaniem UVA i UVB oraz np. światłem niebieskim. Również kremy barierowe mogą przynieść korzyści, ponieważ będą chronić barierę hydrolipidową przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi jak wysoka temperatura lub mróz.
Oczywiście nie mówię, za należy na dobre zrezygnować z jakiejkolwiek pielęgnacji. Oczyszczanie i tonizacja nadal są wskazane, żeby zachować odpowiedni stan skóry – ale można wybrać delikatną piankę nawilżającą, zamiast żelu z dodatkiem kwasów, który będzie o wiele bardziej ingerował w stan cery. Najlepiej dopasować produkty według aktualnych potrzeb. A jak pojawiają się problemy skórne, wtedy wprowadzamy kompleksową pielęgnację – tylko no właśnie, dedykowaną.
- Dwie osoby mogą mówić, że mają „cerę mieszaną”, ale jedna ma mocną barierę, dużo sebum i zaskórniki, a druga ma odwodnienie, rumień i pieczenie po większości kosmetyków. Z zewnątrz obie skóry mogą błyszczeć w strefie T, ale ich potrzeby będą inne. Pierwsza osoba może potrzebować regulacji sebum, lekkiego nawilżania i składników normalizujących. Druga najpierw powinna odbudować barierę i wyciszyć reaktywność. Gdyby obu osobom dać ten sam zestaw z kwasami albo retinolem, jedna mogłaby uzyskać poprawę, a druga pogorszenie. Właśnie dlatego sama etykieta „sucha”, „tłusta”, „mieszana” czy „dojrzała” nie wystarcza – tłumaczy Małgorzata Pindur.
Pielęgnacja to nie zapasy na zimę – nie trzeba zaczynać jej wcześniej
Media, reklamy, koncerny beauty przyzwyczaiły nas do tego, że lepiej zapobiegać niż leczyć. To modne hasło jest odmieniane na milion sposobów, ale w rzeczywistości nie ma nic wspólnego z minimalistycznym podejściem do pielęgnacji. Bo co jest dobrego w tym, że 21-letnia dziewczyna nakłada na twarz krem z wysokim stężeniem retinolu? Nic, poza tym, że może zobaczyć skutki uboczne w postaci podrażnionej cery. Ta sama dziewczyna nie zobaczy też efektów uzupełniania kolagenu, bo po prostu nie ma czego uzupełniać – włókna kolagenowe zaczynają zanikać w skórze dopiero po ukończeniu 25. roku życia, choć i tu dzieje się to w dużej mierze indywidualnie.
- Problem pojawia się wtedy, gdy te procesy zwalniają - pod wpływem starzenia, stresu, złej diety, zanieczyszczeń czy nieodpowiedniej pielęgnacji. Zadaniem pielęgnacji biomimetycznej jest właśnie wspieranie i stymulacja tych naturalnych procesów, a nie ich zastępowanie – dodaje Aleksandra Zielińska.
Dlatego kluczowe jest poznanie stanu swojej cery przed dobraniem odpowiedniej pielęgnacji. W końcu nie kupujemy pierwszych lepszych spodni, dopóki nie zobaczymy, jak w nich wyglądamy. Nie mamy też w zwyczaju (z reguły) stosowania suplementów, jeżeli nie odczuwamy niedoborów niektórych składników w organizmie. W takim razie dlaczego „na zaś” stosujemy pielęgnację, która może nie być kompatybilna z naszą cerą?
Im większy viral, tym większy zawód
Zbadanie stanu skóry to podstawa pielęgnacji biomimetycznej. Dzięki temu jesteśmy w stanie dokładnie dowiedzieć się, jakie składniki aktywne naturalnie występują w naszej skórze i jakie kosmetyki dobrać, aby uzupełnić ich ewentualne braki – jeżeli takie oczywiście występują.
- Współczesna diagnostyka kosmetologiczna pozwala zmierzyć zaskakująco wiele parametrów – informuje Aleksandra Zielińska. Możliwe jest określenie poziomu nawilżenia naskórka, transepidermalnej utraty wody (TEWL), stopnia przetłuszczenia, pH skóry, elastyczności, melaniny i hemoglobiny (co wskazuje na przebarwienia i rumień), a także struktury porów i głębokości zmarszczek. Część urządzeń wykonuje analizę w świetle spolaryzowanym lub UV, ujawniając uszkodzenia niewidoczne gołym okiem. To wszystko razem daje pełny, obiektywny obraz kondycji skóry.
I to wszystko sprawia, że kosmetolog ma jasny ogląd na to, jakich składników aktywnych potrzebuje nasza cera. W ten sposób jest w stanie dobrać odpowiednią rutynę pielęgnacyjną. Warto bowiem pamiętać, że pierwszy lepszy kosmetyk z ceramidami nie jest w stanie zagwarantować nam kompleksowej pielęgnacji – nawet jeżeli to tego składnika aktywnego nam brakuje. Kluczowa jest formulacja, czyli to, w jakich ilościach, proporcjach, w jakiej postaci chemicznej, z czym został połączony i jak nawzajem te elementy na siebie wpływają.
- Bez diagnostyki nie wiemy, czy wybieramy właściwe stężenia i formuły, a efekty mogą być przypadkowe. Konsultacja ze specjalistą przynajmniej na początku pozwala uniknąć kosztownych błędów i skrócić czas dochodzenia do widocznych rezultatów – dodaje Aleksandra Zielińska.
I warto pamiętać, że pielęgnacja biomimetyczna to też dobry chwyt marketingowy. Nie każdy viralowy kosmetyk, który obiecuje natychmiastowe odmłodzenie, będzie kompatybilny z naszą skórą. Im większa obietnica, tym wyższe prawdopodobieństwo zawodu podczas pielęgnacji.
- Najprościej: rzetelne rozwiązanie mówi, jaki problem skóry adresuje, jakimi składnikami, w jakim stężeniu, dla kogo jest przeznaczone i czego realnie można się spodziewać. Marketingowa obietnica zwykle mówi: „natychmiastowe odmłodzenie”, „efekt jak po zabiegu”, „cofa wiek skóry” albo „działa na wszystko” – podsumowuje Małgorzata Pindur. - Warto sprawdzać kilka rzeczy. Po pierwsze, czy składnik ma sens biologiczny i badania. Po drugie, czy producent podaje konkretne substancje aktywne, a nie tylko modne hasła. Po trzecie, czy obietnica pasuje do kategorii kosmetyku. Kosmetyk może wspierać barierę, nawilżać, wygładzać, poprawiać wygląd skóry i zmniejszać widoczność niedoskonałości, ale nie powinien udawać leku ani zabiegu medycznego. Po czwarte, czy pielęgnacja uwzględnia SPF, barierę i tolerancję skóry, bo bez tego nawet najlepsze składniki aktywne mogą nie dać dobrego efektu.
Nasza skóra ma wiele właściwości, które zapewniają jej moc i młody wygląd. Przede wszystkim potrafi regenerować się sama, więc warto po prostu jej w tym nie przeszkadzać. A gdy już czujemy, że musimy o nią zadbać, wtedy warto zatroszczyć się o nią kompleksowo – od sprawdzenia, czego potrzebuje, przez dopasowanie odpowiednich składników, aż po regularną pielęgnację. W ten sposób możemy osiągnąć sukces i zatroszczyć się o naszą skórę jak najlepiej.
Czytaj także:
- Skóra wie, jak zadbać o siebie. Kiedy pielęgnacja przestaje walczyć ze skórą, a zaczyna z nią współpracować
- Tuszowałam objawy, ale nie zajęłam się przyczyną. Pielęgnacja biomimetyczna naprawiła moją cerę
- „Z potrzeby, z ciekawości, z nudy”. Polki pokochały hi-tech i mają apetyt na więcej



























