Jesienią najchętniej noszę proste, dobrze skrojone płaszcze, dzianinowe sukienki i spodnie z szerszą nogawką. Zauważyłam jednak, że o charakterze całego stroju często decydują buty. Te same czarne spodnie mogą wyglądać zupełnie zwyczajnie albo bardzo szykownie, zależnie od tego, co do nich założę. Ostatnio moją uwagę przyciągnęły botki z H&M, które spokojnie mogłabym pomylić z modelem z dużo droższego butiku. Mają wyrazisty fason, ale nie są przesadzone. Właśnie dlatego od razu zaczęłam wyobrażać sobie, z czym mogłabym je nosić.

WIDEO…

player placeholder

Te botki z H&M wyglądają jak z francuskiego butiku. Największą różnicę robi jeden szczegół

W kolekcji H&M znalazłam czarne botki z fakturą imitującą skórę krokodyla i przyznam, że to właśnie wykończenie zwróciło moją uwagę jako pierwsze. Delikatny połysk i tłoczony wzór sprawiają, że buty wyglądają znacznie ciekawiej niż klasyczny, gładki model. Nie potrzebują przy tym żadnych dodatkowych ozdób, dużych klamer ani złotych detali.

Bardzo podoba mi się również ich fason. Botki mają wydłużony, lekko spiczasty nosek, smukły obcas i cholewkę sięgającą powyżej kostki. Całość przypomina mi eleganckie obuwie, jakie można zobaczyć w stylizacjach Francuzek, szczególnie tych, które zamiast eksperymentować z każdym nowym trendem, stawiają na dobre proporcje i wyraziste dodatki.

Zobacz także:

W takich butach najciekawsza jest dla mnie równowaga między klasyką a odrobiną ekstrawagancji. Czarny kolor sprawia, że nie trzeba długo zastanawiać się nad resztą garderoby, ale krokodyla faktura dodaje im charakteru. Nawet zwykłe jeansy i prosty sweter mogą zyskać przy nich zupełnie inny wygląd.

Zwróciłam też uwagę na obcas. Nie jest to cienka szpilka, ale zgrabny, zwężający się ku dołowi fason, który wygląda lekko i kobieco. Taki kształt świetnie współgra z wydłużonym noskiem. Razem tworzą elegancką linię, która szczególnie dobrze prezentuje się przy spodniach o prostych nogawkach i spódnicach midi.

Model z H&M kojarzy mi się z butami, które mogłabym znaleźć w niewielkim paryskim butiku. Nie dlatego, że są przesadnie ozdobne, ale właśnie dlatego, że mają jeden mocny detal i bardzo prostą formę. Taki efekt często robi na mnie większe wrażenie niż najbardziej wymyślne fasony.

Skórzane botki H&M
Fot. www2.hm.com

Skóra owcza i elegancki fason to połączenie, na które zwracam uwagę. Takie botki mogą zostać w szafie na lata

Przy wyborze jesiennych butów coraz większą uwagę przykładam do materiałów. Sam wygląd już mi nie wystarcza, szczególnie gdy planuję nosić obuwie przez kilka godzin. Dlatego informacja o owczej skórze w modelu H&M jest dla mnie równie interesująca jak jego wygląd.

Skóra owcza kojarzy mi się przede wszystkim z miękkością i elastycznością. To naturalny materiał, który może dobrze dopasowywać się do stopy, choć oczywiście wiele zależy od konstrukcji konkretnego buta. Nawet najlepszy materiał nie zagwarantuje wygody, jeśli nosek okaże się zbyt wąski albo obcas nie będzie odpowiadał naszym przyzwyczajeniom.

W przypadku tego fasonu szczególnie zwróciłabym uwagę na dopasowanie w przedniej części stopy. Spiczasty nosek wygląda bardzo elegancko, ale nie powinien uciskać palców. Sama zawsze sprawdzam też, jak but układa się podczas chodzenia i czy cholewka nie przeszkadza przy zginaniu nogi.

Nie traktowałabym tych botków jako zamiennika płaskich butów do wielogodzinnych spacerów. Widzę je raczej jako bardziej elegancką parę na dni, kiedy zależy mi na dopracowanym wyglądzie. Do pracy, na spotkanie, do restauracji czy na rodzinne wyjście mogą pasować znakomicie, pod warunkiem że dobrze leżą na stopie.

Podoba mi się również to, że ich wygląd nie jest uzależniony od jednego sezonowego trendu. Czarna skóra, smukły obcas i wydłużony nosek to elementy, które regularnie pojawiają się w modzie. Odpowiednio pielęgnowane botki o takim charakterze mogą więc służyć znacznie dłużej niż przez jedną jesień.

Z czym nosiłabym botki z H&M? Mam trzy pomysły na stylizacje w paryskim stylu

Pierwszy zestaw, który przyszedł mi do głowy, to proste granatowe jeansy, kremowy golf i długi wełniany płaszcz w kolorze camelowym. Do tego niewielka czarna torebka i właściwie niczego więcej nie potrzeba. Lubię takie połączenia, bo wyglądają elegancko, ale nadal swobodnie. Faktura botków sprawiłaby, że całość nie byłaby zbyt zachowawcza.

Druga propozycja jest bardziej kobieca. Wybrałabym dzianinową sukienkę midi w kolorze czekoladowego brązu albo grafitu. Do tego czarne rajstopy i właśnie te botki. Smukły nosek dobrze współgrałby z długością sukienki, a wyższa cholewka pozwoliłaby stworzyć spójną linię między butami a resztą stroju.

Nie rezygnowałabym też ze spódnic. Szczególnie ciekawie widzę ten model z prostą, lekko rozkloszowaną spódnicą midi i krótszym kardiganem. To zestaw, który mogłabym założyć zarówno na spotkanie z przyjaciółką, jak i na kolację. Wystarczyłoby zamienić dużą codzienną torbę na małą skórzaną torebkę, żeby nadać mu bardziej wieczorowy charakter.

Trzecia stylizacja to moja ulubiona wersja elegancji na co dzień. Czarne spodnie z prostą nogawką, biała koszula, miękki szary sweter i dłuższa marynarka. W takim zestawie botki z krokodylą fakturą byłyby najmocniejszym akcentem. Nie dodawałabym już wzorzystej torebki ani wyrazistej biżuterii. Delikatne kolczyki i klasyczny zegarek zupełnie by mi wystarczyły.

Przy spodniach zwróciłabym uwagę przede wszystkim na długość nogawek. Najbardziej podoba mi się efekt, kiedy materiał delikatnie opiera się na cholewce albo częściowo ją zakrywa. Z kolei przy spódnicy midi chętnie pokazałabym cały fason buta, bo właśnie jego smukła linia stanowi o charakterze stylizacji.

Czarne botki mają jeszcze jedną zaletę, którą szczególnie doceniam. Dobrze wyglądają nie tylko z czernią, szarością i beżem. Świetnie połączyłabym je również z bordowym płaszczem, oliwkową spódnicą czy swetrem w odcieniu ciemnej czekolady. Przy takiej fakturze nie trzeba obawiać się, że całość będzie wyglądać zbyt zwyczajnie.

I chyba właśnie dlatego ten model z H&M tak mnie zainteresował. Nie wymaga kupowania nowych ubrań ani wymyślania skomplikowanych zestawów. Wystarczy kilka klasycznych rzeczy, które prawdopodobnie już mamy w szafie, żeby stworzyć stylizację z odrobiną paryskiego szyku. A eleganckie buty, które potrafią odmienić dobrze znane ubrania, zawsze mają u mnie dodatkowy punkt.


Czytaj także: