Jesienią najwięcej uwagi poświęcam butom. Mogę mieć na sobie najprostsze jeansy, zwykły sweter i płaszcz sprzed kilku sezonów, ale odpowiednio dobrane botki potrafią nadać całości zupełnie inny charakter. Ostatnio coraz częściej oglądam modele w odcieniach kawy z mlekiem, przygaszonego brązu i szarości. Są delikatniejsze od czerni, a przy tym nie wyglądają tak oczywiście jak jasny beż. Właśnie dlatego zainteresowała mnie propozycja marki Jenny, którą znalazłam w CCC.

WIDEO…

player placeholder

Botki Jenny z CCC mają kolor, który wygląda naprawdę elegancko. Odcień taupe suede pasuje do jesiennej klasyki

Pierwsze, na co zwróciłam uwagę, to oczywiście kolor. Taupe suede jest czymś pomiędzy ciepłym beżem, szarością a delikatnym brązem. Nie jest ani zbyt jasny, ani przesadnie ciemny. Ma w sobie tę charakterystyczną, przygaszoną tonację, która świetnie wygląda w towarzystwie jesiennych ubrań.

Botki Jenny z CCC mają zamszowy wygląd, prostą cholewkę sięgającą ponad kostkę i szeroką, ciemną podeszwę. Po bokach widać elastyczne wstawki, które nawiązują do klasycznych sztybletów. Całość wygląda nowocześnie, ale bez przesadnie sportowego charakteru.

Zobacz także:

Najbardziej podoba mi się zestawienie delikatnego koloru cholewki z czarnym spodem. Ten kontrast sprawia, że buty nie wyglądają mdło, nawet gdy połączymy je z jasnymi spodniami czy kremowym swetrem. Ciemna podeszwa dodaje im wyrazistości, a jednocześnie dobrze komponuje się z czarną torebką, paskiem czy guzikami płaszcza.

W CCC model Jenny został pokazany w cenie 149,99 zł. Na załączonej stronie widoczna jest również oferta rabatu 30% przy zakupie minimum dwóch produktów, naliczanego w koszyku. Warunki promocji i aktualną cenę najlepiej sprawdzić przed zakupem.

Przyznam, że właśnie takie modele lubię wyszukiwać w popularnych sieciówkach. Nie potrzebuję kolejnej pary butów z dużymi ozdobami, klamrami czy błyszczącymi elementami. Wolę ciekawy kolor, dobrą linię i fason, który nie znudzi mi się po kilku tygodniach.

Botki Jenny z CCC
Fot. ccc.eu

Kontrastowy słupek i grubsza podeszwa robią tutaj różnicę. Takie botki mogą spodobać się szczególnie 50-latkom

Przy wyborze jesiennych botków zawsze przyglądam się obcasowi. Cienkie szpilki wyglądają efektownie, ale na co dzień zdecydowanie bliżej mi do szerokich słupków. Dają większą powierzchnię podparcia i zwykle łatwiej zachować na nich stabilność.

W modelu Jenny obcas ma właśnie taki masywniejszy, słupkowy kształt. Jest połączony z grubszą, wyraźnie profilowaną podeszwą. Czerń mocno kontrastuje z odcieniem taupe, co nadaje butom nieco bardziej zdecydowany charakter.

Podoba mi się też to, że słupek nie wygląda jak osobny, doklejony element. Wizualnie tworzy spójną całość z podeszwą. Buty mają przez to bardziej współczesną linię, a mimo masywniejszego spodu nie tracą swojego kobiecego charakteru.

Myślę, że taki fason może szczególnie zainteresować kobiety po 50-tce, które lubią buty na podwyższeniu, ale niekoniecznie chcą chodzić na wąskim obcasie. Szeroki słupek sprzyja stabilniejszemu stawianiu kroków, choć o rzeczywistej wygodzie decydują również dopasowanie, wkładka i konstrukcja całego buta. Tego nie da się ocenić wyłącznie na podstawie zdjęcia.

Zwróciłam też uwagę na wysokość cholewki. Botki kończą się ponad kostką, więc dobrze wyglądają ze spodniami o prostych lub lekko szerszych nogawkach. Przy takich fasonach nie trzeba kombinować z układaniem materiału. Nogawka może swobodnie opadać na górną część buta.

A co ze spódnicami? Tutaj postawiłabym na długość midi. Masywniejsza podeszwa ciekawie kontrastuje z miękką dzianiną czy zwiewniejszym materiałem. Sama najchętniej wybrałabym prostą spódnicę w kolorze czekoladowym i jasny golf. Takie zestawienie wygląda elegancko, ale nie jest przesadnie formalne.

Nie bez znaczenia pozostaje również kolor podeszwy. Ciemny spód jest praktyczniejszy wizualnie od bardzo jasnego, na którym zabrudzenia mogą być bardziej widoczne. Przy jesiennym obuwiu to dla mnie dodatkowy argument.

Z czym nosić botki taupe suede po 50-tce? Mam trzy pomysły, które nie wymagają wymiany garderoby

Najbardziej oczywiste połączenie to jeansy, ale niekoniecznie klasyczne rurki. Do tych botków wybrałabym denim o prostej nogawce, najlepiej w średnim lub ciemnym odcieniu niebieskiego. Do tego kremowy sweter, beżowy płaszcz i niewielka brązowa torebka. Kolor taupe ładnie połączy chłodniejszy odcień jeansów z cieplejszą górą stylizacji.

Drugi zestaw widzę w bardziej eleganckim wydaniu. Czarne spodnie z szeroką nogawką, jasna koszula i karmelowy płaszcz. Botki w takim odcieniu przełamią dominację czerni i sprawią, że całość będzie wyglądała nieco lżej. Nie trzeba przy tym dobierać torebki dokładnie pod kolor butów. Czekoladowy brąz albo klasyczna czerń będą równie dobrym wyborem.

Trzecia propozycja jest najbardziej kobieca. Dzianinowa sukienka midi, najlepiej w kolorze śmietankowym, grafitowym lub ciemnobrązowym, a do tego botki Jenny i dłuższy płaszcz. Lubię takie zestawienia, bo nie wymagają wielu dodatków. Wystarczą niewielkie kolczyki, prosta torebka i ewentualnie szal.

Przy sukienkach zwróciłabym jedynie uwagę na proporcje. Masywniejsze botki najlepiej wyglądają, gdy między cholewką a dołem sukienki pozostaje trochę przestrzeni albo gdy cała stylizacja jest utrzymana w podobnej tonacji. Nie jest to sztywna zasada, ale często pomaga uzyskać bardziej harmonijny efekt.

Odcień taupe daje jeszcze jedną ciekawą możliwość. Można zestawiać go z ubraniami w kolorach, które nie zawsze dobrze współpracują z typowym, żółtawym beżem. Mam na myśli chociażby bordo, oliwkową zieleń, grafit czy chłodny granat. Szczególnie podoba mi się połączenie taupe z burgundowym swetrem i ciemnymi jeansami. Jest jesienne, ale nie wygląda ciężko.

Zresztą wcale nie trzeba kupować nowych ubrań, żeby wykorzystać potencjał takich butów. Wystarczy wyjąć z szafy ulubione spodnie, prosty płaszcz i dzianinę w neutralnym kolorze. Botki zrobią resztę, dodając stylizacji trochę charakteru.

Model Jenny z CCC zwrócił moją uwagę przede wszystkim dlatego, że łączy kilka rzeczy, których szukam w jesiennym obuwiu. Ma spokojny, elegancki kolor, wyrazistą podeszwę i szeroki obcas. Nie wygląda jak but przeznaczony wyłącznie do jednej stylizacji. A właśnie takie zakupy lubię najbardziej, kiedy nowa para pasuje do ubrań, które już od dawna mam w szafie.


Czytaj także: