Rosół był moją ukochaną zupą od kiedy tylko pamiętam. Prawdopodobnie to dlatego, że zarówno moja babcia, jak i mama gotowały go po mistrzowsku i u każdej z nich dokładkom nie było końca. Podpatrując oba te kulinarne autorytety sama nauczyłam się robić tę pozornie prostą zupę w taki sposób, aby miała maksimum smaku i aromatu.
WIDEO…
Zaskoczyło mnie to, że dobre mięso to tylko połowa sukcesu i ogromne znaczenie odgrywają same warzywa. Klasyczna opalona cebula i obrana włoszczyzna nie wystarczą, aby wywar zachwycał smakiem. Potrzebny jest jeszcze 1 niepozorny dodatek z warzywniaka, który robi całą robotę.
Jak zrobić rosół o głębokim smaku i aromacie?
Każdy przepis na domowy rosół zaczyna się od wyboru jakościowego mięsa i warzyw. Moja mama i babcia również pilnowały tego etapu i używały sporej ilości mieszanych mięs oraz dużo marchewki i pietruszki oraz nieco mniej selera. Do tego w garnku obowiązkowo lądowała też opalona nad ogniem cebula i kawałek pora oraz liście selera. Potem jednak przychodził moment, który nie w każdym domu był tak popularny, czyli dodatek 2 ząbków czosnku. Wiem, że dla wielu osób może to być dość niecodzienny składnik jak na klasyczny rosół, ale moim zdaniem to właśnie on sprawia, że zupa wchodzi na wyższy poziom.
Ważne jest tylko to, kiedy i jak dodamy czosnek do rosołu, dlatego trzeba dopilnować kilku kwestii. Po pierwsze, ząbki mają być w łupinkach, bo one też mają mnóstwo aromatu i szkoda się go pozbywać. Trzeba tylko pozwolić tym walorom się uwolnić, dlatego najlepiej jest miażdżyć czosnek bokiem noża lub dociskając go pod deską do krojenia. W ten sposób czosnek w łupinkach trochę popęka, ale nadal zostanie z przyczepioną skórką, a o to właśnie nam chodzi.
A kiedy dodać czosnek do rosołu? Najlepiej razem ze wszystkimi innymi warzywami, czyli po wstępnym obgotowaniu mięsa i zebraniu szumowin. Wydawać by się mogło, że lepiej będzie dorzucić go do wywaru pod koniec, aby jego zapach i smak były intensywniejsze, ale właśnie tutaj kryje się haczyk, bo wtedy mógłby zdominować cały rosół, a nie o to tu chodzi. Czosnek ma tylko podbić smaki i aromaty dobrze nam znane, a nie zamienić całość w zupę czosnkową.
Inny przydatny trik na esencjonalny rosół
Czosnek to jednak tylko dodatek, który robi swego rodzaju kropkę nad i, a podstaw dobrego rosołu jest znacznie więcej. Dla mnie najlepszym trikiem, bez którego nie wyobrażam już sobie gotowania takiej zupy, jest podpiekanie warzyw przed wrzuceniem ich do garnka. Co prawda moja mama czy babcia nigdy tego nie robiły, ale gdy tylko znalazłam ten trik w sieci i przetestowałam go w swojej kuchni, od razu wiedziałam, że to strzał w dziesiątkę. Tak przygotowany rosół miał bowiem znacznie bogatszy smak i apetyczny złocisty kolor.
Jak to wygląda w praktyce? Marchew, korzeń pietruszki i selera oraz pora z cebulą po prostu obieram i kroję na mniejsze kawałki, a potem przekładam na blachę i lekko skrapiam oliwą lub olejem. Potem wystarczy około 20-30 minut w rozgrzanym piekarniku i gotowe - warzywa nabierają pięknego koloru, ale i głębszego smaku oraz zapachu. Potem już tylko przerzucam je do garnka z gotującym się mięsem, dodaję 2 zmiażdżone ząbki czosnku i wszystko dalej już robi się samo.
Czytaj także:
- Mdła zupa dyniowa to przeszłość. Od kiedy dodaję do garnka złote trio, każdy prosi o przepis i dokładkę
- Pieczony rosół 1:3 nie ma sobie równych. Takiego smaku i koloru nie uzyskasz innymi metodami
- Rozgrzewająca zupa z cukinii to mój jesienny hit. Wychodzi ultra kremowa dzięki 1 składnikowi