Ten zabieg planuję dla pelargonii stojących jeszcze na balkonie lub tarasie, w których podłożu rozpoznałam larwy opuchlaków. Przygotowania do zimowania są dobrym momentem na taką kontrolę. Pamiętaj jednak, że szkodniki żerujące przy korzeniach mogą pozostać niewidoczne podczas oglądania samych liści i pędów.
WIDEO…
Termin wyznaczam przed przeprowadzką do wnętrza, a temperaturę sprawdzam bezpośrednio w ziemi
Zabieg robię w połowie października, 7-14 dni przed wniesieniem rośliny do mieszkania. Ten termin łączę z pomiarem temperatury podłoża: musi mieć co najmniej 5°C, żeby preparat biologiczny mógł zadziałać. Ciepłe popołudnie na balkonie nie zastępuje sprawdzenia ziemi wewnątrz doniczki.
Termometr umieszczam w podłożu, w strefie korzeni, a wynik odczytuję po ustabilizowaniu wskazania. Przy temperaturze bliskiej dolnej granicy sprawdzam również, czy nadchodzące chłodne dni nie przyniosą dalszego wychłodzenia doniczek. Warunek temperaturowy dotyczy działania żywego preparatu, więc uwzględniam go również po podlaniu.
Jeśli chłód wymusza wcześniejsze wniesienie doniczek, dalszą pielęgnację podłoża prowadzę już w osłoniętym miejscu. Liczy się utrzymanie warunków, a nie pozostawienie doniczek na balkonie za wszelką cenę.
Nicienie docierają do larw. Taka ochrona korzeni ułatwia pelargoniom zimowanie
Do zwalczania opuchlaków wybieram nicienie owadobójcze Steinernema kraussei, kupowane jako żywy preparat do podlewania podłoża. W ziemi wyszukują one larwy opuchlaków, wnikają do ich ciała i uwalniają bakterie, które prowadzą do śmierci szkodnika. Podlewanie kieruję więc tam, gdzie larwy żerują, czyli w okolice korzeni.
Larwy rozpoznaję po kremowobiałym ciele, brązowej głowie i charakterystycznym wygięciu przypominającym literę C. Wygryzienia na brzegach liści wskazują natomiast na aktywność dorosłych opuchlaków. Ślady na liściach są wskazówką do kontroli, natomiast sam preparat stosowany do ziemi zwalcza stadium larwalne.
Najważniejszy efekt rozgrywa się pod powierzchnią: ograniczenie liczby larw oznacza mniej podgryzanych korzeni. Właśnie dlatego zajmuję się nimi przed zimowaniem, gdy zależy mi na zachowaniu sprawnej bryły korzeniowej pelargonii. Zabieg przerywa dalsze niszczenie tej części rośliny, która ma utrzymać ją przez kolejne miesiące.
Porcję obliczam z powierzchni. Zawiesinę mieszam także podczas podlewania
Stosuję 0,5 mln nicieni na 1 m² powierzchni podłoża, w 4-5 l wody na 1 m². Dla doniczki o średnicy 20 cm odpowiada to około 15 tys. nicieni w 150 ml wody. Porcję wyliczam z liczby nicieni podanej na opakowaniu, według tej proporcji.
Przygotowuję zawiesinę zgodnie z etykietą i z niej odmierzam wyliczoną porcję. Preparatu nie dzielę na oko. Mieszam zawiesinę również przed pobraniem kolejnej porcji, ponieważ nicienie szybko osiadają na dnie. Gotową mieszakę wykorzystuję od razu, a jeśli etykieta wymaga zużycia całego opakowania, wcześniej przygotowuję odpowiednią liczbę doniczek do zabiegu.
Podlewam już wilgotne podłoże, rozprowadzając zawiesinę równomiernie wokół nasady pędów i unikając wypływania jej dołem doniczki. Wybieram pochmurny dzień albo wieczór, ponieważ nicienie są wrażliwe na bezpośrednie słońce.
Wilgotność kontroluję przez dwa tygodnie, także po wniesieniu doniczek
Po zabiegu utrzymuję ziemię stale lekko wilgotną przez 14 dni. To część działania preparatu: nicienie przemieszczają się w wilgotnym podłożu i w takich warunkach docierają do larw. Kontroluję ziemię każdego dnia.
Po przeniesieniu pelargonii zapisany termin nadal obowiązuje. Jeśli wnoszę je tydzień po zabiegu, przez kolejny tydzień pilnuję lekkiej wilgotności; sama zmiana miejsca nie kończy pielęgnacji potrzebnej nicieniom. Przy kontroli sięgam pod powierzchnię ziemi, ponieważ wygląd suchego wierzchu nie mówi jeszcze, jak wilgotno jest głębiej.
Efekt oceniam w podłożu, podczas ostrożnej kontroli strefy korzeni po 2-4 tygodniach, szukając żywych larw. Nie wyjmuję codziennie całej bryły, żeby sprawdzać przebieg zabiegu. Po czternastym dniu kończę okres utrzymywania stałej lekkiej wilgotności, a dalsze podlewanie dopasowuję do warunków zimowania pelargonii.
Czytaj także:
- Hortensja nie lubi stać w takim miejscu. Żeby zachowała pąki przez zimę, chronię ją w prosty sposób
- Borówkę amerykańską sadzę metodą „na zapas”. Dziadek miał rację - to pomaga sadzonce przetrwać deszczowy czas
- Białe kłaczki przy pąkach grudnika to sygnał do szybkiego działania. Zanurz wacik w tym roztworze, szkodniki znikną jak zły sen