Mączniak prawdziwy to jedna z najczęstszych chorób ogórków, cukinii, dyni, floksa czy róż. Gdy zauważymy pierwsze białe plamy, liczy się szybka reakcja. Równie ważne jest jednak to, co zrobimy z porażonymi liśćmi. Jeśli postąpisz z nimi niewłaściwie, jak ja kiedyś, nieświadomie stworzysz źródło kolejnych infekcji. 

WIDEO

player placeholder

Zerwałam wszystkie chore liście. Później popełniłam błąd, którego długo żałowałam

Kiedy pierwszy raz walczyłam z mączniakiem na ogórkach i cukiniach, wydawało mi się, że postępuję wzorowo. Pozrywałam wszystkie liście z białym nalotem, zebrałam je do wiadra i... wysypałam do kompostownika, który znajduje się blisko warzywniaka. Część drobniejszych kawałków zostawiłam nawet pod krzakami, myśląc, że szybko się rozłożą i zasilą ziemię.

Byłam przekonana, że choroba ustępuje. Niestety wkrótce biały nalot pojawił się na kolejnych liściach. Musiałam ponownie usuwać porażone fragmenty i jeszcze raz wykonywać oprysk.

Zobacz także:

Dopiero później dowiedziałam się, że jeżeli taki kompost wróci później na grządki, może stać się źródłem nowych infekcji. Zresztą zarodniki potrafią podróżować z wiatrem z kompostownika na grządki. Z kolei zostawianie porażonych zerwanych liści pod roślinami to chyba najgorszy pomysł z możliwych, bo zarodniki mają bardzo blisko do zdrowych liści.

Mączniak nie jest prawdziwą zarazą, ale jego zarodniki bardzo łatwo się rozprzestrzeniają

Choć wielu domorosłych ogrodników mówi o „zarazie”, mączniak prawdziwy jest chorobą wywoływaną przez grzyby z rzędu mączniakowców. Tworzą one ogromne ilości zarodników, które wiatr z łatwością przenosi na kolejne rośliny.

To właśnie dlatego tak ważne jest szybkie usuwanie porażonych liści. Im dłużej pozostają na roślinie, tym więcej zarodników trafia do otoczenia. Nawet zerwane liście nadal mogą być ich źródłem przez pewien czas.

Nie oznacza to jednak, że po zauważeniu pierwszych plam trzeba ogołocić całą roślinę. Usuń przede wszystkim liście najmocniej porażone. Zdrowe pozostaw, ponieważ nadal są potrzebne do fotosyntezy i odżywiania owoców.

Teraz robię to zupełnie inaczej. Chore liście od razu wynoszę z ogrodu

Dziś już nie ryzykuję. Wszystkie mocno porażone liście od razu zbieram do worka i usuwam zgodnie z lokalnymi zasadami gospodarowania odpadami zielonymi. Nie wrzucam ich na kompost i nie zostawiam na rabacie. Kiedyś ogrodnicy palili takie odpady, dzisiaj tego robić nie wolno.

Jeżeli podczas pracy któryś liść rozpadnie się na kawałki, staram się zebrać również te drobne fragmenty. To drobiazg, ale ogranicza liczbę zarodników pozostających w pobliżu roślin.

Po zakończeniu pracy myję również sekator lub nożyczki, jeśli ich używałam. To szczególnie ważne wtedy, gdy przechodzę od jednej rośliny do drugiej. 

Samo usunięcie liści nie wystarczy. Trzeba jeszcze ograniczyć rozwój choroby

Dopiero po usunięciu porażonych liści wykonuję oprysk. W przypadku niewielkich objawów może to być oprysk domowy lub preparat na bazie wodorowęglanu potasu. Jeżeli choroba rozwija się bardzo szybko, warto sięgnąć po fungicyd zarejestrowany do ochrony konkretnego gatunku rośliny i stosować go zgodnie z etykietą.

Staram się podczas podlewania moczyć wyłącznie glebę, a nie liście, oraz nie dopuszczać do nadmiernego zagęszczenia roślin. Lepsza cyrkulacja powietrza sprawia, że liście szybciej wysychają po deszczu i są mniej podatne na mączniaka.


Czytaj także: