Mam torebki, w których mogłabym spokojnie spakować się na weekend. I takie, do których z trudem mieszczą się telefon, klucze i pomadka. Problem w tym, że niezależnie od wielkości zwykle noszę w nich znacznie więcej, niż naprawdę potrzebuję. Paragony, stare bilety, kilka kosmetyków, których i tak nie używam w ciągu dnia, i całą masę drobiazgów, które jakimś cudem trafiają do środka.
Dlatego pomysł torebki, która właściwie jest portfelem z miejscem na telefon, wydał mi się interesujący. Choć przyznaję, że początkowo bardziej podobał mi się jej wygląd niż sama idea ograniczenia bagażu do minimum.
Telefon na przyssawkach? Przyznam, że miałam wątpliwości
Phone Purse to projekt polskiej marki Mandel. Niewielka, czarna torebka wykonana z włoskiej skóry naturalnej, z częścią portfelową i dość nietypowym sposobem mocowania telefonu. Zamiast chować smartfon do kieszonki, przyczepiamy go do zewnętrznej strony torebki za pomocą przyssawek.
To właśnie ten element najbardziej mnie zaintrygował. Pomysł ciekawy, ale od razu pojawiło się pytanie: "Czy telefon rzeczywiście będzie się trzymał?".
Postanowiłam sprawdzić. Przyłożyłam telefon szklaną stroną do przyssawek i... miałam problem, żeby go odczepić. Trzymał się tak mocno, że przez chwilę zastanawiałam się, czy przypadkiem nie przesadziłam z tym testowaniem. Szybko okazało się, że moje obawy o skuteczność mocowania były niepotrzebne.
Testowałam wersję z szerokim paskiem i to również był dobry wybór. Pasek nie zsuwa się z ramienia, a torebka wygodnie układa się przy ciele. Niby oczywistość, ale wystarczy przypomnieć sobie, ile razy poprawiałyśmy pasek zwykłej torebki podczas spaceru, zakupów czy zabawy z dzieckiem.
Właśnie takie detale decydują o tym, czy jakiś dodatek tylko ładnie wygląda, czy rzeczywiście chce się go nosić.
Na plac zabaw z dzieckiem? Właśnie po to jest taka torebka
Nie spodziewałam się, że właśnie w takich zwyczajnych sytuacjach będę doceniała ją najbardziej.
Kiedy wychodzę z synem na plac zabaw, naprawdę nie potrzebuję dużej torebki. Telefon, klucze, karta płatnicza i właściwie tyle. Za to potrzebuję wolnych rąk. Żeby pomóc mu wejść na drabinki, pobawić się razem z nim albo po prostu nie zastanawiać się, gdzie odłożyć swoje rzeczy.
Zwykła torebka potrafi wtedy przeszkadzać. Zsuwa się z ramienia, obija o biodro, a jeśli postawię ją na ławce, muszę co chwilę zerkać, czy nadal tam jest.
Phone Purse zakładam przez ramię i praktycznie przestaję o niej myśleć. Nie ciąży, nie wymaga pilnowania, a wszystko, czego potrzebuję, mam przy sobie.
Podobnie jest podczas spaceru z psem, szybkiego wyjścia po kawę czy zakupów, kiedy nie planuję zabierać ze sobą niczego poza absolutnym minimum. W takich sytuacjach duża torebka jest po prostu zbędna.
Na lotnisku liczy się każda wolna ręka
Kto podróżuje, ten zna ten moment. W jednej ręce walizka, w drugiej kawa, a telefon z kartą pokładową oczywiście jest potrzebny właśnie teraz. Za chwilę trzeba go schować, wyjąć ponownie, pokazać kod QR, sprawdzić numer bramki. I jeszcze znaleźć dokumenty, które przecież przed chwilą gdzieś były.
W takich momentach mała torebka noszona blisko ciała okazuje się wygodniejsza niż duża shopperka, w której wszystko gdzieś znika.
Phone Purse nie zastępuje oczywiście bagażu podręcznego, ale pozwala oddzielić najważniejsze drobiazgi od całej reszty. Telefon jest dostępny od razu, karty i dokumenty mają swoje miejsce, a ręce pozostają wolne.
Podobnie sprawdza się podczas zwiedzania miasta. Szczególnie kiedy co chwilę korzystamy z mapy, robimy zdjęcia albo płacimy za kawę. Nie trzeba zdejmować plecaka ani otwierać dużej torby, żeby dostać się do rzeczy, których używamy najczęściej.
A co zrobić z torebką, kiedy chce się tańczyć?
Jest jeszcze jedna sytuacja, w której tradycyjne torebki potrafią być wyjątkowo irytujące. Wieczorne wyjście ze znajomymi, szczególnie takie, które kończy się na parkiecie.
Znasz ten dylemat? Zostawić torebkę przy stoliku? Niezbyt bezpiecznie. Trzymać ją w ręce? Niewygodnie. Oddać do szatni? A co z telefonem i kartą, kiedy chcę zamówić coś przy barze?
Nawet niewielka kopertówka potrafi być problemem, kiedy chcemy po prostu potańczyć.
I tu Phone Purse naprawdę ma sens. Szeroki pasek pozwala nosić ją przez ramię, blisko ciała, a najpotrzebniejsze rzeczy mieć przy sobie. Nie trzeba co chwilę wracać do stolika ani zastanawiać się, czy telefon nadal leży tam, gdzie go zostawiłyśmy.
Wreszcie można po prostu tańczyć. Niby drobiazg, ale właśnie z takich drobiazgów składa się wygoda.
Nie tylko praktyczna. Po prostu ładna
W przypadku Mandel podoba mi się jeszcze jedno: funkcjonalność nie zdominowała wyglądu. Torebka ma prostą formę, bez zbędnych ozdób. Jest minimalistyczna, ale nie nudna.
To jeden z tych dodatków, które nie muszą grać pierwszych skrzypiec w stylizacji. Pasują do wielu rzeczy, a jednocześnie przyciągają uwagę nietypowym rozwiązaniem.
Szeroki pasek nadaje jej swobodniejszy charakter. Z eleganckim płaszczem tworzy ciekawy kontrast, a z bluzą i sneakersami wygląda zupełnie naturalnie. Czarna skóra sprawia, że równie dobrze wyobrażam ją sobie z jeansami i marynarką, jak z prostą sukienką na wieczorne wyjście.
I właśnie ta uniwersalność sprawia, że nie traktuję jej wyłącznie jako torebki na specjalne okazje. Nie muszę zastanawiać się, czy pasuje do tego, co akurat mam na sobie.
Czy ma jakieś wady?
Oczywiście. Przede wszystkim trzeba pogodzić się z tym, że nie zabierzemy w niej wszystkiego, co zwykle nosimy. Jeśli lubisz mieć przy sobie kosmetyczkę, okulary, notes i pół zawartości domowej szuflady, Phone Purse nie zastąpi ci codziennej torby.
To również nie jest tani dodatek. Płacimy za naturalną skórę, projekt i nietypowe rozwiązanie, a nie za pojemność. Dlatego przed zakupem warto zastanowić się, czy rzeczywiście lubimy wychodzić z domu z niewielką liczbą rzeczy.
Warto też pamiętać, że mocowanie telefonu na przyssawkach jest czymś innym niż schowanie go w zamykanej kieszeni. Choć w moim teście trzymały naprawdę mocno, przed wyjściem zawsze upewniłabym się, że telefon jest prawidłowo przymocowany.
Dla mnie największą zaletą okazało się jednak właśnie ograniczenie miejsca. Nie pakuję niczego na zapas, bo zwyczajnie nie mam gdzie. I bardzo często okazuje się, że wcale tego nie potrzebuję.
Czy kupiłabym ją ponownie?
Najbardziej lubię przedmioty, które nie wymagają ode mnie zmiany przyzwyczajeń, tylko ułatwiają codzienność. I właśnie za to polubiłam Phone Purse. Nie jest to torebka na wszystko. Nie zastąpi ulubionej shopperki ani większej listonoszki, ale są sytuacje, w których okazuje się znacznie wygodniejsza od obu.
Na placu zabaw, podczas spaceru, w podróży, na koncercie czy na wieczornym wyjściu, które może skończyć się tańcami. Wszędzie tam, gdzie chcę mieć najważniejsze rzeczy przy sobie, ale ręce pozostawić wolne.
I chyba właśnie to najbardziej mnie w niej przekonało. Nie to, że mieści dużo - wręcz przeciwnie, że mogę zabrać naprawdę niewiele i odkryć, że niczego więcej mi nie potrzeba.