Mam słabość do modnych butów, ale nie lubię wydawać na nie całej wypłaty. Szczególnie gdy chodzi o fason, który po prostu bardzo mi się podoba, a nie o coś, bez czego nie mogę się obejść. Zdarza mi się miesiącami oglądać jedną parę, dodawać ją do ulubionych i za każdym razem rezygnować przy kasie. Czasami jednak takie odkładanie zakupu wychodzi na dobre. Ostatnio przekonałam się o tym podczas przeglądania zimowego obuwia.
WIDEO…
Kultowe UGG od dawna były moim modowym marzeniem. Jednak cena skutecznie studziła mój zapał
Na punkcie śniegowców UGG mam małą obsesję. Szczególnie podobają mi się te niskie, wsuwane modele, które wyglądają trochę jak luksusowa wersja domowych kapci. Od dłuższego czasu zerkałam na model Tazzelle dostępny w Eobuwie. Ma zaokrąglony przód, ogromny kołnierz z jasnego futerka i charakterystyczną, grubą platformę. Wygląda tak przytulnie, że aż chciałoby się wsunąć w niego stopy i nie zdejmować butów przez cały dzień.
UGG to zresztą marka, której chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Jej śniegowce stały się rozpoznawalne na całym świecie, a charakterystyczne fasony od lat pojawiają się w zimowych stylizacjach. Przyznam, że prestiż marki również trochę na mnie działa. Jest coś przyjemnego w posiadaniu rzeczy, o której marzyło się przez długi czas.
Model Tazzelle ma jednak do zaoferowania znacznie więcej niż samo logo. Cholewkę wykonano z naturalnego zamszu, a wnętrze i wkładkę wykończono owczym kożuchem. Producent zastosował również technologię UGGplush, związaną z miękkością i komfortem oraz lekką podeszwę Treadlite. Platforma ma 4 cm wysokości, więc dodatkowo unosi sylwetkę.
Oczywiście doceniam dobry skład i jakość wykonania, ale nie były one dla mnie aż tak ważne, żeby bez wahania wydać fortunę. Tym bardziej że w Eobuwie za wymarzony model trzeba zapłacić 789,99 zł. Za każdym razem, kiedy widziałam tę kwotę, mój zakupowy entuzjazm wyraźnie malał.
Przez długi czas kończyło się więc na oglądaniu UGG i odkładaniu decyzji na później. Teraz cieszę się, że nie kupiłam ich pod wpływem impulsu. W CCC znalazłam bowiem znacznie tańsze buciki, które mają dokładnie ten rodzaj uroku, za jaki polubiłam droższy model.
Zimowe buty z CCC przypominają moje wymarzone UGG. Za model Jenny zapłaciłam prawie 8 razy mniej
Kiedy zobaczyłam śniegowce Jenny w CCC, od razu skojarzyły mi się z wymarzonymi UGG. Mają bardzo podobną konstrukcję, czyli niski, wsuwany fason z zaokrąglonym przodem i puszystym futerkiem wokół górnej krawędzi. Wyglądają jak mięciutkie kapcie przygotowane na wyjście z domu, a właśnie taki efekt najbardziej mi się podobał.
W obu modelach uwagę przyciąga szeroki futerkowy kołnierz. W UGG jest jasny, niemal kremowy, natomiast w Jenny ma ciepły, brązowy odcień. Tańsze buciki mają również beżową cholewkę o zamszopodobnym wykończeniu, która pięknie współgra z futerkiem. Kolorystycznie są więc nieco inne, ale zachowują ten sam przytulny, zimowy charakter.
Bardzo podobnie wyglądają też podeszwy. W modelu Jenny platforma ma 3,5 cm wysokości, czyli tylko pół centymetra mniej niż w droższych UGG. Jest szeroka, utrzymana w zbliżonym do cholewki odcieniu i delikatnie unosi całą sylwetkę. Podoba mi się to, że takie buty wyglądają ciekawie nawet z najprostszymi spodniami.
Materiały obu modeli wyraźnie się różnią. UGG wykorzystuje naturalny zamsz i owczy kożuch, natomiast śniegowce Jenny wykonano z materiałów tekstylnych. Tańsza para ma również ocieplone wnętrze, które pomaga utrzymać przyjemne ciepło podczas chłodniejszych dni. Mi zależało jednak przede wszystkim na podobnym wyglądzie, więc takie rozwiązanie w zupełności odpowiada moim zakupowym oczekiwaniom.
Największa niespodzianka czekała oczywiście przy cenie. W CCC śniegowce Jenny kosztują 99,99 zł. To aż 690 zł mniej niż za model UGG, który tak długo oglądałam. Za kwotę jednej pary droższych butów można byłoby kupić niemal osiem par tych tańszych.
Na te buciki też warto rzucić okiem: Botki w stylu modnych Skandynawek potaniały o 50% w Deichmann. Mają otulające futerko i sporo miejsca na palce
Ostatecznie zdecydowałam się na model Jenny i wcale nie żałuję, że moje wymarzone UGG nadal pozostają na liście zachcianek. Chodziło mi przecież o puszyste futerko, charakterystyczną platformę i ten uroczy, kapciowy fason. Wszystko to znalazłam w CCC, a różnicę w cenie zdecydowanie wolę zachować na inne przyjemności.