Z czapkami mam jeden podstawowy problem. Wychodzę z domu z ułożoną fryzurą, a po zdjęciu nakrycia głowy włosy są przyklapnięte, grzywka żyje własnym życiem i najchętniej od razu sięgnęłabym po szczotkę. Zimą dochodzi jeszcze kwestia szalika, który trzeba odpowiednio ułożyć, żeby nie przeszkadzał pod kołnierzem płaszcza. Dlatego coraz bardziej przekonują mnie dodatki, które łączą kilka funkcji. Nie potrzebuję kolejnych rzeczy do poprawiania przed lustrem, tylko czegoś, co mogę szybko założyć i wyjść z domu. Właśnie z tego powodu zwróciłam uwagę na nietypowy komin z Renee.

WIDEO…

player placeholder

Zamiast zwykłej czapki wybrałabym komin z Renee. Ma wełnę w składzie i kosztuje niecałe 40 zł

W Renee znalazłam jasnobeżowy komin Ardoa, który bardziej przypomina dzianinowy kaptur niż klasyczny szalik. Zakrywa głowę, otula szyję i ma regulowane troczki, którymi można dopasować jego ułożenie przy twarzy. Nie trzeba więc osobno dobierać czapki i szalika ani zastanawiać się, czy ich kolory do siebie pasują.

Najbardziej zainteresował mnie sam fason. W przeciwieństwie do tradycyjnej, dopasowanej czapki komin nie musi tak mocno przylegać do całej głowy. Można ułożyć go nieco luźniej, zostawiając więcej miejsca na włosy. Dla mnie to spora zaleta, szczególnie przy fryzurach, którym nie służy mocne przygniatanie u nasady. Oczywiście nie oznacza to, że po zdjęciu kaptura każde pasmo pozostanie na swoim miejscu. Dużo zależy od sposobu noszenia, rodzaju włosów i pogody. Mimo wszystko taki krój wydaje mi się ciekawszą alternatywą dla ciasnej czapki.

Zobacz także:

Na uwagę zasługuje również skład. Producent podaje, że komin wykonano z dzianiny z dodatkiem wełny i wiskozy. Wełna jest ceniona za właściwości termoizolacyjne, a wiskoza może wpływać na miękkość i sposób układania się materiału. Nie znam jednak dokładnych proporcji włókien, dlatego nie zakładałabym, że będzie grzał tak samo jak gruby, wełniany kaptur. Samo połączenie tych dwóch materiałów brzmi jednak interesująco w przypadku dodatku noszonego blisko twarzy i szyi.

Cena też jest przyjemnym zaskoczeniem. Na stronie Renee model Ardoa kosztuje 39,99 zł. Za taką kwotę dostajemy nakrycie głowy, które jednocześnie może zastąpić część szalika. Nie muszę przy tym kupować nowego płaszcza czy kurtki, żeby uzyskać trochę inny efekt w codziennych stylizacjach.

Jasnobeżowy komin z Renee
Fot. renee.pl

Jasnobeżowy komin wygląda bardzo elegancko przy ciemnym płaszczu. Ten kolor potrafi odmienić nawet najprostszy zestaw

Jest jeszcze jedna rzecz, która przekonuje mnie do tego modelu. Jego jasny, kremowobeżowy odcień wygląda subtelnie i nie konkuruje z resztą garderoby. Szczególnie podoba mi się pomysł zestawienia go z ciemnym brązem, grafitem albo klasyczną czernią. Przy takich kolorach jasna dzianina tworzy przy twarzy wyraźny, ale niezbyt mocny kontrast.

Wyobrażam sobie długi, czekoladowy płaszcz, grafitowe spodnie z szeroką nogawką, skórzane botki i właśnie taki komin. Bez dodatkowych ozdób, wzorzystego szalika czy dużej biżuterii. Sam kaptur tworzy ciekawą linię wokół twarzy, a jego przedłużona część przy szyi dobrze komponuje się z szerokimi klapami płaszcza. Całość ma w sobie coś z eleganckich, minimalistycznych stylizacji, które często wyglądają na znacznie droższe, niż są w rzeczywistości.

Nie ograniczałabym się jednak do ciemnych ubrań. Jasny beż świetnie współpracuje również z oliwkową zielenią, granatem i denimem. Do codziennej pikowanej kurtki założyłabym proste jeansy, sweter w kolorze écru i wygodne sztyblety. Taki zestaw sprawdziłby mi się na zakupy, spacer czy zwykłe wyjście do miasta. Komin dodałby mu trochę miękkości i sprawił, że sportowa kurtka wyglądałaby mniej zwyczajnie.

Lubię też zestawienia różnych odcieni jednego koloru. Beżowy kaptur można połączyć z karmelowym płaszczem, jasnymi spodniami i brązowymi butami. Nie wszystko musi mieć identyczny odcień. Właśnie niewielkie różnice między kremem, piaskowym beżem a ciepłym brązem sprawiają, że stylizacja nabiera głębi.

Komin z kapturem może być wygodniejszy od klasycznej czapki. Największą różnicę widzę w sposobie układania go na głowie

Najciekawsze w takim kominie jest dla mnie to, że można potraktować go trochę jak kaptur od bluzy, ale w znacznie bardziej eleganckim wydaniu. Nie trzeba naciągać go na całą fryzurę tak jak dopasowanej czapki. Można zostawić luźniejszą przestrzeń przy czole i policzkach, a troczkami wyregulować ułożenie materiału.

Szczególnie dobrze widzę go przy krótkim bobie, włosach do ramion albo fryzurze z grzywką. Przy klasycznej czapce grzywka często zostaje przyciśnięta do czoła, natomiast luźniejszy kaptur daje możliwość ułożenia brzegu nieco dalej od nasady włosów. Nie gwarantuje to fryzury bez poprawek, ale pozwala inaczej rozłożyć nacisk materiału.

Przy dłuższych włosach wybrałabym niski kucyk albo po prostu wypuściła pasma na płaszcz. Wysoki kok mógłby przeszkadzać w układaniu kaptura, szczególnie gdy zależy nam na swobodnym dopasowaniu przy szyi. Z kolei przy krótkich włosach ciekawie wyglądałoby pozostawienie kilku pasm przy policzkach. Taki drobiazg sprawia, że nakrycie głowy nie dominuje całej twarzy.

Podoba mi się również możliwość noszenia komina na dwa sposoby. Podczas spaceru można naciągnąć go na głowę, a po wejściu do sklepu czy kawiarni opuścić i pozostawić wokół szyi. Trzeba tylko sprawdzić, jak układa się wtedy dzianina i czy nie tworzy zbyt dużej objętości pod kołnierzem. Przy płaszczach z szerokim dekoltem może wyglądać szczególnie dobrze, natomiast przy bardzo wysokiej stójce wymagałby już odpowiedniego ułożenia.

Jasnobeżowy komin Ardoa z Renee jest jednym z tych dodatków, które zainteresowały mnie bardziej fasonem niż samą ceną. Za 39,99 zł można wypróbować nieco inny sposób noszenia zimowego nakrycia głowy. A jeśli przy okazji uda się uniknąć wiecznego poprawiania grzywki po zdjęciu czapki, tym lepiej.


Czytaj także: