Jeansy kupuję dość ostrożnie, bo to jedna z tych rzeczy, przy których niewielka różnica w kroju potrafi zmienić całą stylizację. Ostatnio coraz częściej zamiast mocno dopasowanych modeli wybieram szersze nogawki. Lubię, kiedy spodnie swobodnie układają się na sylwetce i nie wymagają specjalnego kombinowania z resztą stroju. Dlatego jasnoszare jeansy z Pepco od razu przyciągnęły moją uwagę. Mają prosty pomysł na fason, ale właśnie w tej prostocie widzę ich największą zaletę.
WIDEO…
Te jeansy z Pepco kosztują 60 zł, ale moją uwagę najpierw przyciągnął kolor. Steel grey wygląda świetnie
Szarość w przypadku jeansów potrafi być trochę zdradliwa. Bardzo ciemna może wyglądać niemal jak sprana czerń, a bardzo chłodna czasem wydaje się surowa. Tutaj mamy jasny, stonowany odcień, który określiłabym właśnie jako steel grey. Jest spokojniejszy od błękitu, ale jednocześnie nie tak ciężki jak czarne jeansy.
W Pepco spodnie kosztują 60 zł. Zostały wykonane w 100% z bawełny, a producent opisuje ją jako naturalną i przewiewną. Mają szerokie nogawki oraz kieszenie z przodu. Sam fason jest luźniejszy, więc spodnie mają swobodnie układać się na sylwetce.
Dla mnie najciekawszy pozostaje jednak kolor. To właśnie on sprawia, że klasyczne jeansy można zobaczyć trochę inaczej. Szary denim dobrze dogaduje się z czernią, kremem, bielą, beżem i brązem. Jesienią połączyłabym go również z bordo albo ciemną zielenią. Nie trzeba przy tym kupować nowych dodatków. Czarny pasek, brązowa torebka czy prosty kremowy sweter spokojnie wystarczą.
Bardzo podoba mi się też pomysł zestawienia tych spodni z ubraniami, które zwykle nosimy do bardziej eleganckich dołów. Biała koszula i szara marynarka stworzą spokojny zestaw do pracy, a miękki kardigan i mokasyny przesuną całość w bardziej codzienną stronę. Steel grey nie narzuca jednego charakteru stylizacji, dlatego daje sporo możliwości.
I chyba właśnie dlatego na pierwszy rzut oka te spodnie mogą sprawiać wrażenie droższych. Nie chodzi o logo czy dekoracyjne detale. Całą robotę wykonują tutaj stonowana szarość oraz oszczędny fason.
Szeroka nogawka zmienia proporcje całego zestawu. Ja pilnowałabym tylko jednej rzeczy przy dobieraniu góry
Wide leg mają tę zaletę, że same budują wyrazistą stylizację. Zaczęłabym od najprostszego zestawu, czyli dopasowanego golfu albo koszulki wsuniętej w spodnie. W chłodniejszy dzień dołożyłabym marynarkę lub krótszą kurtkę.
Przy szerokich jeansach zwracam przede wszystkim uwagę na objętość całego stroju. Luźna nogawka i bardzo obszerna, długa góra mogą stworzyć efekt, którego nie każda z nas szuka. Nie oznacza to oczywiście, że do takich spodni wolno zakładać wyłącznie dopasowane bluzki. Sama chętnie nosiłabym je z luźniejszym swetrem, ale jego przód lekko wsunęłabym za pasek spodni. Taki drobiazg pozwala zaznaczyć miejsce, w którym zaczyna się dół stylizacji.
To szczególnie przydatne, gdy po latach noszenia węższych jeansów mamy wrażenie, że szerokie nogawki są trudne do ogrania. Wcale nie trzeba zmieniać połowy szafy. Koszula, golf, prosty sweter, marynarka czy kardigan nadal działają. Zmieniają się głównie proporcje.
Podobnie podeszłabym do butów. Do codziennego zestawu wybrałabym sneakersy albo mokasyny. Gdybym chciała uzyskać bardziej elegancki efekt, sięgnęłabym po botki. Nie widzę potrzeby dokładania wielu ozdób. Szary denim jest wystarczająco charakterystyczny, szczególnie kiedy zestawimy go z prostą górą w jednym kolorze.
To jeden z powodów, dla których szerokie jeansy przekonują mnie bardziej niż modele pełne przetarć, naszywek czy dekoracyjnych przeszyć. Tutaj mogę zmieniać styl dodatkami, zamiast za każdym razem podporządkowywać cały strój spodniom.
Za 60 zł dostajemy spodnie, które można nosić na wiele sposobów. Ja widzę dla nich wersję codzienną i bardziej elegancką
Pierwsza jest bardzo prosta. Jeansy z Pepco, biały T-shirt lub jasny sweter, wygodne sneakersy i ulubiona torebka. Taki zestaw sprawdziłby mi się na zakupy, spacer, spotkanie przy kawie czy zwykły dzień pełen załatwiania spraw. Szarość sprawia przy tym, że całość wygląda trochę inaczej niż dobrze znane połączenie niebieskiego denimu z białą górą.
Druga wersja jest bardziej uporządkowana. Do jasnoszarych jeansów założyłabym czarny golf, marynarkę oraz mokasyny albo botki. Torebka o prostym fasonie i niewielka biżuteria wystarczyłyby, żeby spodnie zyskały zupełnie inny charakter. I tutaj najlepiej widać, dlaczego spodobał mi się właśnie ten model. Nie próbuje udawać spodni wizytowych, ale może być dobrą bazą bardziej eleganckiej, codziennej stylizacji.
Po 50. roku życia wcale nie trzeba rezygnować z szerokich jeansów. Dużo ważniejsze od metryki jest to, czy odpowiada nam ich objętość i jak czujemy się w takich proporcjach. Jeżeli do tej pory wybierałaś głównie rurki lub klasyczną prostą nogawkę, wide leg może początkowo wydawać się sporą zmianą. Najłatwiej zacząć od spokojnej góry i znanych sobie dodatków.
Doceniam również skład tego modelu. Pepco podaje, że jeansy uszyto w 100 procentach z bawełny. Przy spodniach, które mają być noszone przez wiele godzin, informacja o naturalnym, przewiewnym materiale zdecydowanie zwraca moją uwagę.
Za 60 zł dostajemy więc ciekawą alternatywę dla kolejnej pary niebieskich jeansów. Sama potraktowałabym je przede wszystkim jako prosty sposób na odświeżenie ubrań, które już wiszą w szafie. Steel grey wygląda dobrze z klasycznymi kolorami, szeroka nogawka zmienia proporcje zestawu, a resztę można zrobić dokładnie tymi dodatkami, które nosimy od dawna. I właśnie takie zakupy lubię najbardziej.
Czytaj także:
- Mahoniowe lordsy z Deichmanna są jak z feedu Pinteresta. Elegancki połysk, złote detale i głęboki kolor pasują do biura
- 50-latki na późną jesień sięgają po te trzewiki. Nie uciskają odstającego palucha i są mięciutkie w środku
- Fanki 00's style sprawiły, że te botki to bestseller CCC. Zamszowe wykończenie, głęboki odcień brązu i koturn, który wysmukla nogi