Oto, co zobaczyłam i co będę nosić.

WIDEO…

player placeholder

Espresso, czyli bardziej elegancki brąz

Hailey Bieber
Gilbert Flores/Variety via Getty Images

Dość już „czekoladowych“ odcieni, które po tygodniu robiły się rude. Espresso to brąz głęboki, chłodnawy, lśniący jak świeżo zaparzona kawa. Nie jest to kolor dla każdej. Najlepiej gra z karnacjami średnimi i ciemnymi oraz z oliwkową cerą, a na bardzo jasnej skórze potrafi być surowy. Ma za to jedną zaletę, którą doceni każda zapracowana kobieta: odświeża się szybko, zwykle samym glossem, bez dramatu i bez wymiany połowy fryzury. Nie potrzebuje towarzystwa, wystarczy mu połysk. Spójrzcie tylko na Hailey Bieber.

Zobacz także:

Pixie: krótkie włosy nie są dla leniwych

Zendaya
Edward Berthelot/Getty Images

Jak go nosi Zendaya! Gdyby krótka fryzura miała reklamować się hasłem „zero kłopotu“, byłaby to reklama wprowadzająca w błąd. Pixie, po którym ostatnio zrobiło się głośno, dzięki Zendayi właśnie, jest miękkie, lekko postrzępione i rozkosznie niedbałe. Ta niedbałość oznacza jednak wizytę w salonie mniej więcej co sześć tygodni. Dla kogo? Dla tych, które mają naturalnie falowane włosy i nie boją się odsłonić twarzy. Z pixie nie ma się gdzie schować, i właśnie dlatego tak dobrze wygląda, kiedy ktoś naprawdę się na nie zdecyduje.

Kremowy blond

Zara Larsson
Pedro Becerra/Redferns

Platynowy blond miała swoje pięć minut, ale już się skończyły. Teraz liczy się blond kremowy, złotawo-beżowy, jak kaszmirowy sweter w odcieniu owsianki. Najlepiej wychodzi na naturalnym ciemnym blondzie lub jasnym brązie, bo da się go rozjaśnić bez wyciągania na wierzch rudych tonów. To kolor, który wymaga odświeżenia co osiem do dwunastu tygodni, więc nie mówcie, że was nie uprzedzałam. Wzorowy kremowy blon nosi np. Zara Larsson.

Grzywka, która udaje, że jej nie ma

Nicole Kidman
Stephane Cardinale - Corbis/Corbis via Getty Images / Nicole Kidman

Zapomnijcie o grzywce-manifeście. Ta jesienna jest miękka, zwiewna, rozsypana jak po wietrznym spacerze. Do tego warstwy, które układają się do środka i okalają twarz. Sekret tkwi w ruchu. Zamiast ciężkich, równych linii mamy płynność. Najlepiej prezentuje się wysuszona naturalnie albo przeciągnięta okrągłą szczotką, więc ułożenie zajmie wam kwadrans, nie godzinę.

Kolor, którego prawie nie widać

Elle Fanning
Gilbert Carrasquillo/GC Images

To mój faworyt, bo wymaga najwięcej wyczucia. Barely-there color polega na tym, żeby nie farbować się „na kogoś innego“, tylko wzmocnić to, co natura już wymyśliła. Delikatne refleksy w strategicznych miejscach, trochę światła wokół twarzy. Efekt? Ludzie mówią „świetnie wyglądasz“ i nie potrafią wskazać dlaczego. W tym właśnie tkwi sekret.

Boyfriend bob

 

Na koniec bob, ale nie ten sztywny, z podręcznika. Boyfriend kończy się gdzieś między brodą a obojczykiem, jest luźny i trochę zmierzwiony, jakby ktoś właśnie wsunął w niego dłoń. To fryzura dla kobiet, które chcą krótszych włosów, ale nie mają ochoty codziennie ich układać. Wystarczy dobre cięcie. Resztę zrobi gest ręki i odrobina pewności siebie.

Wszystkie te trendy łączy jedno: każdy wygląda tak, jakbyś się z nim urodziła, tylko trochę lepiej oświetloną twarzą. A jeśli ktoś pyta, jak to osiągnąć, odpowiadam: zaufaj dobremu fryzjerowi i nie bój się powiedzieć „mniej“.


Zobacz też:
Zapomnij o klasycznym balejażu: 7 kolorów włosów, o które będziesz prosić fryzjera jesienią. "Blurred brown” i "old money blonde" to hity