Lubię ubrania i dodatki, które nie wymagają ode mnie zastanawiania się, czy będą pasować do reszty garderoby. Po prostu zakładam je i wychodzę z domu. Tak właśnie działają klasyczne baleriny z paskiem. Delikatnie otulają stopy, nie są tak ciężkie jak sneakersy i jednocześnie zapewniają znacznie większy komfort niż odkryte sandały, kiedy pogoda płata figle. Ten model od Jenny od razu zwrócił moją uwagę, bo wygląda elegancko, ale nie sprawia wrażenia przesadnie formalnego. To jeden z tych butów, które robią całą stylizację, choć wcale nie próbują grać w niej pierwszych skrzypiec.

WIDEO

player placeholder

Są dni, kiedy nie wyobrażam sobie lepszego wyboru niż baleriny z paskiem z CCC

Najbardziej lubię w nich to, że nie muszę sprawdzać prognozy pogody co godzinę. Kiedy rano jest chłodno, a po południu robi się ciepło, nie mam wrażenia, że założyłam zbyt ciężkie buty. Stopy są przyjemnie osłonięte, ale nadal mogą oddychać. To ogromna różnica w porównaniu ze sneakersami, które latem potrafią być po prostu za ciepłe.

Z drugiej strony baleriny dają mi coś, czego nie oferują sandały. Nie przejmuję się, że po krótkim deszczu będę chodzić po mokrym chodniku z odkrytymi stopami albo że wieczorem zrobi się chłodniej. To właśnie dlatego w mojej szafie są obowiązkowym elementem każdego lata.

Zobacz także:

Podoba mi się także prosty design tych balerin. Klasyczny okrągły nosek jest idelany nawet na nieco szerszą stopę, a ozdobny pasek trzyma stabilnie buty. Dzięki temu nie zsuwa się on i nie "kłapie" potczas chodzenia. 

Ich cena wypada naprawdę korzystnie. Kosztują 89,99 zł. Dostępne są w rozmiarach 36-41

Baleriny z CCC
Fot. ccc.eu

Wyglądają elegancko, nawet kiedy nie mam czasu się wystroić

Są takie dni, kiedy zakładam zwykłe jeansy i biały T-shirt, a mimo to chcę wyglądać na bardziej dopracowaną. Wtedy właśnie sięgam po takie baleriny. Pasek z ozdobną klamerką sprawia, że cały zestaw od razu nabiera charakteru. Nie potrzebuję efektownej biżuterii ani wymyślnej torebki, bo but sam przyciąga wzrok w bardzo subtelny sposób.

Lubię też to, że nie są przesłodzone. Zachowują dziewczęcy charakter, ale spokojnie odnajdują się również w bardziej minimalistycznych stylizacjach. Pasują do lnianych spodni, sukienek, szerokich jeansów czy eleganckich bermudów. To dokładnie ten rodzaj dodatku, który pozwala stworzyć stylizację bez wysiłku.

Komfort, który naprawdę czuć

Przy zakupie butów coraz częściej zwracam uwagę nie tylko na wygląd, ale też na to, jak będę się w nich czuła po kilku godzinach. Model Jenny ma płaską podeszwę, miękką konstrukcję i pasek, który pomaga lepiej utrzymać stopę. Dzięki temu nie mam wrażenia, że but zsuwa się podczas chodzenia, co w przypadku klasycznych balerin zdarza się zaskakująco często.

Za 89,99 zł trudno znaleźć model, który wygląda równie elegancko i jednocześnie sprawia wrażenie dopracowanego. Właśnie dlatego uważam, że stosunek ceny do jakości naprawdę wypada tutaj na plus. Nie mam poczucia, że kupuję coś tylko na jeden sezon.

To właśnie takie buty noszę najczęściej

Najwięcej miejsca w mojej garderobie zajmują rzeczy, które mogę nosić od rana do wieczora. Takie baleriny idealnie wpisują się w ten sposób myślenia. Zakładam je do pracy, na spacer po mieście, spotkanie z przyjaciółką czy weekendowy wyjazd. Nie muszę zabierać drugiej pary butów ani zastanawiać się, czy będą odpowiednie do okazji.

To jeden z tych zakupów, które szybko okazują się najbardziej trafione. Nie dlatego, że są chwilowym hitem, ale dlatego, że po prostu ułatwiają codzienne ubieranie się. A właśnie takie elementy garderoby cenię najbardziej.


Czytaj także: