Nie mam potrzeby kupowania nowej garderoby wraz z początkiem każdego sezonu. Znacznie bardziej przekonuje mnie wyciągnięcie z szafy beżowego trencza, szarych spodni, granatowych jeansów czy prostego płaszcza i dodanie do nich jednej rzeczy, która zmienia cały zestaw. Jesienią szczególnie dobrze sprawdzają się w tej roli torebki.
WIDEO…
Przeglądając wyprzedaż polskiej marki Cholewiński, zwróciłam uwagę na model Fortore. Torebka jest uszyta z naturalnej skóry zamszowej, ma bordowy odcień, zaokrąglony kształt i charakterystyczną marszczoną rączkę.
Merlot zamiast klasycznej czerni? Ten kolor zaskakująco łatwo połączyć z rzeczami, które już wiszą w szafie
Najpierw kolor. Właśnie on sprawił, że w ogóle zatrzymałam się przy tej torebce. Czerń jest bezpieczna, koniakowy brąz dobrze znamy, a bordo daje trochę więcej możliwości, niż na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać. Nie jest przy tym krzykliwe. Głęboki, winny ton potrafi wyglądać spokojnie nawet przy bardzo klasycznych ubraniach.
Sama zaczęłabym od najprostszego zestawu, czyli granatowych jeansów, kremowego swetra i brązowych botków. Torebka w kolorze merlot byłaby tutaj jedynym mocniejszym akcentem. Podobny efekt można uzyskać przy szarym płaszczu. Szarość i bordo bardzo dobrze się równoważą, bo pierwsza uspokaja stylizację, a drugie dodaje jej głębi.
Jeszcze ciekawsze będzie połączenie tej torebki z beżem i camelowym brązem. W takim zestawieniu nie trzeba kombinować z biżuterią ani kolejnymi mocnymi dodatkami. Kolor torby robi wystarczająco dużo. Dla mnie właśnie na tym polega sens zakupu wyrazistego dodatku. Nie powinien wymagać dokupienia pięciu nowych rzeczy, żeby dało się go nosić.
Merlot dobrze odnajdzie się też obok granatu. Granatowe spodnie, jasna koszula, mokasyny i bordowa torebka to zestaw, który nie wygląda ani zbyt zachowawczo, ani przesadnie modowo. Mogłabym tak pójść do pracy, na obiad czy spotkanie w mieście. Zamiast zmieniać cały strój, wystarczyłoby później zamienić mokasyny na buty na obcasie i dodać mocniejszą szminkę.
W tej torebce kolor nie gra sam. Zamsz i marszczona rączka sprawiają, że prosty zestaw nabiera zupełnie innego charakteru
Fortore ma fason shopper tote i średnią wielkość. Nosi się ją na ramieniu, a jej wnętrze zamykane jest na suwak. Najbardziej charakterystycznym elementem pozostaje jednak marszczona rączka połączona z miękko wyglądającą, zaokrągloną linią torby.
I właśnie ten detal wydaje mi się ciekawszy niż kolejne klasyczne uchwyty, które widzę w wielu skórzanych shopperkach. Marszczenie nie zmienia torebki w wieczorowy dodatek, ale odbiera jej trochę biurowej powagi. Dzięki temu wyobrażam ją sobie zarówno przy płaszczu, jak i przy luźnym kardiganie, jeansach oraz prostych skórzanych butach.
Znaczenie ma również sam zamsz. Jego matowa, niejednolita wizualnie powierzchnia daje inny efekt niż gładka skóra. Przy prostych ubraniach pojawia się dodatkowa faktura, dlatego nie potrzeba już wielu ozdobników. Ja przy takiej torbie ograniczyłabym dodatki. Proste złote kolczyki, zegarek, gładki szal i właściwie wystarczy.
Wyprzedaż zwróciła moją uwagę, ale nie ona jest tutaj najciekawsza. Fortore może odmienić jesienne klasyki bez wymieniania połowy garderoby
Na stronie marki Fortore znajduje się obecnie w obniżonej cenie. W chwili mojego sprawdzania cena modelu w bordowym zamszu wynosiła 438 zł zamiast 548 zł. Sklep podaje jednocześnie, że najniższa cena z 30 dni przed obniżką wynosiła 245,88 zł.
To ważne, bo sama czerwona etykieta nigdy nie jest dla mnie wystarczającym argumentem przy zakupie. Bardziej interesuje mnie pytanie, ile razy naprawdę wykorzystam daną rzecz i czy będzie współpracowała z tym, co już mam. Tutaj pomysłów widzę sporo. Nie trzeba wybierać pomiędzy klasyką a aktualnym wyglądem. Można nadal nosić ulubiony płaszcz, dobrze skrojone spodnie i sweter, który ma już kilka sezonów, a zmianę wprowadzić dodatkiem. Sama znacznie chętniej wybieram właśnie taki sposób odświeżania szafy niż pogoń za każdym nowym fasonem.
Czytaj także:
- Skórzana spódniczka z Reserved to wybór elegant minimalist. Lekko trapezowy krój wydłuża nogi
- Te półbuciki mają w palcach tyle miejsca, że nie uciskają odstającego palucha. W Deichmannie idealne
- Płaszczyk z wełną i wiskozą z Sinsay sprzedaje się lepiej niż bułeczki z piekarni. Piękna jodełka świetnie sprawdza się w mieście