Reklama

PDRN to składnik hybryda, który swoje korzenie ma w popularnej ostatnimi czasy koreańskiej pielęgnacji. Jego działanie jest potwierdzone przez mieszkanki Dalkiego Wschodu. Pierwotnie był stosowany głównie w gabinetach kosmetycznych, ale teraz coraz częściej jest wybierany przez kobiety także w domowej rutynie. Na rynku pojawia się bowiem coraz więcej kosmetyków z PDRN, które mają zapewnić nam cudowne efekty w zaciszu naszego mieszkania. Postanowiłam przekonać się na własnej skórze, czy faktycznie mają tak rewelacyjne działanie i jak dokładnie wpływają na cerę.

Od miesiąca stosuję PDRN w codziennej pielęgnacji

Gdy usłyszałam o składniku, jakim jest PDRN, wiedziałam, że muszę go sprawdzić na własnej skórze. Nie dość bowiem, że wywodzi się z koreańskiej pielęgnacji, to jeszcze mówi się o nim, że cudownie nawilża i zastąpi w naszej codziennej rutynie kwas hialuronowy, który do tej pory był moim ulubionym składnikiem aktywnym. Wiadomo zatem, dlaczego zdecydowałam się na testy.

Najpierw jednak pojawiło się pytanie, jaką formułę z PDRN wybrać, aby zadziałała jak najlepiej. Po rozmowie z kosmetyczką i przeanalizowaniu różnych opcji, stwierdziłam, że serum będzie najlepszym wyborem. Chociaż nie zamknęłam się wyłącznie na nie.

Jak kosmetyki z PDRN wpłynęły na moją skórę?

Wypróbowałam dwa różne serum z PDRN, aby przekonać się, czy to właśnie ten składnik poprawia stan skóry, czy może produkt danej marki, który zawiera także inne składniki aktywne. Niezależnie jednak od tego, jaki kosmetyk zastosowałam danego dnia, efekty były podobne, więc mam jasność, że to faktycznie kwestia składnika aktywnego, jakim jest PDRN.

Pierwsze, co mnie zaskoczyło, po nałożeniu kosmetyku, to natychmiastowe wygładzenie cery. Moja buzia stała się niesamowicie przyjemna w dotyku i jedwabista. Kolejne efekty przyszły z czasem, bo warto podkreślić, że PDRN nie działa tu i teraz, tylko raczej jest składnikiem długodystansowym. Miesiąc wystarczy jednak, aby zobaczyć, jak wpływa na skórę.

Już wiem, że dzięki PDRN moja skóra zyskała odpowiedni poziom nawilżenia. Szarość zniknęła i cera nabrała blasku. To nie koniec efektów, jakie zauważyłam po tych kilku tygodniach przyjaźni ze składnikiem. Muszę przyznać, że zmarszczki, jakie wcześniej zauważałam na swojej twarzy - np. przy oczach - zniknęły. Buzia stała się wygładzona i prezentuje się świeżo oraz młodo.

Efekty stosowania PDRN przed i po
Moja skóra przed stosowaniem PDRN i po - na początku i pod koniec marca, Fot. archiwum prywatne

Czy PDRN zostanie ze mną na dłużej?

Totalnie PDRN jest składnikiem, który na dłużej wprowadzę do swojej pielęgnacji. Podobnie jak kwas hialuronowy czy retinol będzie w mojej topce składników aktywnych, do których będę wracać w codziennej rutynie. Gdy bowiem poznałam efekty jego stosowania, zdecydowanie nie mam ochoty z nich zrezygnować.

Muszę jednak podkreślić, że nie jest to jedyny składnik aktywny, który warto stosować w pielęgnacji. Istotne jest łączenie go z innymi substancjami. Dobrze sprawdzi się nakładany np. na noc w celu dogłębnego nawilżenia, ale na dzień warto postawić np. na witaminę C, która doda skórze jeszcze większego glow. Świetnie PDRN współgra także z ceramidami, dbając o barierę hydrolipidową naszej cery, jak również z kwasem hialuronowym, przedłużając jej nawodnienie.

Mój złoty środek na pielęgnację z PDRN

Serum z PDRN zdecydowanie wystarczy. Jako warstwę okluzyjną warto zastosować dodatkowo krem z kwasem hialuronowym lub z peptydami. A jako dodatkowy booster nawilżenia i wygładzenia raz na tydzień lub dwa polecam uzupełnienie pielęgnacji maseczką - z PDRN (wypróbowałam, działa super), kwasem hialuronowym lub śluzem ślimaka.

Taka kompleksowa i świadoma pielęgnacja jest w stanie zdziałać cuda, a jednocześnie sprawi, że nasza skóra nieudoporni się na konkretne składniki aktywne. Cera lubi bowiem eksperymentowanie, ale z głową. I z pewnością ci za to podziękuje zjawiskową prezencją.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama