Z botkami zawsze mam ten sam dylemat. Chcę, żeby pasowały do jeansów, ale nie wyglądały zbyt codziennie, a przy sukience nie sprawiały wrażenia ciężkich. Do tego zależy mi na fasonie, który nie będzie wymagał kupowania połowy garderoby od nowa. Dlatego podczas przeglądania promocji w CCC zatrzymałam się przy czarnych botkach Gino Rossi. Mają kilka dobrze znanych elementów klasycznych butów, ale ich połączenie daje znacznie ciekawszy efekt niż zwykła para na jesień.
WIDEO…
Te skórzane botki Gino Rossi kosztują teraz 160 zł mniej. Mnie przekonał fason, który nie jest przywiązany do jednego sezonu
Cena na stronie CCC została obniżona z 399,99 zł do 239,99 zł, czyli różnica wynosi 160 zł (najniższa cena z 30 dni przed obniżką: 399,99 zł). To już spora zmiana, szczególnie że mówimy o modelu wykonanym ze skóry licowej. Właśnie przy takich przecenach najchętniej patrzę na klasykę, bo zamiast zastanawiać się, czy za kilka miesięcy nadal będę chciała ją nosić, mogę od razu pomyśleć o ubraniach, które już mam.
Te botki są czarne, mają prostą cholewkę sięgającą ponad kostkę, szpiczasty nosek i obcas na słupku. Nie ma tutaj dekoracyjnych klamer, ćwieków ani mocno rzucających się w oczy ozdób. Dla mnie to zaleta. Gładka powierzchnia skóry i oszczędna forma sprawiają, że całość wygląda elegancko, ale nie ogranicza butów wyłącznie do bardziej formalnych zestawów.
Szczególnie podoba mi się kształt noska. Szpic optycznie prowadzi linię stopy do przodu, dlatego przy spodniach potrafi dać znacznie lżejszy efekt niż masywny, mocno zaokrąglony przód. Nie oznacza to oczywiście, że trzeba od razu zakładać bardzo dopasowane rurki. Wręcz przeciwnie. Sama zestawiłabym te botki także z prostymi jeansami albo spodniami o nieco szerszej nogawce.
Jest jeszcze jedna praktyczna rzecz, na którą zwracam uwagę przy jesiennych butach. Model ma zamek błyskawiczny, więc nie trzeba za każdym razem mocować się ze sznurowaniem. Przy parze, którą planuję zakładać często, taki drobiazg ma dla mnie większe znaczenie niż kolejna dekoracja.
Klasyczna cholewka robi tutaj więcej, niż mogłoby się wydawać. Właśnie dlatego wyciągnęłabym z szafy również sukienki i spódnice
Czarne botki często traktujemy przede wszystkim jako buty do spodni. Sama przez lata robiłam dokładnie to samo, choć taki model daje znacznie więcej możliwości. Smukła cholewka i szpiczasty przód aż proszą się o zestawienie z ubraniami, które mają bardziej miękką linię.
Pierwszy zestaw, jaki przychodzi mi do głowy, jest bardzo prosty. Sukienka midi, czarne botki i dłuższy płaszcz. Nie potrzeba tu szczególnych modowych eksperymentów, bo charakter stylizacji buduje kontrast pomiędzy miękkim materiałem sukienki a wyraźną linią buta. Przy jednokolorowej sukience można dodatkowo pobawić się rajstopami. Czerń stworzy bardziej spójną całość, a grafit lub ciemny brąz trochę ją zmiękczą.
Podobnie podeszłabym do spódnicy. Zamiast bardzo eleganckiej góry wybrałabym prosty sweter albo koszulę. Botki na słupku podnoszą wtedy poziom całej stylizacji, ale nie zmieniają jej w zestaw zarezerwowany na specjalne okazje. I właśnie takie ubrania oraz dodatki lubię najbardziej. Nie czekają miesiącami na jedno konkretne wyjście.
Przy spodniach możliwości są jeszcze większe. Do prostych jeansów wystarczy koszula i marynarka, żeby powstał zestaw do pracy albo na spotkanie. Po zamianie marynarki na dzianinowy sweter całość staje się dużo swobodniejsza. Te same buty mogą zostać na nogach.
Czerń również ułatwia sprawę. Nie ograniczałabym jej do szarości i granatu. Takie botki chętnie połączyłabym z beżem, karmelowym brązem, bordo czy głęboką zielenią. Szczególnie ciekawie może wyglądać zestaw z jasnymi spodniami. Czarne buty tworzą wtedy mocniejszy akcent na dole i sprawiają, że nawet prosty zestaw nie jest mdły.
Słupek i szpic mogą wyglądać elegancko bez bardzo cienkiej szpilki. Dla mnie właśnie taki kompromis ma najwięcej sensu na co dzień
Nie mam nic przeciwko szpilkom, ale nie zawsze chcę spędzać w nich kilka godzin. Dlatego w botkach Gino Rossi zwróciłam uwagę na słupek. Producent opisuje go jako stabilny, a taka konstrukcja daje zupełnie inny charakter niż cienki obcas. Nadal mamy podwyższenie i elegancką linię buta, ale wizualnie całość pozostaje bardziej osadzona.
To dobry przykład na to, że klasyczne botki nie muszą oznaczać płaskiego, zachowawczego fasonu. Tutaj szpic nadaje butom bardziej zdecydowaną linię, a słupek równoważy ten efekt. W rezultacie mogę wyobrazić je sobie zarówno przy zwykłych jeansach, jak i przy spodniach garniturowych czy sukience.
Przy spodniach zwróciłabym tylko uwagę na długość nogawki. Nie wciskałabym szerokich spodni do środka cholewki. Lepiej pozwolić nogawce swobodnie opaść na but. Przy krótszych jeansach można natomiast odsłonić cholewkę i wykorzystać ją jako część stylizacji. Ten sam model będzie wyglądał inaczej, choć nie zmieniłyśmy ani butów, ani spodni.
Dla mnie właśnie na tym polega przewaga klasycznych dodatków nad bardzo charakterystycznymi sezonowymi fasonami. Nie muszę zastanawiać się, co jeszcze kupić, żeby je wykorzystać. Zaczynam od własnej szafy. Jeansy, materiałowe spodnie, spódnica midi, prosta sukienka, płaszcz, marynarka, dzianinowy sweter. Z każdą z tych rzeczy czarne skórzane botki mogą stworzyć trochę inną całość.
Promocja oczywiście ma znaczenie, ale sama obniżka nie byłaby dla mnie wystarczającym argumentem. Znacznie bardziej przekonuje mnie to, że fason nie próbuje być efektowny za wszelką cenę. Jest prosty, ma charakterystyczny szpic i słupek, a resztę można zrobić ubraniami, które już mamy. Właśnie dlatego widzę te botki nie tylko w jednej jesiennej stylizacji, ale w wielu zestawach na kolejne sezony.
Czytaj także:
- Milano girls ją uwielbiają, a Polki wciąż nie noszą. Genialna bambi bag dostępna jest teraz w Mango
- Deichmann wyprzedaje jesienne trzewiki. Niemal stówka taniej za model, który dopasujesz na wysokie podbicie
- Mięciutkie sneakersy dorwałam w CCC. Marka Lasocki wie, jak zrobić leciutkie buty, których nie czuć na stopach. Idealne na długi dzień