Przetestowałam krem z peptydami Floslek i zaczynam już 3. opakowanie. Ale nie jest dla każdego
Krem z peptydami Floslek to mój zdecydowany ulubieniec. Właśnie napoczęłam trzecie opakowanie i jestem pewna, że to jeszcze nie koniec mojej przygody z tym kremem. Genialnie relaksuje skórę i ujędrnia ją, wygładzając zmarszczki mimiczne.

Krem z peptydami Floslek to krem o gęstej konsystencji, która sprawdzi się zwłaszcza w pielęgnacji wieczornej. Działa na zmarszczki w aż pięciu wymiarach i po zastosowaniu go mogę śmiało potwierdzić tę obietnicę. Zmniejsza liczbę zmarszczek, redukuje ich objętość, powierzchnię, długość i głębokość, a cera jest przyjemnie ukojona i sprężysta.
Działanie kremu z peptydami Floslek
Floslek Exosomes Cream 7.5 w wersji Intense to kosmetyk, który sprawdzi się w pielęgnacji przede wszystkim skóry pozbawionej witalności i jędrności. W widoczny sposób wygładza cerę i poprawia jej strukturę, a na zmarszczki działa w aż pięciu wymiarach: zmniejsza ich liczbę, redukuje powierzchnię, długość, głębokość oraz objętość. Dodatkowo wspiera procesy regeneracyjne, które sprawiają, że cera jest zrelaksowana, ukojona, a powstawanie nowych bruzd – zdecydowanie spowolnione.
To obiecuje producent. A jak to wygląda w praktyce? Właśnie otworzyłam trzeci słoiczek kremu, a za sobą mam kilka miesięcy testów produktu. Zauważyłam, że moja cera stała się o wiele przyjemniejsza w dotyku, mięciutka, dobrze nawilżona, a przede wszystkim – gładka. Drobne linie mimiczne, które miałam na twarzy, faktycznie są mniej widoczne. Skóra wygląda po jego stosowaniu naprawdę dobrze, promiennie i na wypoczętą.
Krem ma treściwą, dość gęstą konsystencję, która łatwo się aplikuje. Wchłonięcie się kremu nie zajmuje długo, biorąc pod uwagę jego formułę. Ogromny plus za to, że po aplikacji cera się nie klei i nie ma uczucia nieprzyjemnej tłustości. Krem ma delikatny zapach, który określiłabym jako neutralny.
Efekty są odczuwalne po pierwszej aplikacji. Uczucie ściągnięcia cery, przesuszenia, znika natychmiastowo po nałożeniu. Już po pierwszej aplikacji odczujesz, że skóra jest bardziej miękka i milsza w dotyku. Jednak na większe rezultaty trzeba chwilę poczekać. Trwałe przywrócenie komfortu odczułam po tygodniu, natomiast zmniejszenie widoczności zmarszczek zauważyłam po około miesiącu.

Składniki kremu na zmarszczki, które zwróciły moją uwagę
Przed użyciem kosmetyku, lubię zawsze zapoznać się z jego składem. W przypadku kremu Floslek moją uwagę zwróciły zwłaszcza trzy składniki:
- roślinne egzosomy z Centalla asiatica – dostarczają skórze cenne substancje i sygnalizują jej potrzebę regeneracji, redukują stany zapalne,
- biomimetyczne peptydy – są jak naturalne przekaźniki w skórze, które stymulują procesy produkcji kolagenu i elastyny,
- polisacharydy z drzewa Tara – działają silnie nawilżająco i tworzą na skórze film ochronny zapobiegający utracie wody.
Plusy i minusy kremu Floslek
To krem, który zdecydowanie określiłabym jako produkt do cery potrzebującej intensywnego nawilżenia, regeneracji i ujędrnienia. Jeśli twoja skóra jest zmęczona, poszarzała, ma widoczne oznaki starzenia się – to może być strzał w dziesiątkę. To także perfekcyjna propozycja na zimę, która zniweluje uczucie ściągnięcia i przesuszenia.
Jednak nie jest to krem dla każdego. Jak już wspomniałam, ma on dość gęstą konsystencję. Dla mnie jest on idealny na noc, pod makijaż wolę lżejsze konsystencje. Jeśli jednak całkiem unikasz treściwych kosmetyków, to ten produkt nie stanie się twoim ulubieńcem. Może okazać się on zbyt otulający przy aplikacji, chociaż gwarantuję, że uczucie to znika wraz z wchłanianiem się produktu.
Czytaj także:
- Przetestowałam 3 matujące podkłady do twarzy. Tylko 1 spełnił moje oczekiwania
- Testuję 3 szminki long lasting idealne na sylwestrową noc. Nie ruszy ich nawet pocałunek o północy
- Test redakcji: Przetestowałam świeżutki balsam do ust Nivea z kwasem hialuronowym. Glowy lips zimą? Czemu nie

