"Z potrzeby, z ciekawości, z nudy". Polki pokochały hi-tech i mają apetyt na więcej
Pielęgnacjia hi-tech to teraz dość gorący temat. Beauty gadżety stają się coraz popularniejszym narzędziem w codziennej pielęgnacji, a ostatnio wiele mówi się o maskach LED. Jak to wygląda w praktyce i czy faktycznie warto postawić na taką rutynę we własnym domu?

Pielęgnacja hi-tech w zamyśle ma nam ułatwić codzienne rytuały piękna. Ma pomóc zaoszczędzić czas, być jednorazową inwestycją, która się zwróci po jakimś czasie (w teorii ma być jak gabinetowe zabiegi, ale wykonywane w domu), ma poprawiać działanie kosmetyków, ba – słyszałam nawet takie głosy, że ma szansę je zastąpić. Ale czy tak jest na pewno? Właśnie tego chciałam się dowiedzieć i dlatego zaczęłam rozsyłać do znajomych zapytanie: "Czy używasz beauty gadżetów?".
Szczerze powiedziawszy nie miałam większych oczekiwań co do odpowiedzi. Spodziewałam się, że znalezienie bohaterek nie przyjdzie mi łatwo. W Polsce taka "zabawa" nie należy do najtańszych, a sama świadomość o możliwościach oferowanych przez urządzenia nie wydawała mi się zbyt rozpowszechniona. W trakcie moich poszukiwań okazało się, że wcale nie jest to takie trudne, a najczęściej wybierany gadżet to... szczoteczka soniczna.
"Poddałam się modzie na szczoteczki soniczne"
Dokładnie tak napisała mi Klaudia, kiedy zapytałam o hi-tech na jednym z czatów grupowych, na których się udzielam. To mi przypomniało, że faktycznie swego czasu popularność szczoteczek sonicznych znacznie wzrosła, stały się one dosłownie viralowym must have. Miały one sprawić, że oczyszczanie skóry twarzy przejdzie na inny poziom i będzie tak dokładne jak nigdy. Były obecne wszędzie: w mediach społecznościowych, na wykupionych reklamach w serwisach internetowych i magazynach.
Dziewczyn, które używają szczoteczek sonicznych, znalazłam zdecydowanie najwięcej. Większość z nich potwierdza, że faktycznie dzięki nim zauważają lepsze efekty oczyszczania cery, makijaż jest skuteczniej domyty, a cera bardziej promienna i sprężysta.
Olga, z którą również udało mi się porozmawiać, swoją pierwszą szczoteczkę dostała w prezencie.
To był podstawowy model Foreo, służył mi przez kilka lat. W zeszłym roku zmieniłam go na wyższy model, tej samej marki, który ma więcej funkcji, łączność z aplikacją, która podsuwa również pielęgnacyjne tipy
Rozmowy z dziewczynami pokazały mi, że szczoteczka nie tylko jest najpopularniejszym gadżetem. Również jest skuteczna na tyle, że stała się stałym elementem pielęgnacji. Postanowiłam pójść dalej i zapytać, czy pozytywne doświadczenia z nią zachęcają do dalszego zgłębiania tematu hi-tech.
Fakt, że szczoteczka jest tak intuicyjna w obsłudze, sprawił, że zaczynam śledzić rozwój technologicznych nowinek, zwłaszcza masek LED
Jednak na razie nie zdecydowała się na dalsze eksperymenty ze sprzętami. Co ją najbardziej powstrzymuje? Brak profesjonalnych rekomendacji. Sama, zgłębiając temat hi-tech, zauważyłam, że rzetelne źródła są naprawdę skąpe i mocno ograniczone. Mimo to udało mi się dotrzeć do jednej dziewczyny, która zdecydowała się "zaryzykować" i kupić maskę LED.
"Jestem mamą i chciałam zaoszczędzić czas"
Wiola ma dwuletniego synka i to właśnie on był głównym powodem, dla którego zdecydowała się na zakup maski LED.
Na zabiegi do gabinetów chodziłam od kilku lat. To był mój czas dla siebie. Po porodzie ciężko mi było to ogarnąć, więc pomyślałam, że może warto spróbować
Jednak wspomina, że sam zakup nie należał do najłatwiejszych. Znalezienie rzetelnych recenzji, rozeznanie się w modelach i decyzje dotyczące budżetu, jaki chce na to przeznaczyć, sprawiły, że do kupna zbierała się dość długo. Zwłaszcza, że to nie jest dla niej zakup na raz. Na maskę musiała oszczędzać, żeby móc sobie na nią pozwolić. Wiola mówi, że mimo wszystko nie żałuje podjętej decyzji.
Efekty są widoczne, skóra ładnie wygląda. Wiem, że to nie to samo, co zabieg w gabinecie, ale dla mnie jest to wystarczające
Podkreśla także, że dla niej największą zaletą jest to, że może zrobić zabieg, kiedy chce i o której godzinie chce. Nie ograniczają jej godziny otwarcia gabinetu, więc może położyć synka spać i zająć się sobą. Podkreśla, że w przypadku domowych urządzeń te efekty są subtelniejsze, wymagają regularności i więcej czasu na widoczne rezultaty, ale zdecydowanie warto, zwłaszcza, jeśli ktoś ma ograniczony czas w ciągu dnia.
Domowe hi-tech? "Trochę z potrzeby, trochę z ciekawości"
2020 był dla wielu osób rokiem przełomowym i to pod wieloma względami, również tymi dotyczącymi nawyków pielęgnacyjnych. Tak było w przypadku Ady. Zanim wybuchła pandemia, regularnie uczęszczała na zabiegi w gabinetach kosmetycznych. Gdy stało się to niemożliwe, postawiła na domową pielęgnację hi-tech. Podkreśla, że bardzo lubi dbać o swoją twarz, włosy i ciało, więc dla niej był to wybór "trochę z potrzeby, trochę z ciekawości, a trochę z nudy".
Fajne jest to, że zabieg typu peeling kawitacyjny czy sonoforeza można wykonać w domu w dowolnym momencie. To ogromna oszczędność czasu i pieniędzy – nie trzeba umawiać wizyt, dojeżdżać, a same preparaty do tych zabiegów są ogólnodostępne, więc nie ma problemu z ich zakupem
To już kolejna osoba, która wspomniała, że oszczędność czasu jest jedną z kluczowych zalet domowych sprzętów. Ada w domu stosuje zarówno szczoteczkę soniczną, jak i sprzęt do peelingu kawitacyjnego i sonoferezy. Faktycznie widzi efekty, ale regularność to klucz do sukcesu. Trzeba jednak pamiętać o kilku ważnych rzeczach.
Hi-Tech owszem, ale z głową
Jednak w pielęgnacji hi-tech ważna jest nie tylko regularność, ale również świadomość i celowość. Każdy sprzęt powinien być zawsze stosowany z głową, według zaleceń producenta. Przed zakupem warto zawsze skonsultować się ze specjalistą. To on może podpowiedzieć, czy w twoim przypadku domowy gadżet będzie wystarczający, czy będzie wymagać dobrania odpowiedniej pielęgnacji i jak go stosować i wybrać. Samo urządzenie to jedno, ale wiedza ekspercka jest równie ważna i warto z niej skorzystać.
Zwłaszcza, że nieprawidłowe działanie lub zakup sprzętu słabej jakości może powodować więcej szkód niż pożytku. Może prowadzić do zaognienia stanu cery, powodować podrażnienia, rozszerzać naczynka, nasilić przebarwienia, a w przypadku lamp LED nawet poparzyć skórę.
Skoro działa, to dlaczego nie?
Postanowiłam porozmawiać nie tylko z dziewczynami, które stosują urządzenia w codziennej pielęgnacji, ale również z tymi, które ich sobie odmawiają. Jednym z głównych powodów, dla których rezygnują z bardziej zaawansowanych sprzętów, jest koszt. Faktycznie, patrząc po cenach, można się zniechęcić, ale czy słusznie? Biorąc pod uwagę zadowolone głosy użytkowniczek, gra może być warta świeczki.
Najlepszym przykładem jest Wiola, dla której zakup maski LED przy jednoczesnych kosztach utrzymania małego dziecka i życia w większym mieście, wcale nie był taki łatwy. Potraktowała to jednak jako inwestycję w siebie i z czasem zauważyła, że sprzęt się zwraca po jakimś czasie. Jednorazowo kwota nie jest najłatwiejsza do wyciągnięcia z portfela, ale biorąc pod uwagę ceny dojazdów i samego zabiegu, dość szybko widać zysk.
Czy hi-tech ogranicza liczbę stosowanych kosmetyków?
Pielęgnacja hi-tech to uzupełnienie kosmetyków i nie zastępuje pielęgnacji. Niektóre sprzęty wręcz wymagają od nas, aby używać ich równolegle z kosmetykiem, bo ich zadaniem jest poprawa wchłanialności składników aktywnych. Żadna z dziewczyn, z którymi rozmawiałam, nie ograniczyła swojej kosmetyczki, chociaż wszystkie przyznały, iż faktycznie widać, że dzięki dodatkowej pomocy produkty dają znacznie lepsze efekty.
Traktuję je raczej jako uzupełnienie pielęgnacji – nie zmniejszyły u mnie ilości używanych serum czy kremów, ale mam wrażenie, że dzięki nim kosmetyki lepiej się wchłaniają i działają skuteczniej
Apetyt na więcej
Na koniec każdej z rozmów zadałam również jedno ważne pytanie: "Czy twoje dotychczasowe doświadczenia ze sprzętem sprawiają, że masz chęć przetestować więcej?". To wydaje mi się niesamowicie ciekawe i obrazujące, jak faktycznie sprawdzają się beauty gadżety w pielęgnacji. Jeśli coś naprawdę nam się sprawdza, to znaczy, że zachęca do dalszej eksploracji tematu. Wszystkie dziewczyny zgodnie mi odpowiedziały, że tak, chciałyby przetestować więcej sprzętów.
Wiola myśli o peelingu kawitacyjnym, a Olga, Ada i Klaudia o masce LED. To właśnie maski LED wydają się teraz najbardziej gorącym tematem. Coraz więcej się o nich słyszy, dyskutuje o ich skuteczności oraz działaniu na skórę. Stały się tym, czym kiedyś były, tak powszechne obecnie, szczoteczki soniczne. Akurat, kiedy pracuję nad tym tekstem, w Warszawie coraz głośniej jest o miejscu, w którym napijesz się kawy, zjesz posiłek i... skorzystasz z lampy pielęgnacyjnej. Kawiarnia staje się viralem z tysiącami wyświetleń, a o maskach LED mówi coraz więcej osób.
Być może na naszych oczach prawdopodobny staje się w scenariusz, w którym na moje pytanie "Używasz beauty gadżetów?", najczęstszą odpowiedzią będą już nie szczoteczki soniczne, ale właśnie maski LED.
Czytaj także:
- Czy hi-tech to nowy anti-aging? Dr Agnes Frankel: „Tu nie chodzi o zmarszczki, tylko zdrowie skóry”
- Żelazko do twarzy to nowy hit w pielęgnacji. Nie jest tanie, ale zastąpi wizyty u kosmetyczki
- Ten naturalny kosmetyk to must have w pielęgnacji anti-age. "Nawilża i wzmacnia elastyczność"

