Mam roczną goldenkę Kluskę. Jeśli ktoś ma goldena, właściwie mogłabym w tym miejscu zakończyć wyjaśnianie, dlaczego odkurzacz jest u mnie jednym z ważniejszych sprzętów domowych.

WIDEO…

player placeholder

Jeśli nie ma: golden jest cudownym, miękkim, rodzinnym psem, który każdego dnia zostawia po sobie materiał genetyczny w ilości pozwalającej prawdopodobnie zbudować drugiego goldena.

Kluska dodatkowo wnosi piach i wszystko, co akurat uzna za warte przyniesienia z ogrodu. Kitek, mimo swoich 18 lat, nadal dokłada do tego własne futro. Leon ma sześć lat, więc okruchy pojawiają się w miejscach, w których nikt oficjalnie niczego nie jadł. A moje 19-letnie bliźniaczki może już nie rozsypują chrupek pod stołem, ale za to mają długie włosy i jedzą wszędzie, tylko nie w kuchni.

Zobacz także:

Dlatego kiedy dostałam do testowania Shark PowerDetect Speed Pet Pro Clean & Empty, interesowały mnie przede wszystkim trzy rzeczy: czy naprawdę dobrze radzi sobie z sierścią, czy będzie na tyle wygodny, żebym chciała sięgać po niego codziennie, i czy faktycznie ułatwi mi sprzątanie, zamiast stać się kolejnym sprzętem, który świetnie wygląda w instrukcji obsługi. Bo jeśli odkurzacz ma w nazwie "Pet Pro", Kluska bardzo chętnie zapewni mu warunki do wykazania się.

Golden retriever kontra odkurzacz

Zacznijmy więc od sierści. Shark ma system PowerDetect, który wykrywa brudniejsze miejsca, rodzaj podłogi, krawędzie i kierunek, w którym odkurzamy, i odpowiednio dostosowuje pracę urządzenia. Szczotka ma też konstrukcję zapobiegającą plątaniu się włosów. Brzmi bardzo technologicznie, ale w praktyce interesuje mnie jedno: czy ja muszę o tym wszystkim myśleć? Na szczęście nie.

Odkurzacz sam reaguje, kiedy trafia na bardziej zabrudzone miejsce. Kiedy przejeżdżam z twardej podłogi na dywan, rozpoznaje zmianę powierzchni i dostosowuje prędkość szczotki.

To jest jedna z tych rzeczy, które wydają się mało istotne, dopóki nie zacznie się odkurzać domu, próbując jednocześnie ominąć psa, sześciolatka i 18-letniego kota, który po tylu latach życia doszedł do słusznego wniosku, że to człowiek powinien omijać jego.

Światło, którego trochę wolałabym nie mieć

Shark ma też funkcję Reveal. Niebieskozielone światło zwiększa kontrast na twardej podłodze i pokazuje kurz oraz zabrudzenia, których normalnie nie widać. To jest jednocześnie świetna i okropna funkcja. Świetna, bo naprawdę widzę, gdzie jeszcze powinnam przejechać odkurzaczem. Okropna, bo byłam szczęśliwszym człowiekiem, zanim dowiedziałam się, ile rzeczy znajduje się na mojej pozornie czystej podłodze.

Człowiek patrzy: czysto. Włącza odkurzacz: nie, jednak nie. Nagle widać pojedyncze włosy, kurz i sierść Kluski. Dużo sierści Kluski. Nie da się już tego odzobaczyć.

Pod kanapą najwyraźniej mieszka druga Kluska

To była kolejna funkcja, która bardzo szybko przestała być dla mnie technologicznym gadżetem. Rura odkurzacza jest łamana - dzięki systemowi Flexology można ją zgiąć i wjechać szczotką głęboko pod kanapę czy inne meble bez kładzenia się na podłodze. A pod kanapą w domu z goldenem dzieją się rzeczy.

Człowiek wjeżdża tam przekonany, że znajdzie trochę kurzu, a wyjeżdża z ilością sierści, która każe zadać sobie pytanie, dlaczego pies nadal ma futro. Shark ma też funkcję Reverse Clean, czyli zbiera zabrudzenia również wtedy, kiedy prowadzę go do tyłu. I właśnie takie rzeczy doceniam bardziej niż kolejną funkcję, którą trzeba samodzielnie włączać przyciskiem. Chcę po prostu przejechać po podłodze raz czy dwa i iść dalej.

Odkurzacz, którego nie muszę opróżniać po każdym sprzątaniu

I tu dochodzimy do rzeczy, która początkowo wydawała mi się trochę luksusowym dodatkiem, a bardzo szybko stała się jedną z moich ulubionych. Po skończonym sprzątaniu odstawiam Shark do stacji. I tyle.

Stacja automatycznie opróżnia pojemnik odkurzacza i zaczyna ładować akumulator. Według producenta może pomieścić zanieczyszczenia nawet z 45 dni sprzątania. Ma też filtr HEPA i technologię Anti-Odour.

Oczywiście przy Klusce nie zamierzam prowadzić eksperymentu pod tytułem "ile sierści goldena zmieści się w bazie przez 45 dni". Natomiast brak konieczności opróżniania małego pojemnika po każdym odkurzaniu naprawdę doceniam.

Nie wyciągam kłębów sierści. Nie idę z pojemnikiem do kosza. Nie obserwuję, jak część tego, co właśnie odkurzyłam, próbuje wrócić do środowiska naturalnego. Odstawiam odkurzacz. Stacja robi swoje. Bardzo łatwo się do tego przyzwyczaić.

A przecież sierść nie leży tylko na podłodze

Kluska oczywiście nie zna zasady, zgodnie z którą sierść zwierzęcia powinna znajdować się wyłącznie na zwierzęciu, dlatego ważna była dla mnie także kanapa i wszystkie miejsca, do których zwykłą dużą szczotką trudno dotrzeć. Shark można zamienić w odkurzacz ręczny, a w zestawie są mini elektroszczotka i końcówka szczelinowa. I to jest dla mnie ważne, bo przy zwierzętach sprząta się trochę inaczej niż podczas sobotnich porządków. Częściej wygląda to tak: "O matko, ile tu sierści". Trzy minuty odkurzania - koniec.

Sprzęt musi więc być gotowy wtedy, kiedy ja jestem gotowa. Bez wyciągania go z szafy, szukania kabla i przepinania wtyczki między pokojami.

Czy jest lekki?

Nie napiszę, że zupełnie nie czuć go w ręce, bo to nieprawda. Sam odkurzacz ręczny waży 1,59 kg. Producent podaje natomiast, że urządzenie podczas odkurzania waży poniżej 3,5 kg; 6,44 kg podane w specyfikacji dotyczy całego produktu ze stacją.

Dla mnie ważniejsze okazało się jednak to, że nie ciągnę za sobą kabla i nie muszę przepinać go między gniazdkami. Po skończonym sprzątaniu odkurzacz wraca do bazy, opróżnia się, ładuje i czeka na następną rundę.

Producent deklaruje do 60 minut pracy, choć warto zaznaczyć, że ten maksymalny czas dotyczy trybu Eco i używania końcówki bez silnika.

W moim przypadku ważniejsze od pytania "czy odkurzę przez godzinę?" jest zresztą inne: czy mogę złapać go na pięć minut, posprzątać to, co właśnie zrobiła Kluska, i odstawić? Mogę.

Co podoba mi się najbardziej

Myślałam, że po teście napiszę: moc, albo radzenie sobie z sierścią, tymczasem najbardziej podoba mi się coś innego. Ten odkurzacz pasuje do sposobu, w jaki naprawdę sprzątam.

Przy pięciu osobach i dwóch zwierzętach odkurzacz nie jest u mnie sprzętem wyciąganym raz w tygodniu na wielkie porządki.

Leon coś rozsypie - odkurzam. Kluska przyniesie pół ogrodu - odkurzam. Kitek zostawi po sobie kłaczki - odkurzam. Znajdę na dywanie długi włos jednej z córek - odkurzam. Pięć minut później znajduję drugi i nawet nie próbuję ustalać, do ktogo należy.

I dlatego ostatecznie najważniejszą zaletą Sharka nie jest dla mnie jedna konkretna technologia. Jest nią to, że mogę go złapać, szybko posprzątać i odstawić do stacji. Bez robienia z odkurzania wydarzenia dnia.

Na oficjalnej stronie producenta Shark PowerDetect Speed Pet Pro Clean & Empty kosztuje obecnie 1899,99 zł, więc zdecydowanie nie jest to tani odkurzacz. W tej cenie dostajemy jednak m.in. automatycznie opróżniającą i ładującą stację, system wykrywania zabrudzeń i rodzaju powierzchni, podświetlenie Reveal, składaną rurę oraz akcesoria do mebli i trudno dostępnych miejsc.

Po kilku tygodniach mam własne, zdecydowanie mniej techniczne kryterium oceny. Jeśli sprzęt sprawia, że przy rocznej goldence przestaję zastanawiać się: "Czy ja naprawdę znowu muszę odkurzać?", tylko biorę go do ręki i robię to w kilka minut - to znaczy, że zdał test. Kluska oczywiście następnego dnia zaczyna go od początku.