Tak ratuję podkład, który nie chce współpracować. Jako redaktorka beauty mam 3 sprawdzone triki
Jak uratować podkład, który po kilku godzinach znika ze strefy T, podkreśla suche miejsca albo wygląda jak maska zamiast druga skóra? Zanim uznasz, że to kosmetyczna pomyłka i odłożysz go na półkę „nigdy więcej”, warto sprawdzić, czy problem rzeczywiście leży w formule. Często wystarczy drobna korekta koloru, zmiana proporcji albo inny sposób aplikacji, by produkt, który początkowo rozczarował, zaczął pracować na twoją korzyść.

Każda z nas to zna. Kupujesz podkład z nadzieją na efekt drugiej skóry, a po pierwszym użyciu przychodzi rozczarowanie. Odcień okazuje się minimalnie nietrafiony, wykończenie nie do końca takie, jak obiecywał producent, a formuła podkreśla suche miejsca, o których istnieniu wolałabyś nie pamiętać. Zanim jednak odłożysz kosmetyk na dno szuflady, daj mu drugą szansę. W pracy redaktorki beauty nauczyłam się, że większość podkładów da się uratować. Trzeba tylko wiedzieć jak.
1. Jak uratować za ciemny lub za jasny podkład?
Źle dobrany kolor to jeden z najczęstszych problemów. Nawet niekoniecznie musi to być kwestia zakupu złego odcienia. Wystarczy, że zmienia się sezon i zimą jesteś bledsza, a latem bardziej opalona. Ale to nie musi oznaczać makijażowej tragedii i konieczności dokupowania innego podkładu.
Jako posiadaczka bladej cery do perfekcji opanowałam posługiwanie się rozjaśniaczem. W mojej kosmetyczce zawsze trzymam produkt marki NAM, który przychodzi mi z pomocą, gdy w moje ręce trafia do testów kosmetyk w nie do końca odpowiednim odcieniu. Jego plus? Nie wpływa na właściwości podkładu. Jeśli jest matowy, pozostanie matowy, jeśli ma rozświetlać – nadal będzie to robić.
Przyciemniacza i rozjaśniacza nie dokładasz do całego produktu. Przed aplikacją wydobywasz go odrobinę na grzbiet dłoni i mieszasz z porcją podkładu. Zacznij od niewielkiej ilości, stopniowo dodając więcej w razie konieczności.
2. Mieszam dwa podkłady, gdy nie do końca odpowiada mi wykończenie
Czasem problemem nie jest kolor, ale efekt na skórze. Zdarza się, że podkład jest zbyt matowy i odbiera twarzy świeżość albo przeciwnie — daje zbyt mokre, błyszczące wykończenie. W takich sytuacjach łączę go z innym produktem. Matowy mieszam z delikatnie rozświetlającym, lekki z bardziej kryjącym, gęstszy z odrobiną lżejszej formuły. W ten sposób tworzę efekt dokładnie taki, jakiego potrzebuję danego dnia.
To jeden z moich ulubionych trików, bo pozwala zużyć kosmetyki, które solo nie były idealne, a w duecie nagle zaczynają wyglądać świetnie. Jest tylko jedno małe "ale". Zanim zmieszasz kosmetyki, warto zapoznać się z ich składem. Produkt na olejowej bazie zmiesza się z podobnym produktem, a na bazie wody — z drugim na bazie wody.
3. Eksperymentuję ze sposobem aplikacji
To coś, o czym mówi się zdecydowanie za rzadko. Wiele z nas przywiązuje się do jednej metody aplikacji i stosuje ją do każdego podkładu, niezależnie od jego konsystencji i wykończenia. Tymczasem formuły potrafią zachowywać się zupełnie inaczej w zależności od tego, czym i jak je nakładamy.
Podkład, który pędzlem wyglądał ciężko i podkreślał strukturę skóry, może zyskać lekkość, gdy zostanie wklepany wilgotną gąbką. Ten sam produkt nałożony palcami potrafi lepiej stopić się ze skórą i dać bardziej naturalny efekt. Zdarza się też, że podkład, który gąbką tracił krycie, dopiero rozprowadzony gęstym pędzlem pokazuje pełnię swoich możliwości.
Zanim więc uznam, że dany kosmetyk „nie współpracuje”, testuję go na kilka sposobów. Bardzo często okazuje się, że problemem nie była sama formuła, lecz metoda aplikacji. A ta drobna zmiana potrafi całkowicie odmienić efekt na twarzy.
Czytaj także:
- Mam opadającą powiekę i tych 5 tuszy stosuję na zmianę. Nie odbijają się i nie kruszą
- Zastąpiłam nim kryjący podkład. Ten "zielony" krem wtapia się w moją bladą skórę i nie zostawia maski
- Mochi skin to znak rozpoznawczy Azjatek. Dzięki 3 zasadom mają elastyczną i promienną skórę

