Ola Kucharska mieszka w Korei i zdradza prawdę o PDRN. "Na początku jest pogorszenie stanu cery"
Koreańska pielęgnacja słynie z innowacji, a Koreanki, które zachowują świeżość i młodzieńczy wygląd cery przez lata, to jej idealna reklama. Nic dziwnego, że tak chętnie sięgamy po nowinki, które przychodzą z Dalekiego Wschodu. Ostatnio takim hitem stał się PDRN. O tym, skąd on się wziął i o jego realnym działaniu opowiada Ola Kucharska, która stosuje go od czasu, gdy był świeżynką na koreańskim rynku.

W Polsce o PDRN usłyszałam pierwszy raz jeszcze w listopadzie zeszłego roku. Już wtedy poczułam się nim zaintrygowana. To składnik mocno kompatybilny z naszą skórą, stworzony dzięki najnowszym technologiom z DNA łososia. Teraz, kilka miesięcy później, staje się viralem i coraz więcej marek stawia na stworzenie własnych linii z tym składnikiem. I chociaż w Polsce trenduje właśnie teraz, w Korei boom na niego rozpoczął się dużo wcześniej. Dlatego postanowiłam do rozmowy o PDRN zaprosić kogoś, kto miał szansę obserwować rozwój popularności tego składnika od samego początku i ma za sobą wiele miesięcy testów na własnej skórze.
Ola Kucharska od około roku mieszka w Seulu. Podpatrzyła wiele technik pielęgnacyjnych bezpośrednio u Koreanek i część z nich wypróbowała na własnej skórze. Chętnie opowiada o nich na TikToku, co przynosi jej coraz większą rozpoznawalność także w naszym kraju. Od 8 miesięcy nie rozstaje się z PDRN. Z tym składnikiem aktywnym pierwszy raz spotkała się w koreańskich gabinetach kosmetycznych, a dziś stosuje go także w domowej rutynie. Co sprawiło, że zdecydowała się pozostać mu wierna? Porozmawiałam z nią o samym PDRN, ale też o tym, jak właściwie rodzi się koreański viral kosmetyczny.
Czy PDRN to faktycznie koreański numer 1?
Sylwia Przygoda: Kiedy usłyszałaś pierwszy raz o PDRN?
Ola Kucharska: Pierwszy raz usłyszałam o nim tutaj, w Korei. Muszę sobie przypomnieć, kiedy dokładnie, bo już zrobiłam trochę tych zabiegów z PDRN… Koło ośmiu miesięcy temu miałam z nim styczność pierwszy raz. Na początku PDRN był dostępny tylko w klinikach medycyny estetycznej. Teraz jest to absolutny hit, a zabiegiem numer jeden z jego użyciem w Korei jest Rejuran.
A na czym ten Rejuran polega, skąd właściwie taka nazwa?
To iniekcje PDRN w skórę. Rejuran to także koreańska marka kosmetyków, ich PDRN ma najczystszą formułę i to właśnie dzięki niej PDRN stał się tak popularny. Możliwe, że wcześniej były jakieś inne firmy, ale patrząc z perspektywy konsumenta, to oni zapoczątkowali cały hype na ten składnik aktywny.
Co stoi za fenomenem PDRN, że tak długo utrzymuje się jako nr 1?
W Korei ten zabieg jest przedstawiany jako dający glass skin, dlatego jest tak super popularny. Nie działa też jak wypełniacz, nie jest się po nim opuchniętym i nie wymaga tygodniowej czy dwutygodniowej rekonwalescencji. To naturalny składnik, działa zupełnie inaczej.
Długo trzeba czekać na efekty stosowania PDRN?
Właśnie to jest bardzo duża różnica pomiędzy kulturą wykonywania zabiegów w Polsce i w Korei. Mam wrażenie, że Polki oczekują natychmiastowych efektów, a tutaj liczy się bardziej długotrwały efekt. Rejuran czy PDRN nie daje natychmiastowego rezultatu.
Na początku następuje wręcz pogorszenie stanu cery, ale nie ma czego się obawiać, to normalne. Wszelkie niedoskonałości, które były w skórze, wychodzą, a cera się oczyszcza i regeneruje. Efekt jest widoczny, kiedy ten cały proces się zakończy, co może trwać około miesiąca. PDRN po prostu “wsiąka” w skórę.
Fakt, jeśli ktoś chce przylecieć na zabieg do Korei, to na początku może poczuć się oszukanym, że jak to, wydał pieniądze i co, ma gorszą skórę? Ale spokojnie, poprawa będzie widoczna, tylko po czasie. Na tym to polega: efekt pojawia się wolniej, ale jest długofalowy.
Co cię tak właściwie przekonało do tego, żeby zastosować PDRN?
W Korei przed zabiegiem zawsze jest wykonywana konsultacja z lekarzem i kiedy byłam na niej pierwszy raz, pan doktor mi powiedział, że to jest nowość. Jestem takim trochę królikiem doświadczalnym (śmiech). Zmagam się z bliznami potrądzikowymi i czasem jeszcze trądzikiem i właśnie ten zabieg został mi polecony w trakcie rozmowy. Zależało mi na uporaniu się z tymi problemami.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby TikTok i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
PDRN, czyli glass skin i anti-aging w jednym
Komu koreańscy eksperci polecają stosowanie pielęgnacji z PDRN?
PDRN w Korei polecany jest przede wszystkim komuś, kto chce poprawić stan swojej skóry. Skupia się na regeneracji, to taki dodatkowy boost dla cery, który ma zapewnić glass skin. To dobry składnik dla różnych osób. Ja mam 26 lat i zmagam się z trądzikiem. Dla mnie to rewelacja, bo faktycznie widzę, że moja skóra wygląda po nim o wiele lepiej. Ale kobiety 40+ też często słyszą, że powinny wypróbować PDRN.
Zauważyłam, że u nas mówi się przede wszystkim o działaniu anti-aging, jeśli chodzi o PDRN. Z tego, co mówisz, to w Korei mocno jest podkreślany efekt glass skin.
Koreanki kochają efekt glass skin, więc marki często go podkreślają w działaniu produktów. Ale oczywiście nie tylko o tym się mówi. Są całe linie produktów z PDRN, które mają wielkie znaczki "anti-aging".
Podkreślam tak glass skin, bo moje problemy skórne są trochę inne, na czym innym się skupiam. Ale PDRN daje takie napięcie, elastyczność, skóra się odbudowuje i wygląda młodzieńczo. Sama może nie zwracam aż tak uwagi na ten aspekt działania. Ale faktycznie ta cera jest, jak to określić, taka bouncy (red.: jędrna i sprężysta).
PDRN to nie tylko zabieg, to również kosmetyki, prawda?
Tak, nawet sama marka Rejuran ma kosmetyki, które są dostępne w Olive Young, najpopularniejszej sieci drogerii w Korei. One też cieszą się dużą popularnością, szczególnie ich serum w ampułkach. Co ciekawe, po wykonaniu zabiegu spotkałam się nawet z tym, że kosmetyki były mi polecane na podtrzymanie efektów.
Ok, to nasuwa mi pytanie – czy w takim razie kosmetyki z PDRN są skuteczne, czy ten składnik naprawdę działa?
Ich skuteczność widać nawet w trendach. W Korei trendy kosmetyczne zmieniają się bardzo szybko, czasem trwają zaledwie tydzień. Natomiast to, co realnie się sprawdza, jest długo w topce sprzedaży i właśnie PDRN utrzymuje się w niej już od praktycznie roku.
Mojej mamie, która ma już prawie 50 lat, przywiozłam ampułki z PDRN. Ona ma skórę naczynkową, no i ma oczywiście zmarszczki. W tym wieku kolagen w skórze nie jest już tak produkowany, więc naturalnie się pojawiają. I jej się te kosmetyki sprawdziły. Akurat linia, którą jej sprezentowałam, jest określana jako anti-aging, ale są też inne serie, dedykowane młodszym osobom. Te z kolei poleciłam moim znajomym, też mówiły, że im się super sprawdzają. Że robią taki fajny glow, że cera jest taka odżywiona, przyjemna w dotyku.
A jak wybrać dobry kosmetyk z PDRN?
Trzeba bardzo uważać. Jeden PDRN nie jest równy drugiemu. Warto patrzeć, żeby był dość wysoko w składzie, wtedy jest go więcej. Jak jest nisko, to jest szansa, że to bardziej chwyt marketingowy i w rzeczywistości jest go za mało, żeby dał większe efekty. Może wtedy zadziałać, ale ten rezultat będzie chwilowy. Warto też wczytać się jeśli chodzi o pochodzenie PDRN, on powinien być dobrej jakości, oczyszczony.
Tak w Korei powstaje viral
Skoro jesteśmy przy bestsellerach, to wróćmy na chwilę do tej topki sprzedaży w Olive Young. Mówisz, że to właśnie tam rodzi się koreański viral. To zupełnie inaczej niż w Polsce, gdzie często viral rodzi się w mediach społecznościowych. No i u nas mówi się raczej o trendach na cały sezon, a ty wspomniałaś, że w Korei trend może utrzymywać się zaledwie tydzień.
Tak, ale tutaj wkraczamy też w koreańską kulturę palli, palli, czyli szybko, szybko. Tak się żyje w Korei i tak Korea żyje kosmetykami. Skincare jest tutaj bardzo popularny, a co za tym idzie, trendów jest bardzo dużo.
Są trendy chwilowe, które będą utrzymywać się tydzień, a są takie, które będą dłuższe. Była moda na kolagen, była moda na witaminę C. PDRN utrzymuje się bardzo długo, bo już około roku.
Koreańczycy mają też swoje klasyki, które stale utrzymują się w listach najpopularniejszych produktów. To też nie tak, że każdy tutaj wymienia kosmetyczkę co tydzień, bo jest trend. Ale chętnie testują i sprawdzają produkty.
A co zalicza się do tych klasyków? To są produkty o jakimś określonym efekcie?
To są głównie produkty skupione na nawilżeniu, na uzyskaniu glass skin i na odbudowie bariery hydrolipidowej. To są takie filary koreańskiej pielęgnacji, które zawsze będą ważne, niezależnie od chwilowej mody. Mam wrażenie, że w Korei bardzo trudno jest zasłużyć na miano takiego klasyka. Wszystko zmienia się naprawdę szybko, więc markom trudno utrzymać zainteresowanie na długo.
Ale wtedy mają swój kluczowy moment w topce sprzedaży i informacja o nich dociera do wielu osób...
Tak. Generalnie Olive Young tutaj jest jedną z najważniejszych sieci drogerii, ludzie sobie sprawdzają, co błyskawicznie się wyprzedaje i dla nich to taki wyznacznik tego, że coś warto wypróbować. Sama zauważyłam, że też zaczynam tak na to patrzeć.
Czyli w Korei to nie influencerzy czy idole potrafią wyprzedać cały nakład?
Rzeczywiście, kiedy idol zaczyna być twarzą marki, to może podnieść sprzedaż, ale tutaj różni idole reklamują wszystko i to nie jest wyznacznik, że coś zostanie wyprzedane. Ostatnio była sytuacja z taką mgiełką, właśnie z PDRN. Nie była reklamowana w mediach społecznościowych, nie miała twarzy idola, a i tak przez kilka dni ciągle się wyprzedawała. Okazało się, że ona naprawdę robiła takie super glow, że każdy chciał ją wypróbować i sama chciałam ją kupić.
Czyli serio dużo kosmetyków w Korei ma PDRN w składzie, nawet mgiełki. I się wyprzedają.
Tak, ale jak w przypadku tej mgiełki, to nie stawiałabym jej jako priorytet w pielęgnacji z PDRN. Ona ma raczej dawać taki chwilowy glow.
Tak, mgiełka to raczej takie uzupełnienie i domknięcie pielęgnacji, na pewno nie będzie działać tak, jak krem czy serum. A czy teraz w Korei jest jakiś inny viralowy trend, czy raczej PDRN nie ma sobie równych?
PDRN nadal jest silnym tredem. W niektórych produktach w topce sprzedaży jest obecny kolagen, ale PDRN jest zdecydowanie takim numerem jeden. Nadal pojawia się dużo nowych produktów z nim, coraz więcej marek kosmetycznych chce mieć swoją serię z tym składnikiem.
Ogólnie pojawienie się PDRN nie było taką nagłą lawiną. Wszystko działo się stopniowo, na początku był to składnik stricte zabiegowy, potem pojawiła się pierwsza linia kosmetyków i dopiero inne firmy podłapały, że to składnik, który naprawdę działa i jest na niego zapotrzebowanie. Może to dzięki temu tak długo się utrzymuje.
Mam wrażenie, że to właśnie w Europie bardziej była taka nagła sensacja, widziałam, że przedstawiano to w niektórych miejscach jako koreańskie dziwactwo, ze względu na pochodzenie PDRN.
Ale teraz jest hitem, w Polsce też jest dostępnych coraz więcej linii kosmetyków z PDRN.
Właśnie nie wiedziałam, że to tak szybko przyjęło się w Polsce. Ale cieszy mnie, że u nas w kraju jest coraz więcej kosmetyków koreańskich dostępnych, takich, które faktycznie trendują w Korei, są dobre jakościowo i które warto przetestować.
Zwłaszcza, że koreańska pielęgnacja jest naprawdę świetna i po jej stosowaniu widać efekty. Tylko właśnie fajnie jest móc korzystać z takich produktów, które są tutaj rzeczywiście dostępne i są w topce sprzedaży.
Właśnie, mam wrażenie, że u nas ten rynek koreańskich produktów teraz się naprawdę fajnie rozwija. To nie to samo, jak wtedy, gdy sama zaczynałam się interesować K-beauty, że musiałam ściągać produkty bezpośrednio z Korei, tylko mogę zajrzeć do polskiej drogerii i kupić jakiś dobry kosmetyk.
Tak, tylko nawet w takiej sytuacji warto wejść na koreańską stronę Olive Young, sprawdzić topkę sprzedających się produktów. To naprawdę zawęża poszukiwania, zwłaszcza, że tych kosmetyków powstaje naprawdę dużo. Nawet w przypadku szukania produktów z PDRN. Mamy wtedy informację, co realnie sprawdza się tutaj, w Korei.
Ola Kucharska ponad rok temu zdecydowała się na samotną wyprowadzkę do Korei Południowej, a na TikToku dzieli się swoimi doświadczeniami i wiedzą o K-beauty, którą zdobyła na miejscu. Jak sama mówi, w Polsce zostawiła całą swoją kosmetyczkę i budowała ją od podstaw w myśl koreańskiej idei dbania o skórę.
Czytaj także:
- Czy hi-tech to nowy anti-aging? Dr Agnes Frankel: „Tu nie chodzi o zmarszczki, tylko zdrowie skóry”
- "Wmawia nam się, że musimy być zgodne z oczekiwaniami innych". Michalina Grzesiak rozmawia z Szafiarką Dorką
- "Z potrzeby, z ciekawości, z nudy". Polki pokochały hi-tech i mają apetyt na więcej

