Zamiennik Chanel N°5 był hitem PRL-u. Wciąż dostępny, kosztuje mniej niż kawa na mieście
Zamiennik Chanel N°5 to od dawna gorący temat. Polki w PRL-u decydowały się na niego ze względu na niską dostępność i cenę oryginału, a współcześnie poszukujemy budżetowych alternatyw. Ta konkretna opcja polskiej marki nie dość, że jest tańsza od kawy na mieście, to jeszcze jest kultowym znakiem minionej epoki.

Chanel N°5 to zapach bardzo kontrowersyjny. Niektóre kobiety go uwielbiają, a inne totalnie odwrotnie. Niemniej nieustannie jest to jedna z najbardziej kultowych perfumeryjnych propozycji. Pachniała nimi Marilyn Monroe, Vanessa Paradis i Nicole Kidman. Biorąc pod uwagę, jak popularny był ten zapach wśród gwiazd, nic dziwnego, że "zwykłe" kobiety również go pożądały. Niestety, w czasach PRL-u dostępność oryginału w Polsce była znikoma. To pobudziło kreatywność polskich perfumiarzy, którzy w swoich kompozycjach starali się oddać vibe oryginału. Tak właśnie powstał najsłynniejszy zamiennik Chanel N°5 - perfumy Być może...
Zamiennik Chanel N°5 z PRL-u
W czasie, w którym szczególnie chętnie powracamy do ubiegłych dekad i pełnymi garściami czerpiemy z trendów modowych, naturalną konsekwencją jest także poszukiwanie inspiracji urodowych. Uwidacznia się to w rosnącej popularności fryzur, jak chociażby bob Old Hollywood, czy paznokci (chociaż tu o wiele chętniej sięgamy do lat 2000. niż wcześniejszych), ale również kosmetyków, a zwłaszcza perfum. Biorąc to pod uwagę, ponowne zainteresowanie perfumami Być może... wcale nie dziwi. Marka Pollena wypuściła je na rynek w latach 70. i od samego początku były symbolem tęsknoty za elegancją i dostępnym luksusem w trudnych czasach.
Zamknięte w minimalistycznym, małym flakonie, bez atomizera, w prostym kartoniku – te perfumy od samego początku były przystępne cenowo. Szybko zdobyły rzesze fanek, a linia perfum rozwinęła się, oferując zapachy inspirowane największymi stolicami: Paryżem, Tokio czy chociażby Rzymem. Ich popularność nigdy nie spadła, co pozwoliło im przetrwać na sklepowych półkach do dziś.

Być może... a Chanel N°5
Przyglądając się nutom zapachowym obu produktów, zauważymy, że nie mamy do czynienia z absolutnym klonem, ale inspiracją o podobnych nutach. Wrażenie otulenia luksusem i elegancją jest jednakowe.
Nuty zapachowe Być może...
- Nuty głowy: bergamotka, brzoskwinia.
- Nuty serca: paczula, jaśmin.
- Nuty bazy: drzewo sandałowe, ambra.
Nuty zapachowe Chanel N°5
- Nuty głowy: aldehydy, ylang-ylang, neroli, bergamotka i cytryna.
- Nuty serca: irys, jaśmin, róża, korzeń irysa i konwalia.
- Nuty bazy: cywet, bursztyn, drzewo sandałowe, piżmo, mech, wetyweria, wanilia i paczula.
Jak widać, "polskie N°5" jest o wiele mniej złożone. Konstrukcja tych perfum jest o wiele prostsza, co sprawia, że nie są aż tak bogate i wielowymiarowe, jak oryginał. Jednak podobieństwo nut jest tak duże, że swobodnie oddają vibe drogiej marki.
Dla wielu kobiet Być może... to także "znośniejsza Chanel". Dzięki swojej prostocie nie posiadają tego charakterystycznego elementu, który wiele osób określa mianem zapachu babcinej szafy.
Czy warto wypróbować perfumy Być może...?
Uważam, że perfumy Być może... są warte zainteresowania. Ich linia jest tak kultowa, że naprawdę szkoda by było nie powąchać ich chociaż raz w życiu. Zwłaszcza, że cena jest naprawdę niesamowita. Kosztują niecałe 10 zł, a są flakonem-symbolem, skroplonym uczuciem nostalgii i młodości naszych mam i babć.
Świetnym elementem, na który warto zwrócić uwagę, jest również ich flakon. To wciąż ta sama mała buteleczka bez zbędnych ozdób i z niewielkim srebrbym korekiem.
Czytaj także:
- Zamiennik Kayali Vanilla za 57,99. Te perfumy pachną jak faworki w Tłusty Czwartek
- Te perfumy z Hebe pachną jak kultowy zapach Valentino. Większy flakonik 5x taniej
- Wiśniowe perfumy z Zary pachną jak Tom Ford. Namiastka luksusu 10x taniej

