Reklama

„Tak, ta dziewczyna będzie moją inspiracją” - pomyślałam o Asi. Typ fajnej dziewczyny z sąsiedztwa, nie prezentuje nie wiadomo jak skomplikowanych stylizacji, ma kobiecą figurę, ostatnio sporo schudła, ale – jak sama później powie - wciąż nosi duże L. Już w 2022 roku Joanna Koroniewska powiedziała o niej, że jest jedną z najważniejszych „powergirls” Instagrama, tych które nie pokazują, jak wyglądać tylko raczej, jak wreszcie odetchnąć, dobrze poczuć się w swoim ciele.

Ale wszystko zaczęło się od mojej przyjaciółki….

Pewnie nigdy nie przyjrzałabym się bliżej profilowi Asi Przenickiej-Malek, gdyby moja przyjaciółka nie stwierdziła któregoś dnia dość kategorycznie, że powinnam się bardziej interesować modą. „Nie chcę, lubię wygodę” mruknęłam. Kurczowe trzymanie się trendów zawsze kojarzyło się z przymusem i kontrolą. Podobnie jak wciskanie w dopasowane sukienki, szpilki, czy coś również – dla mnie – idiotycznego. Zresztą przecież przez setki lat moda była narzędziem kontroli. Gorsety ograniczały oddech, krynoliny i ciężkie spódnice ruch i aktywność. Elegancja oznaczała unieruchomienia. Kobieta miała wyglądać, a nie żyć.

„Oszukujesz się” - kontynuowała moja przyjaciółka, nie zważając na moją socjologiczną tyradę o uciemiężeniu kobiet. Jej zdaniem kiedyś potrafiłam się ubrać, a teraz nie potrafię, a raczej nie chcę, bo przytyłam. Zabolało. Znacie to? Ktoś nagle mówi tak lekko o czymś, co próbujecie ukryć. Również przed samą sobą.

Moja przyjaciółka jest fanką stylu Aśki Przenickiej-Malek nie dlatego, że sama ma podobny styl. Ale dlatego, że jej zdaniem Aśka odczarowuje kobiecość. Pokazuje, że możemy być piękne i modnie ubrane w każdym rozmiarze, a wygoda nie musi być niechlujna, nie musi być workiem, nie musi być też nudą.

"Mam dziś na sobie szary dres, robotę robią dodatki…"

- Mam dziś na sobie szary dres, robotę robią dodatki - oznajmia Asia na samym wstępie naszej rozmowy. Jakie dodatki? – Włożyłam do tego czekoladowe, skórzane samby i to już sprawia, że strój robi się bardziej elegancki, mam też wielką, brązową torbę z pomarańczowymi, mocnymi akcentami. A dres też nie jest taki zwyczajny tylko dobrze skrojony, dzięki temu fajnie się układa. Rano zawsze zastanawiam się z kim danego dnia będę się spotykać i jaki komunikat ma wysłać mój strój. Jeśli idę na spotkanie biznesowe, nie pozwalam sobie na dużą swobodę, stylizacja powinna być trochę bardziej zobowiązująca – opowiada.

Nie oznacza to jednak formalnej sztywności. Raczej balans między komfortem a elegancją: luźniejsze spodnie, top z delikatną koronką i oversizowa marynarka. Jak podkreśla, najważniejsze jest poczucie swobody ruchu i pewność, że ubranie „pracuje” razem z ciałem. W dni, które spędza przy produkcji, wśród próbek, nici, w ciągłym ruchu najlepiej sprawdzają się dres i obszerna bluza.

Nawet w takich prostych rzeczach stara się wprowadzać detale, na przykład kant z przodu nogawki, który optycznie wydłuża sylwetkę. – W dziennych zestawach dbam o proporcje: lekko rozszerzana nogawka, podobne rozszerzenie w górnej części, zaznaczone wcięcie w talii, a jednocześnie swobodniej poprowadzony materiał na brzuchu, bo wiem, że to dla wielu kobiet wrażliwe miejsce. To rozszerzenie na dole widać właściwie tylko wtedy, gdy ubranie leży na płasko, na ciele nie rzuca się w oczy, po prostu sprawia, że całość dobrze się układa – mówi.

Inaczej wygląda wieczór we dwoje. Takich wyjść, przy małym dziecku, nie ma wiele, dlatego wtedy pozwala sobie na więcej kobiecości — dopasowane fasony podkreślające biust i talię, najczęściej sukienkę zestawioną z ulubioną oversizową marynarką, która nadal daje poczucie luzu.

Podobną zasadą kieruje się przy materiałach. W codziennych ubraniach wybiera bawełnę, bo jest oddychająca i wygodna, ale już marynarki mogą być z różnych materiałów, o ile fason pozostaje luźny i nie powoduje dyskomfortu.

Podkreśla jeszcze jedną rzecz: rozmiar nie powinien ograniczać. – To, że jesteśmy większe, nie znaczy, że nie możemy nosić szortów czy topów na ramiączkach. Trzeba tylko dopasować ubranie do siebie i umieć je nosić – mówi. Dlatego projektuje szorty z wyższym stanem i regulowaną długością — można je podwinąć albo opuścić, zmieniając proporcje sylwetki. Właśnie o proporcje chodzi najbardziej: świadomie decydować, jaki efekt chce się uzyskać strojem i jak ma on współgrać z ciałem.

Właśnie! Materiały, które łatwo się piorą

Podobnie jak wiele innych kobiet szukam w modzie wygody, bo łatwiej się żyje w wygodnych ubraniach. Moja codzienność to pisanie, długie spacery z psami, zakupy i ogarnianie domu, Asia z kolei jest młodą matką. – Muszę móc kucnąć, położyć się na ziemi, wygodnie wstać. I dobrze, żeby ubranie dało się po prostu wrzucić do pralki, kiedy dostanę sosem pomidorowym – mówi ze śmiechem.

Dlatego z szafy naturalnie zniknęły rzeczy wymagające szczególnej troski. Jedwab czy delikatna wełna przestały być praktyczne, bo oznaczały dodatkową logistykę i pilnowanie prania, na które przy małym dziecku zwyczajnie nie ma czasu. – Im bardziej wymagający i szlachetny materiał, tym więcej twojego czasu potrzebuje. A ja nie chcę się stresować ubraniem - dodaje.

Miękko i wygodnie dla plus size

Asia dwa lata temu stworzyła markę TOUCHES, projektuje stroje sportowe dla kobiet i bieliznę modelującą. Uczciwie mówi, że jej bielizna jest niewygodna do zakładania, natomiast jak już ją założysz, to jest jak druga skóra.

Ale sama marka zaczęła się od sportu i od frustracji. Asia dużo trenowała i nie mogła znaleźć stroju, który jednocześnie podtrzymywałby ciało i dawał poczucie swobody. – Albo legginsy zjeżdżały mi pod brzuch i cały trening je podciągałam, albo biust wylewał się bokami. A ubrania sportowe plus size przypominały z kolei pancerz, w tym prawie nie dało się ćwiczyć – wspomina.

Z tej potrzeby zaczęła tworzyć rzeczy dla siebie, a potem dla innych dziewczyn. Okazało się, że problem jest wspólny, a ubranie potrafi zmienić znacznie więcej niż tylko wygląd. – Dobre ubrania są w wielu markach. U nas oprócz nich jest jeszcze zrozumienie różnych sylwetek i duża rozmiarówka.

Asia doskonale też rozumie, że dziewczyny i kobiety noszące większe rozmiary często odkładają wszystko na później. Nie idziemy na basen, na zajęcia sportowe, nie wyjdziemy na plażę, bo najpierw trzeba schudnąć. – A waga to nie jest powód, żeby rezygnować z życia– tłumaczy. – Masz prawo nie mieć siły teraz chudnąć i masz prawo iść na imprezę, na randkę czy do kina.

Dla niej to są ogromne emocje, kiedy dostaje wiadomości od klientek, które piszą o tym, że pierwszy raz od 10 czy 15 lat poszły na basen, czy wyszły na plażę bez ukrywania się pod T-shirtem. Doskonale to rozumiem, bo sama miałam momenty, że wstydziłam się wyjść na plażę. Dla takich kobiet jak ja modelująca bielizna czy piękne kostiumy to „game changer”. Ktoś może powie, że to tylko strój. A to jest strój, w którym w końcu jesteś gotowa przekroczyć barierę w głowie.


Joanna Przenicka- Malek, instagramerka zajmująca się m.in. tematyką body neutrality i akceptacji ciała. W swoich mediach społecznościowych pokazuje codzienność bez upiększania. Mówi o presji wyglądu, porównaniu się, relacji z jedzeniem, pokazuje też, że ciało się zmienia i nie musi być projektem do zmiany. Moda to dla niej przede wszystkim wygoda i poczucie bezpieczeństwa.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama